Myśli rozsypane i jeszcze nieuczesane.
7 kwietnia, 2011Życie chyba jednak nie lubi dalekosiężnych planów.
6 kwietnia, 2011Żal i ulga.pl
5 kwietnia, 2011…
28 marca, 2011Przeżywam stany w skali dotąd mi nieznanej.
Gubię się w nich i desperacko szukając poczucia bezpieczeństwa najchętniej nie opuszczałabym granic łóżka, tu czuję się najlepiej.
Stany depresyjne? Możliwe. I na mnie musiała przyjść pora Wielkiej Smuty.
Boli mnie cały mój środek, szalejący w nim niepokój czyni spustoszenia, wznieca pożary i powodzie łez.
Nie piszę, nie odpowiadam na maile, nie wchodzę na gg, nie chce mi się gadać przez telefon, nie chce mi się z nikim spotykać, nie chce mi się niczego poza świętym spokojem.
Muszę znowu znaleźć w sobie siłę, ale nie mam siły jej szukać. Ot, klasyczna pętla na szyi.
Czasem słońce, czasem deszcz…
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Clematisy na tarasie wypuszczają nowe pędy.
Li.
Podobno czas nas uczy pogody.
23 marca, 2011Zawsze wierzyłam w cuda, ale zaskoczyło mnie nagłe i cudowne poprawienie stanu zdrowia Taty.
Spod bramy stojącej między życiem, a śmiercią w sobotę cofnął się do miejsca, w którym może rozmawiać, coś zjeść i nawet zażądać gazet.
Dalej jest źle i wiadomo, że dobrze nie będzie, ale ciągle jest!
Zaskoczyła mnie też moja starsza córka, spędzająca przy dziadku po osiem godzin dziennie.
Cierpliwa i współczująca, trzymająca za rękę, nie bojąca się, nagle dojrzała… ech!
Kłębią się we mnie myśli, biją o pierwszeństwo, ale nie mam ochoty na ich opisywanie.
Emocje weszły we mnie zbyt głęboko, wydobycie ich na świat byłoby zbyt kosztowne, rabunkowe, muszą przeczekać w spokoju, skrystalizować się i może kiedyś…?
Nie, nie jestem smutna.
„Jestem trochę bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, lecz widać- można żyć bez powietrza”.
Dzięki za piękne maile i wsparcie.
Li.
Nie piszę książki, bo…
17 marca, 2011Przyznaję się, by mieć nad sobą bata!
13 marca, 2011Pięknego dwudziestego ósmego dnia września 2010 roku (pamiętam słońce i wrzosy na Kleparzu) dostałam maila;
Szanowna Pani,
Jestem redaktorem Wydawnictwa XXX (wybaczcie- coś mi mówi, że na razie lepiej wykreślić nazwę tego zacnego wydawnictwa, ale gdy przyjdzie czas to się przyznam, wrażenie w każdym razie robi, oj robi:))).
Jakiś czas temu znajomy rekomendował Pani teksty umieszczone na blogu, cytując pyszne anegdoty i nie zawsze przyjemne zrządzenia losu.
Będę wdzięczna za informację.
Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka …
Redakcja….
itd.
Moi drodzy, najukochańsi, najwierniejsi Czytelniko-Przyjaciele!
Z Wami mi się uda, jakoś tak nieśmiała się zrobiłam, czy co…?
Daję znak!
8 marca, 2011Przecież wiadomo, że żyję!
I wrócę, tylko muszę jutro pojechać do Wrocławia.
Wrócę, tacy jak ja zawsze wracają…
:)
Li.
Czas na małe przesłuchanie.
1 marca, 2011PS. Pytacie o Sylwię:
walczymy dalej.
Jej partner do 15-go marca jest w areszcie, ma miejscowego obrońcę z urzędu, więc chociaż to spadło mi z głowy.
Co będzie z nim dalej? Nie wiem, nie zajmuję się tym, koncentruję się na pomocy dla Sylwii.
Ostatnio bardzo podupadła na zdrowiu, miała krwotoki z nosa, omdlenia, dzieci były przerażone, a okazało się, że to nic takiego, drobiazg, po prostu- li i jedynie- czwarta ciąża.
Termin rozwiązania przewidziany jest na koniec lipca. Zostanę matką chrzestną, przypilnuję towarzystwo.
Ale co się wkurzyłam to moje. Cholera jasna, XXI wiek? I wiara w antykoncepcyjną moc karmienia piersią?
Ręce mi opadły, dziewczyna jest przerażona, ja też (ale oddanie do adopcji nie wchodzi w grę, poruszyłam ten temat, próbując odpowiedzieć sobie na odwieczne pytanie: jak to jest, że jedni pragną i nie mają, a drudzy nie chcą i mają?).
Trzeba będzie dać sobie radę i z tym!
Ewolucja?
28 lutego, 2011Kiedyś, gdy było mi źle-pisałam.
Teraz jak jest mi źle- zamykam się w sobie, bez dostępu do sieci.
To tylko efekt ewolucji.
Pozdrawiam.
Li.
Plan dnia z planem buntu w tle.
24 lutego, 2011Samotnym, wolnym weekendzie, w posprzątanym domu, w łóżku, bez telefonu, bez pośpiechu, bez konieczności gotowania obiadów, z usprawiedliwionym lenistwem, z maseczką na twarz, szyję i dekolt, z płatkami nawilżającymi pod oczami, w ciepłym frotowym szlafroku, ze śniegiem szalejącym za oknem, co wzmaga poczucie bezpieczeństwa i przytulności… rety…
Li.
Rano mam trochę zapału.
22 lutego, 2011W Krakowie wyszło słońce, świat pojaśniał.
Ostatni?
19 lutego, 2011Tata postanowił zrobić swój ostatni bigos.
To słynny bigos.
Gotuje go od dwóch dni, ledwo utrzymując wielką, drewnianą łyżkę.
Zaprosił na niego swoich podobno ostatnich gości.
Przyjdą na podobno ostatni niedzielny obiad.
(Nie radzę sobie, czuję ból wypieranej myśli o jego podobno bliskiej śmierci).
Widzę go w coraz gorszej formie.
Czytam coraz bardziej beznadziejne wyniki badań.
(Ale ciągle nie mogę uwierzyć, że ten bigos naprawdę może być ostatni)!
Wczoraj wypisał mi receptę, zamarłam zobaczywszy jak w ciągu tygodnia niewyraźne stało się jego pismo.
Widziałam jak płacze.
Dużo czyta.
Nagle zrobił się bardzo zachłanny na życie.
Poszłam wczoraj na imprezę, śmiałam się jak nigdy w życiu. Z byle czego i do łez.
Li.
Zakaz pisania pod groźbą kary.
15 lutego, 2011Oszukuje i mami, bo gdy wydaje się, że już jestem go pełna bez miejsca rezerwowego, gdy jakoś go oswajam, przykrywam niemyślą i zaniedbaniem, on wybucha jak wulkan nową erupcją problemów.
A przecież na drugim planie toczy się „normalne” życie, muszę o nie zadbać, dać jeść, nastawić pranie, wyjść z psem i zatankować auto.
Stare samoratunkowe sposoby nie dają rady…wczoraj kupiłam sobie piękne buty i nie pomogły!
TEN smutek odporny jest i na zakupy i na nowe perfumy i na dotyk kosmetyczki.
Musi się wydziać, muszę go przeczekać.
Strata.
12 lutego, 2011Mojej Przyjaciółki, naszej domowej instytucji od wszystkiego, podpory, powiernicy, ukochanej przez dzieci, psa i koty mądrej i cudownej kobiety?
Pani Jadzia kończy w tym roku 75 lat.
Od dłuższego czasu widziałam, że coraz trudniej jest jej sprzątać, skarżyła się na ból ręki, mówiła, że musi już ode mnie odejść, że nie sprząta już tak dobrze jak kiedyś, że… ech, ale miałam nadzieję, że nie odejdzie tak szybko, egoistycznie jej potrzebowałam, już tęsknię, brak mi słów.
Przyznaję-to moja wielka wada.
Szukam sposobu na płytki krwi.
10 lutego, 2011I jeszcze mam do przekazania parę słów od Sylwii (słów było tysiące, z lenistwa skracam przekaz do minimum…): dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Wpłynęło od Was w sumie 4180 złotych i kilka wspaniałych i naprawdę hojnych paczek.
A ja poganiam komornika, mam nadzieję że w kwietniu dostanie już alimenty z Funduszu.
Gdyby tak się jednak nie stało, to przecież ma na kogo liczyć, prawda?
Przeciągam się leniwie, idę pod prysznic, koty w ilości czterech sztuk leżą zgodnie w nogach mojego łóżka, pies pomiędzy nimi, dzieci jeszcze śpią, życie chwilowo jest znośne.
W ramach uszczęśliwiania się drobiazgami kupiłam wczoraj w Almi Decor dwa świeczniki.
Zobaczcie sami, czyż nie są czadowe?
Co oglądałam i co czytałam.
6 lutego, 2011PS. W linkach mam Dom w Toskanii.
Autorka tego bloga Anita Stojałowska wydała książkę pod tym samym tytułem, ale nie są to teksty z bloga.
Coś innego i zaskakującego. Polecam Wam gorąco, świetnie się czyta, jest słodko-gorzka, to moj ulubiony smak i nuta zapachowa.
Znikam, by wrócić.
2 lutego, 2011Pogadałam sobie z maczką, zamknęła niedawno swojego bloga.
Nigdy więcej żadnych konkursów! No chyba, że zachoruję…
1 lutego, 2011Moi Drodzy Czytelnicy!
Tu są wyniki konkursu, a mnie od utarcia od wczoraj boli nos.
Wygrały trzy blogi o chorobach, widocznie ten temat jest najciekawszy.
A ja- psiakostka- jestem zdrowa, poza sezonową grypą i alergią.
Jurorka napisała na swoim blogu, że przy ocenianiu kierowała się instynktem, a nie rozumem i jest to niestety widoczne.
A jaki ma to skutek dla mnie?
Powiem szczerze- czuję się jak ofiara rasizmu.
Jestem zdrowa, mam zdrowe dzieci, nie walczę o życie, więc jestem postawiona na niższym stopniu rozwoju w hierarchii blogowego konkursu.
Li.
Wtorek-potworek.
1 lutego, 2011Wczoraj byłam zrobić sobie manicure, połoźyłam żel i teraz kompletnie nie potrafię pisać, paznokcie tłuką mi się o klawisze, spadają z nich, ogólna katastrofa, wtorek-potworek. A napisanie sms-a na dotykowej klawiaturze telefonu jest prawdziwym wyczynem.
Ech, ten wieczny wybór pomiędzy wygodą krótkich i obgryzionych, a niewygodą długich, ale za to ślicznie wyglądających…, coraz częściej wybieram wygodę, nie da się ukryć, że to jeden z objawów ogarniającego mnie zniechęcenia.
A co na to Lec?
Czy muszą być ludzie ze stali? Czasem zdaje mi się, że powinni być z krwi i kości. …
Li.
Pretensje do Nowych z emotkami w tle :)
31 stycznia, 2011Wchodzicie tu setkami, czytacie i milczycie.
Łakniemy tu na blogu świeżej krwi, mniam, mniam…
Dziś są 71 urodziny mojego Taty, a bał się że ich nie doczeka.
Pijemy za zdrowie mojego Tatusia, niech nie waży się umierać przed setką!
Możemy też wypić za jutrzejszą porażkę w konkursie, w tej części ocenianej przez jury.
Kil podesłał mi linka do bloga Pani jurorki i… na szczęście/niestety (niepotrzebne skreślić) nie walczę o życie, szczęśliwie mam zdrowe dzieci, więc jak rozumiem z tego powodu przegrywam w konkursie.
(Albo z powodu braku umiejętności pisania, ten argument jeżeli zostanie użyty, ostatecznie może mnie przekonać :)
Ale jakby się tak zastanowić, to moja pozycja konkursowa może i jest beznadziejna, ale życiowa jest lepsza. Dzięki Ci losie!
Proponuję na ten temat nie dyskutować, tylko skupić się na toastach za zdrowie Solenizanta!
Dziś te cholerne, niesforne płytki spadły mu do 62, a powinno ich być ze 140!
Li.
Ten samoratunkowy plan na pewno będzie zrealizowany.
30 stycznia, 2011Widok innego nieba zawsze działa na mnie kojąco, a ukojenia potrzebuję gwałtownie, odczuwam wielki jego niedobór, taki do granicy podrażnienia wszystkich moich czułości i wrażliwości.
To kuracja dla zdrowotności i zmysłów nie pomieszania.
Jednak nie da się nie pisać o Sylwii :)
30 stycznia, 2011A co na to Lec?
Kiedy człowiek pokona przestrzeń międzyludzką?
Serce rośnie, ale gorączka niestety też.
29 stycznia, 2011Miłej soboty, a na koncie Sylwii pieniądze rosną w sposób powodujący u niej gwałtowny wzrost ciśnienia i niemożność poprawnej z nią komunikacji, albowiem albo się śmieje, albo płacze, a generalnie brakuje jej słów. Zapytała mnie kim jest Li i o jakiego bloga chodzi. Zamarłam i mam prośbę- niech Was ręka boska broni w tytule przelewu podawać adres mojego bloga.
Nie o Sylwii :)
28 stycznia, 2011
Rozpiera mnie duma z powodu moich Czytelników.
27 stycznia, 2011Drugi mężczyzna też ją w pewien sposób zawiódł, wdając się w sprawy, które zaprowadziły go do aresztu, niezależnie tego, czy jest winny czy nie. Została bez pieniędzy i bez pomocy. Nie ma matki, matka przecież zawsze pomoże, jak nie finansowo, to przygarnięciem do domu. O ojcu napisałam. Na teściów nie może liczyć.
Dziękuję.
27 stycznia, 2011PS. Założyłam konto Paypal, rzeczywiście to niezwykle prosty sposób przekazywania pieniędzy.
Kto chce, to podaję maila Mo67@poczta.fm.
Jeżeli chodzi o wysokość wpłat to uważam, że lepiej jeść małą łyżeczką, a częściej :)
PRZYDATNE INFORMACJE:
Pampersy 4+, od 9-20 kg.
Ciuchy na malucha 82 cm.
Dziewczynka ma 1,34 cm, jest bardzo szczupła
Chłopiec ma 1,28 cm, również szczupły
mleko Gerber 2
zupki i deserki wszystkie od 5 i 6 miesiąca życia.
Po prośbie.
26 stycznia, 2011Mam klientkę Sylwię, od roku walcząc z bezwładem sądu próbuję ją rozwieść. Na razie nareszcie mam ustanowionego kuratora dla jej nieobecnego i nie znanego z miejsca pobytu męża, sąd wyjątkowo wolno działa w tej sprawie.
Jej beznadziejny małżonek trzy lata temu wyjechał do Anglii.
Początkowo się odzywał, przesyłał jakieś drobne kwoty, a potem słuch o nim zaginął.
Zerwał wszelkie kontakty z rodziną, a jedyny ślad po nim to wpis gdzieś na forum poczyniony przez porzuconą przez niego kobietę i sms do ojca rok temu na Święta z powiadomieniem, że żyje. Ale ten numer telefonu jest już nieaktywny.
Sylwia ma troje dzieci, dwójka pochodzi z nieszczęśliwego małżeństwa, a trzecie z obecnego, szczęśliwego związku.
Gdy porzucił ją mąż, zostawiając ją z długami i bez środków do życia w wynajętym mieszkaniu, zaopiekował się nią i dziećmi kolega męża-Piotr. Opieka ma swoje długofalowe skutki, mają półroczne dziecko, ale muszę przyznać, że to porządny facet, dzieci Sylwii traktuje jak własne, a one za nim przepadają.
Widziałam, więc wiem.
Klepali razem biedę, ale umiarkowaną. Nie stać ich było na przyjęcie komunijne dla córki, ale nie brakowało na jedzenie. Piotr zarabiał pracując na dwóch etatach, Sylwia zajmowała się domem i dziećmi, ot przeciętna rodzina.
15-go grudnia 2010 roku Piotr nagle i niespodziewanie został aresztowany na trzy miesiące, podobno za udział w tzw. aferze paliwowej. Trudno mi w to uwierzyć, sądzę że jest to jak zwykle pomyłka organów ścigania, to jest zwykły kierowca, dopuszczam jedynie możliwość, że został wplątany w coś wbrew swej wiedzy i woli. Jakiekolwiek jednak nie byłyby przyczyny aresztu, Sylwia została sama z dziećmi.
Dawała sobie radę przez kilka dni, aż przed Świętami pękła i przyszła do mnie. Bo nie miała do kogo.
Nie miała też na bilet tramwajowy i z głębokiej Huty do centrum miasta przyszła na nogach z dzieckiem w wózku. Kto zna Kraków to wie, jaka jest to odległość.
Dałam jej trochę pieniędzy, kupiłam zapas pampersów, jedzenie, zupki dla niemowląt, itd i zbadałam sytuację.
Jest bardzo źle:
Nie ma żadnych pieniędzy. Jej matka nie żyje, ojciec mieszka w małej wsi gdzieś na Pomorzu i nie może na niego liczyć, pomimo że będąc byłym wojskowym, ma wysoką emeryturę. Ale pije.
Bliższej rodziny w postaci babć, dziadków i ciotek brak, jej siostra ma 19 lat i jeszcze się uczy.
Koleżanki są, ale są to głównie poznane na placu zabaw inne matki, nie ma przyjaciół, za krótko mieszkała w Krakowie, by nawiązać jakieś mocniejsze więzi.
Matka Piotra mieszka ze swoją matką, obie w sumie mają 1700 złotych z emerytury i renty, z czego 1300 złotych wydają na mieszkanie. Od czasu do czasu przynosi Sylwii jakąś bieda-zupkę, ale jest schorowana i sama wymaga opieki, nie można zostawić z nią dziecka i iść do pracy.
Opieka społeczna opłaca dzieciom obiady w szkole.
Czynsz za styczeń wraz z mediami wynoszący 1200 złotych zapłaciła, bo miała na ten cel na szczęście wcześniej odłożone pieniądze. Za luty już nie ma.
Córka zachorowała i nie miała na leki.
Powiedziała mi, że kilka razy dziennie otwiera pusty porfel, jakby miał stać się cud.
Napiszę Wam tak:
nie jestem w stanie sama utrzymać jej z trójką dzieci.
Potrzebne są pieniądze na mieszkanie i na niezbędne rzeczy dla półrocznego dziecka, typu pampersy, mleko i zupki, dla dziesięcioletniej dziewczynki wyglądającej jak mały elf i dla siedmioletniego chłopca.
Znam Sylwię od dwóch lat, widzę jak walczy z losem.
Na rodziców męża nie może liczyć, są na nią obrażeni, tak na wszelki wypadek, żeby nie prosiła ich o pomoc. Mimo wszystko poprosiła- odmówili, bo cytuję: „im samym jest ciężko”.
Sylwia ma trzydzieści lat, a wygląda jak szesnastolatka. Prawie jej nie ma.
Ujmuje mnie swoją troską o dzieci i miłością do nich. Ona niczemu nie jest winna, poza winą w wyborze męża.
Może niedługo, za dwa -trzy miesiące uda się dostać alimenty z Funduszu Alimentacyjnego, jak tylko komornik nareszcie weźmie się do roboty, przestanie bezsensownie szukać jej męża, tam gdzie go nie ma i wyda postanowienie o umorzeniu postępowania o egzekucję alimentów . Mamy wydane przez sąd zabezpieczenie alimentów na tysiąc złotych.
Sylwia dziś wieczorem dowiedziała się, że jej ojciec jadąc autem pod wpływem alkoholu potrącił 74-letniego jadącego prawidłowo rowerzystę, który poniósł śmierć na miejscu.
Ojciec jest aresztowany, grozi mu kilka lat kary pozbawienia wolności, a rowerzystą był dziadek chłopaka jej siostry. Tak to sobie wymyślił los.
Załamała się zupełnie.
Kilka dni temu poprosiłam, by założyła sobie konto.
Jest w tak prawdziwej desperacji, że pozwoliła mi podać swoje nazwisko:
Sylwia Hala, Kraków, nr rach: 65 1050 1445 1000 0090 7055 3459
Może ktoś z Was wpłaci 10 złotych, 20, a może nawet i 50?
W lutym zapłacę za wynajem jej mieszkania, a z Waszych wpłat może uzbiera się na jedzenie dla dzieci, pampersy, mleko i zupki dla małego, bardzo żarłocznego synka. Widziałam go, to wiem. Prawdziwy z niego mały smok, waży już prawie dziewięć kilo.
Potem będziemy martwić się o marzec.
Ręczę sobą, że pieniądze nie pójdą na żaden inny cel, bo to naprawdę jest porządna i uczciwa dziewczyna, walczy z losem jak umie, ale sama nie ma szans.
Muszę powalczyć o wyciągnięcie Piotra z aresztu, jest przecież jedynym żywicielem rodziny!
Trzeba jej pomóc, naprawdę trzeba. Ma zdrowe dzieci, ale za chwilę te dzieci będą głodne.
Patrzę na nią i widzę jak chudnie w oczach, na pewno nie dojada.
Pomożecie? Proszę! Wystarczą naprawdę małe wpłaty, byle od wielu z Was!
A na znajomych z reala powywieram nacisk bezpośredni.
Li.
PS. Taka notka w obliczu konkursu może wyglądać dwuznacznie, jestem pewna, że odezwą się trolle, będą posądzenia o populizm i takie tam, ale mam to w swojej wirtualnej i realnej d…
Nie proszę o pomoc dla siebie.
Update: Pytacie o adres:
Do przelewu adres starego miejsca zameldowania, u teściów Sylwii, taki ma w dowodzie osobistym, choć podobno teściowie wszczęli sprawę o wymeldowanie jej i dzieci. Jak tak rzeczywiście zrobią to powstanie kolejny problem- bez stałego meldunku w Krakowie trudno będzie uzyskać pomoc socjalną.
Pomartwię się tym jednak później: ul. Biskupia 11/10, 31-144 Kraków
Do wysłania paczki lub listu właściwy jest adres wynajętego mieszkania: os. 1000-lecia 1/84, 31-603 Kraków
Zakładam, że psychopaci mnie nie czytają :)
Ja Wam daję to, a Wy mi dajcie to.
25 stycznia, 2011Nie mam dziś ochoty na pisanie.
Może Wy coś napiszecie do mnie?
Coś lekkiego, niezobowiązującego, miłego, dowcipnego, z puszczeniem oka, bez oka…
Cokolwiek! Byle bez problemów.
Czuję się dziś opuszczona i samotna, jak sierotka.
Sierotka Monisia (chyba nie ma bardziej dramatycznie brzmiącego zdrobnienia mojego imienia).
Li.
Bez-myślność.
24 stycznia, 2011Wieczór ma czas na przeglądanie stosu książek kupionych na wyprzedaży w „Matrasie”, mhmmm… a to przecież same przyjemności, zaraz wejdę z jedną z nich pod kołdrę i nie będzie tam miejsca na nic innego (choć pewnie nie wytlumaczę tego wchodzącym jak do siebie kotom).
Li.
O niczym.
24 stycznia, 2011
Udawanie przez chwilę nie boli, a potem za karę boli podwójnie.
23 stycznia, 2011wydawanym bez sprawiedliwości.
do dna rozpaczy i bezsilności.
2. sok jabłkowy- tylko Tymbark, bo według taty jest najlepszy,
3.realizacja recepty wypisanej przez niego samego dla samego siebie, na najsilniejsze środki przeciwbólowe,
4. i …zawsze uśmiech, zawsze lekka kpina, zawsze żart na podorędziu, zawsze podniesiona głowa.
Pochwała soboty ze wstydem w tle.
22 stycznia, 2011Poniżej: widok z drugiego poziomu na lampę i sterczący kabelek na suficie. Oczywiście, że na etapie budowy było zrobione specjalne wzmocnienie pod lampę, bo już wtedy mialam przeczucie powieszenia tu czegoś ciężkiego. Okazało się jednak, że nie pasuje… akurat ta lampa nie zmieściła się między schodami.
No cóż, na wszelki wypadek nikt pod nią nie staje.
Bobcio zapozował pod rybą, nie mogłam się oprzeć…
Sterczące kable wyglądają jednak dramatycznie przygnębiająco:
Przeprowadziłam się, zamieszkałam, pokochałam, przytuliłam do mojego serca i nie zauważam na co dzień wad, braków i niedociągnięć.
Akceptuję bez zastrzeżeń, ślepo wpatrzona i zakochana do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Coś mi to przypomina, haha…
Li.
To jeszcze nie koniec inwestycji :)
21 stycznia, 2011Sms-y i prośby o nie dojdą pewnie do zestawu moich nocnych mar.
Już mi się śnią, gdy tylko uda mi się zasnąć.
Trzeba niestety głosować nadal. Rzecz jasna, że nikogo nie namawiam, haha, ale spróbujcie nie głosować!
Z tych samych telefonów, na ten sam numer 7122, ta sama treść A01026, tym razem na wybór Bloga Blogerów.
A jury zaczęło czytać wybrane blogi.
Miłego piątku, mój będzie koszmarny, aż nie chce mi się wychodzić z domu.
Li.
Pieskie życie.
20 stycznia, 2011Przez pierwsze dwa lata swojego życia biegał sobie swobodnie po podwórku domu jednej z małopolskich wsi, dla rozrywki goniąc kury i podgryzając kacze kuperki.
Dobra pani dbała o jego pełną miskę i na noc zabierała go do domu.
Pewnego dnia, z Ameryki po dziesięciu latach nieobecności, wrócił sąsiad i oto okazało się, że mały, wiejski kundel może być przyczyną wojny, w którą zaangażowany czynnie jest wymiar sprawiedliwości, adwokaci i rzesza mniej lub bardziej fałszywych świadków.
Sąsiad na mocy dawnej umowy ma prawo przechodu przez podwórko właścicielki psa. Nieważne, że od czasu ustanowienia drogi koniecznej wiele się zmieniło, że do jego domu prowadzi teraz inna wygodna droga, że nie musi przechodzić przez cudze podwórko… ech, nie musi, ale chce. Bo ma.
Pies przyjaźnie nastawiony do świata witał intruza szczekaniem, ale takie jest prawo psa.
Mój też szczeka, nawet na padający śnieg.
Sąsiad najwyraźniej nie znał psich zwyczajów i dla obrony przed szczekaniem zaczął nosić wielki kij. Potem posunął się dalej i zaczął tym kijem drażnić psa. Potem zaczął go nim uderzać.
A potem złożył skargę, że na drodze służebnej grasuje wielki, agresywny pies i włascicielka małego kundelka musiała przywiązać go łańcuchem do budy.
Odkąd pies spędzał czas na apatycznym leżeniu i czekaniu na sąsiada, instynktownie czując, że jest on sprawcą jego nieszczęścia. Sąsiad widział widocznie wielką przyjemność w spacerach przez błotniste podwórko, bo potrafił chodzić tam i z powrotem przez kilka godzin.
Pies chrypiał od szczeku, pani psa od krzyku, a syn pani psa pewnego razu nie wytrzymał i wyrwał sąsiadowi kij, popchnął go, aż „prawie, że upadł”- tu cytat z aktu oskarżenia. Bo prawie że upadły sąsiad złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa naruszenia jego nietykalności oraz znieważenia go słowami powszechnie uznanymi za obelżywe, jak np. sadysta, a trybiki machiny (nie)sprawiedliwości zaczęły się kręcić. Syn pani psa, żeby się ratować i udowodnić złośliwość sąsiada, na rozpadającej się stodole, w miejscu niewidocznym dla oczu sąsiada, umieścił dwie nowoczesne kamery, dzięki którym mógł nagrywać amatorski serial obyczajowy: ” Szlakiem podwórkowym”.
I dzięki tym filmom oglądanym wczoraj na rozprawie, sędzia zyskała przekonanie wzmocnione jeszcze moja płomienną mową obrończą, że jedyną ofiarą tych sąsiedzkich porachunków jest biedny i przykuty do łańcucha pies.
A że przy okazji sąd uniewinni oskarżonego syna pani psa, to inna sprawa. Wyrok w piątek.
Hau, hau.
Li.
Notka o charakterze administracyjno- rozliczeniowym.
20 stycznia, 2011Korzystając z okazji zasnęłam więc snem kamiennym przed północą, stąd niespodziewana wiadomość o przefrunięciu z kiepskiego jedenastego miejsca, na zupelnie niezłe ósme dopadła mnie wczesnym rankiem.
Ja na pewno nie!
Real.
19 stycznia, 2011Odsuwam od siebie myśl o przemijaniu, nie chcę zauważać postępów choroby, w samooszukiwaniu się mam mistrza.
Pozornie jest normalnie-obiecałam mu ostatniego Forsyth’a, kupiłam go i cieszę się, że jeszcze nie dałam, ten prezent jest ciągle przede mną, bo wierzę że mam mnóstwo czasu, w kwietniu ma imieniny.
Po trzecie:
Znowu nie mogę spać.
Za parę godzin zacznie się codzienny ruch.
Jadę zawodowo za Kraków, potem mam spotkania, będzie pośpiech, stres i kawa.
Będę myśleć o tym, by wrócić do domu i w mojej sypialni zamknąć się na świat.
Może uda mi się zasnąć, a może tylko poleżeć w ciemności w otuleniu kołdry, ale nie samej, o nie.
Będą wszyscy: lęki, demony, wątpliwości, zmory, czarnowidy…i ten cholerny, nie dający się wyrzucić z mojego łóżka strach.
Li.
Do Anny- w odpowiedzi na komentarz.
18 stycznia, 2011Moje litery mają malutkie zmarszczki pod oczami i pierwsze siwe włosy, dla świata ukryte pod farbą, ale świetnie widoczne przez moje wewnętrzne oko.
Moje litery przeszły ze mną straszne chwile, współodczuwanie umierania, śmierć i ogromną tęsknotę.
Moje litery nie chcą już pisać o kupowaniu butów, których zresztą już tyle nie kupuję.
Moje litery są dalej moją cordon sanitaire przed smutkiem życia i bezwzględnością świata, ale słabsze i coraz starsze coraz częściej poddają się złym nastrojom.
Nie piszę tak samo? Bo nie jestem taka sama. Wady niestety pozostały, ale życie się zmieniło.
Zmieniły się też priorytety i sposoby (samo)pocieszania na tym najgorszym ze światów.
Moje litery są moje i mówią moim głosem.
Bo teraz jestem sama wśród problemów i nie chce mi się udawać, że jest inaczej.
Gdybym pisała tak samo jak kiedyś, „z radością, bez myśli przewodniej„, nie byłoby to takie prawdziwe.
I jednak, mimo wszystko mnie czytasz. A ja będę dalej pisać, raz tak, a raz tak.
Czasem słońce, czasem deszcz, i w radości i w smutku.
Li.
Spadam, ale się wznoszę.
17 stycznia, 2011Dramatycznie beznadziejny poranek zdołowany okolicznościami przyrody wpędził mnie w fatalny humor, nie pomógł też powód tej porannej aktywności, a to konieczność pobrania tacie krwi do badania. Ech…
Poczułam dziś przez zimę wiosnę, w weekend może pojedziemy na narty, może na baseny termalne, a może i na to i na to, a może nigdzie nie pojedziemy, najważniejsze, że świeci słońce, bo ja łaknę słońca, bez niego zamieniam się w marudzącą starą babę, a przy nim dostaję kolorów i kwitnę.
Na resztę dnia mam załadowane akumulatory, czuję, że rosnę w siłę i w biodrach (bo niewątpliwie na tę cudowną zwyżkę nastroju wpływ miała pyszna tarta z owocami i galaretką).
Miłego dnia!
Li.
PS. Byłam wczoraj na „Turyście”. Są trzy powody dla których warto zobaczyć ten beznadziejny film: absolutnie przepiękna Angelina Jolie, absolutnie uroczy Johny Depp, absolutnie przepięknie sfilmowana Wenecja. Wyszłam z kina z poczuciem klęski i bardzo zadowolona.
Nie posłuchałam, wystartowałam i…
16 stycznia, 2011Oczywiście, że zarzut ten nie dotyczy wszystkich, są tacy co zmobilizowali okoliczne komórki (niezmienne całusy za to ślę), ale większość czyta i tylko czyta, li i jedynie.
Głosowanie co prawda trwa do 20-go stycznia, ale mam podstawy sądzić, że z pierwszej dziesiątki jednak wypadnę, bo chyba kto na Li chciał zagłosować, to już zagłosował.
Na życzenie BB.
16 stycznia, 2011Tak potraktowane udka, napalone do działania, same już chcą dostać się do piekarnika, wcześniej nabuzowanego do temperatury ok. 220 stopni, pierwsza miłość jest gorąca, po 10-ciu minutach to gwałtowne pożądanie spada do 180-200 stopni, ale i tak jest im ze sobą dobrze jeszcze przez 40 min.
Sobotni luz-blues.
15 stycznia, 2011Wcale nie jestem smutna, to tylko ten deszcz…:)
14 stycznia, 2011Z walki myśli rodzi się pokój człowieka.
Życie ciągle uczy mnie wiary w konieczność zmian, ciekawości w zaglądaniu za róg i walki ze strachem o byt.
Bo to przecież jasne, że się boję. Czasem boję się tak, że zwijam się z bólu i czuję jak mi brakuje powietrza.
Jak zdobywać sms-y? Krótki poradnik z Anią w tle.
13 stycznia, 2011Żeby zdobyć sms-y, które potem zamieniają się w kulki ( a mam już trzy)- trzeba mieć Anię.
Ania jest cudowna i nie każdy może ją mieć. Ja ją mam.
Chyba właśnie z tego- jaki mały jest ten świat!
Sprawozdanie z głosowania.
13 stycznia, 2011Czasem słońce, czasem deszcz, z reguły pada(m).
12 stycznia, 2011Środa już od wtorku poszukuje kota w worku.
12 stycznia, 2011Słyszę jak zaczyna syczeć w mojej głowie, jak ogarnia mnie całą, bezlitosny, obezwładniający i lepki.
Opublikował/a leelilee 






