Nudy na pudy, bo o dręczących mnie problemach

13 Maj, 2009
Ciężka wiosna tego roku.
Ale wczoraj odkryłam przyczynę mojego wielkiego zmęczenia, było to co prawda odkrycie z gatunku: gorąca woda parzy, hehe…, ale przecież każdy ma prawo odkryć swoją Amerykę.
Otóż, tak bardzo męczy mnie brak ruchu i nie ma rady, trzeba wrócić do korzeni i znowu zacząć się ruszać.
Przez życiowe, budowlane i inne absorbujące mnie historie podbite przy okazji leniem, zarzuciłam siłownię i wieczorne bieganie, a te nędzne namiastki ruchu w postaci roweru raz na jakiś czas są tylko mydleniem oczu dla mnie samej. Zarządzam sobie zmianę i dziś wieczorem idę biegać, co oznacza nic innego niż sto kroków biegiem, sto kroków marszem i reanimacja.
Mam kondycję ujemną, ale co tam- dam jej szansę!
W poniedziałek zaczyna się budowlany ruch, wnoszenie narzędzi, przygotowania, budowanie pakamery na podwórku i (o zgrozo!!!) latryny, a przed nami problem kolejny- mieszkańcy drugiego piętra muszą wyprowadzić się na co najmniej trzy tygodnie.
W ich mieszkaniach na okres trzech tygodni, czyli na wylanie i wiązanie się stropu, trzeba będzie postawić stemple i to na tyle gęsto, że nie da się tam mieszkać. Drobiazg, że po ścianach będzie im spływać woda, odciekająca ze stropu wydaje mi się już mniej istotny…
Na drugim piętrze są dwa mieszkania- w jednym mieszka rześka staruszka, mająca szczęśliwie córkę w Krakowie, mam więc nadzieję, że tu nie będzie problemu, a w drugim mieszka małżeństwo, dobrze po siedemdziesiątce, z tym że niestety kobieta jeździ od niedawna na wózku. I z nimi będzie problem.
Jutro mamy zebranie współwłaścicieli z wykonawcą, mam nadzieję, że odpowiednio naświetli im grozę sytuacji, a ja zaproponuję, by przenieśli się do mnie (sama nie wierzę w to, co piszę).
Dzieci zaraz po zakończeniu roku szkolnego wyjeżdżają na wakacje, mogę odstąpić im mieszkanie, jest przecież dokładnie pod ich mieszkaniem, a sama zamieszkam u kogoś z moich znajomych. Problemem będą ich dwa koty, nie wiem jak moje zniosą ich obecność, koty muszę zostawić, ale psa wezmę z sobą, albo dam do Pani Ewy.
Budowa będzie prowadzona, jak to określa wykonawca-ręcznie.
Z powodu usytuowania kamienicy i braku bramy wjazdowej, wszystko trzeba wnieść na podwórko w częściach i tam dopiero składać w całość. Nie ma możliwości postawienia dźwigu od strony ulicy, dach będą rozbierać ręcznie, ciąć na kawałki, zrzucać via rura na podwórko i stamtąd taczkami transportować do kontenera stojącego na ulicy.
Dopiero jak to sobie teraz napisałam, dotarła do mnie groza sytuacji! O rety!!!!
Choć daję słowo, zupełnie inny zwrot ciśnie mi się na usta, ten w którym wibrujące długo rrrrrr pozwala na naładowanie go odpowiednim ładunkiem emocji.
No, ale jest to przyzwoity blog, nie będę przecież tu pisać kurrrrrrrrrrwa, prawda?
Ale co sobie w myślach naużywam to moje.
Miłego dla Was!
Li.