na całej linii z tym moim pisaniem, a przecież sono piena, jestem pełna!!! Pełna opowieści, żarcików, śmiesznych sytuacji, nieprawdopodobnych sytuacji, czasem myślę, że śnię, że to nie jest możliwe, że moje marzenie to moja imaginacja, trwam w bezustannym zachwycie, coraz lepiej mówię po włosku, wchodzę w moje miasteczko tak gładko jak tiramisu w barze Charleston w Marinie wchodzi w moje usta. A jaka tam jest kawa! Latam do Kalabrii mniej więcej co dwa-trzy tygodnie, niby pilnować remontu, ale tak naprawdę, by po prostu tam być. Chłonę, chłonę i zwyczajnie się cieszę. Poznaję coraz więcej ludzi. Wrastam.
Nie pisałam jeszcze o Rinie, mojej włoskiej przyjaciółce. Myślę, że tak mogę ją nazwać, bo jej poziom życzliwości dla mnie i odczuwalnej miłości jest grubo powyżej skali przyjaźni. To od Riny kupiłam mój drugi dom, jest moją bezpośrednią sąsiadką. Jest to sąsiedztwo niezwykle życzliwe i niezwykle… trudno znaleźć dobre słowo… ciekawskie? Rina musi wiedzieć wszystko, więc ćwiczę na niej swój włoski, a ona cierpliwie mnie poprawia. Ale również i dzięki mnie i moim przyjaciołom, życie Riny zmieniło się diametralnie- ze spokojnej i nieco samotnej egzystencji(nie wyszła za mąż, nie ma dzieci) wpadła w wir wydarzeń, nowych znajomości, pilnowania muratori, częstych wyjazdów, przywożonego specjalnie dla niej białego sera, makowca i maseczek Bielendy, których stałą się wielką admiratorką. W dodatku jej znaczenie w miasteczku poszło zauważalnie w górę, bo tylko ona wydziela plotki na temat swojej polacca. Ma to wszystko dobre strony -kilka dni temu karmiłam koty i odłożyłam na bok swój wielki (1,2 litra:) stalowy kubek z herbatką miętową (tylko to mnie chłodzi w te upały). Włosi są naprawdę zdziwieni poziomem mojego herbatkowania, a ja wprowadzam nowe zwyczaje przywożąc Rinie najlepsze herbatki Herbapolu. Potem pojechałam na plażę i kubek zostawiłam na murku. Ktoś wiedział, że w tej sprawie trzeba zadzwonić do Riny i jej to powiedzieć, więc zanim zorientowałam się, że nie mam kubka i do niej napisałam, dostałam wiadomość, że kubek już ma. Czy to nie jest piękne?
Stan robót remontowych jest taki: instalacja elektryczna jest wymieniona na nową i została znacznie rozbudowana, wszystkie rury wodno-kanalizacyjne są wymienione, wszystkie dziury zamurowane, podłogi na tarasach i w kuchni położone (innych nie zmieniam), od poniedziałku zaczyna się tworzenie nowej łazienki, czekam niecierpliwie na płytki na ścianę w kuchni, są piękne! Mam tylko zdjęcie ze strony katalogu, ecco:

Podłoga jest bardzo spokojna, chciałam by to płytki wyszły na pierwszy plan.
W ubiegły weekend poleciała ze mną Gusia ze swoim chłopakiem. To był jej pierwszy raz od lutego, wtedy nie złapała bakcyla, była nawet trochę przerażona, a teraz się zakochała, Kalabria nią zawładnęła, nasze miasteczko pokazało swoje najlepsze strony z wakacyjną restauracją, kolorami i atmosferą. Woda w Morzu Jońskim była tak ciepła, że nie chciało się z niej wychodzić. Plaże były puste, słychać było tylko fale, „inwestujemy” w sprzęt plażowy, w cudowne wygodne leżaki, namiocik, parasol i buty do wody.
I co innego mogę powiedzieć? Jest mi ciężko w Krakowie, lekko w Kalabrii, średnia wychodzi taka sobie. Ale warto wspinać się na wyżyny szczęścia, nawet jak potem z hukiem leci się w dół. Kupując więc kolejny bilet do szczęścia, zaciskam zęby i…



Li
Opublikował/a Li 




















































