Historyjka.
4 stycznia, 2011Sprawy łazienkowe.
4 stycznia, 2011Mam ochotę na kąpiel.
Zapalam ulubioną lampę nad lustrem i …
… wejść do pachnącej piany.
Kaczuszka nie umie pływać i rozpaczliwie kiwa się w npianie, leżąc na boku.
Ma jednak na kaczej piersi napis zapewniający mnie o wielkiej miłości i jest prezentem od mojej starszej córki.
Kąpię się z nią zawsze, kolorystycznie tworzy piękny kontrapunkt dla zgaszonej szarości i bladego różu ściany.
Król Szary zjawia się pod koniec, udaje że nie jest zainteresowany, a w łazience znalazł się przypadkiem, właściwie to…
A to kolekcja przedwojennych buteleczek na perfumy pomieszanych z ładnym szajsem.
Grunt to mieszać.
Chciałam jeszcze dołożyć zdjęcie jak wychodzę z wanny, ale film mi się właśnie skończył.
Następnym razem…
: )
Li.
A kto wie co za rogiem?
1 stycznia, 2011Sylwester się udał, choć wrodzona skromność nie pozwala mi napisać, jak bardzo się udał!
Szkoda, że o sylwestrowej dwunastej w nocy nie zamyka się na zawsze szlaban na wczorajsze dni, na uwierające sprawy, na smutki piętnujące duszę, na żale raniące serce.
D. zaszalała i zrobiła pięć rodzajów masełek- z czosnkiem i skórką pomarańczy, z szałwią, z kasztanami i pancettą, z żurawiną i czymś tam jeszcze pysznym, do tego były małe bułeczki prosto z piekarnika i właśnie teraz, pisząc te słowa jem sobie ostatnią bułeczkę, gorącą i pachnącą, dopalają się świece, koty powyłaziły ze swoich kryjówek, Nowy Rok bez żadnych postanowień czas zacząć, proszę go tylko, by dał sobie szansę na bycie dobrym i pogodnym rokiem, bez nieszczęść i smutków, takim rokiem którego zawsze chce się pamiętać, przywoływać we wspomnieniach, zachlystywać się życiem w czasie jego trwania, być w zdrowiu i zgodzie z sobą samym i resztą świata.
Tego Wam i sobie gorąco, z całego mojego poranionego serca, ze wszystkich jego kątów, wyganiając z nich lęki przyszłości i strachy o bliskich- życzę!
Li.
Sprawy organizacyjne.
27 grudnia, 2010Jak dobrze, że już minęły.
26 grudnia, 2010
„A dlaczego jeszcze nie mamy choinki?” pytało dziecko na dwa tygodnie przed Wigilią.
A dlatego, że jest mi daleko do ideału i odkąd sięgam pamięcią nie cierpię Świąt Bożego Narodzenia. Ale jak mus to mus, dzieci mają swoje prawa. Choinkę przecenioną o połowę z powodu braku zainteresowania, kupiłam w wigilię Wigilii w Castoramie. Wybrałam jodłę kaukaską, bardzo gęstą, licząc na to, że żaden z moich kotów nie zmieści się pomiędzy gałązkami. O tym, że jak zwykle się przeliczyłam, dowiedziałam się zaraz potem- koty oszalały na widok nowego drapaka, a Bobcio nie schodzi z drzewka, poza częstymi chwilami, gdy drzewko się przewraca… W celu zrobienia świątecznej atmosfery i bez myśli o obowiązku /się/ całowania powiesiłam na lampie w kuchni jemiołę, a nad stołem w salonie suszone plastry pomarańczy, lekko co prawda przypalone- zapomniałam, że suszą się w piekarniku i spędziły tam całe przedświąteczne popołudnie. Balustradę od schodów owinęłam łańcuchami i lampkami i tym sposobem świąteczny kicz wprowadził się i zadomowił. Prezenty kupiłam w piątek, w ostatniej chwili, ale za to bez towarzystwa szalejącego tlumu i wyjątkowo udane.
Wieczerza wigilijna u Rodziców, potem powrót do domu, dziwne zmęczenie, jakiś film, ale nie pamiętam jaki, chyba zasnęłam, męczące sny, w sobotę późno wstałam, miałam gościa, zapaliłam świece i choinkę, bo przecież świąteczna atmosfera, potem znowu zasnęłam, niedziela, późno wstałam, dzieci nareszcie pojechały do babci ojczystej, u mnie znowu goście, ale mam przed sobą perspektywę dwóch wolnych od ukochanego potomstwa dni, teraz jest późny niedzielny wieczór i już po świętach, ale za to z kłopotem pozbycia się sporej choinki. Nie znoszę przymusu odczuwania świątecznej atmosfery, fałszywego lukru, nieśmiertelnych świątecznych piosenek, dzikiego tlumu nawet na Kleparzu, szaleństwa, robienia remontów, generalnego sprzątania, udawania i pustosłowia. Nie znoszę Świąt, zawsze jest mi smutno, to pewnie jakaś genetyczna skaza. Cieszę się, że minęły, a za rok obiecuję sobie wyjazd z domu gdziekolwiek, byle daleko. Jest to moja tradycyjna poświąteczna obietnica, której nigdy nie dotrzymuję, ale przecież należy pielęgnować tradycję, prawda? Brniemy w to czego serdecznie nie znosimy, spętani tradycją i oczekiwaniami, ta pierwsza zmusza nas jako istoty społeczne do pewnych zachowań, te drugie rzadko się spełniają, a przecież smutek podbity rozczarowaniem nie wiadomo czym i kim, samotnością w tłumie, i świąteczną atmosferą jest jakoś bardziej … smutny.
Co roku są Święta i co roku znam datę mojego najbardziej smutnego i przygnębiającego smutku.
Zdjęć cd.
22 grudnia, 2010Odchodzić, nie odchodzić, oto jest pytanie.
22 grudnia, 2010
Mogę iść na kompromis i nie pisać na blogu o chorobie taty.
(Oby koty nie uznały, że to choinka dla nich).
Wyprowadzam się.
21 grudnia, 2010Trochę zaniedbam moje Niedyskrety.
20 grudnia, 2010Znowu środa.
15 grudnia, 2010Chwilowo nie będę pisać.
8 grudnia, 2010Życiem rządzi przypadek.
7 grudnia, 2010A takie tam… środowe.
1 grudnia, 2010Odważna propozycja.
29 listopada, 2010…
25 listopada, 2010Przez ostatnie dwa lata przerzuciłam Himalaje problemów, najdłuższym tunelem świata przebiłam się przez przeszkody, zmęczona i zestresowana łudziłam się nadzieją na spokój i długie kąpiele w nowej wannie z kieliszkiem wina, a wyszło tak jak zwykle.
Miała być po dwóch dniach, ale kto by tam wierzył kobiecie?
19 listopada, 2010Jeszcze dwa dni, rozpakuję się do końca…
14 listopada, 2010… i wtedy wrócę!
Niedziela, wpół do dziesiątej wieczorem, Młodsza niesie kilka podręczników ze swojego pokoju do salonu i sadowi się przed telewizorem. Pytam:
-Gusia, mówiłaś, że lekcje są odrobione?
-Odrobiłam! Teraz tylko będę się uczyć.
Wczorajszy tekst rozłożył mnie na łopatki:
-Mamaaaa, jedźmy do McDonalds’a…!
-A co z Twoim wegetarianizmem?
-Przecież mówiłaś, że tam w mięsie jest sama chemia!
:)
Li.
Notka o lekkim zabarwieniu makabrycznym.
8 listopada, 2010Tytułem informacji, li i jedynie ( bez literatury;-)
8 listopada, 2010Dziś są moje urodziny i biada tym, co zapomną :)
4 listopada, 2010Piękny dzień.
1 listopada, 2010Wszędzie czai się Obcego cień…
30 października, 2010Siedem mgnień wiosny, siedem jesieni…
25 października, 2010Dezorganizacja i chaos, uwielbiam to!
24 października, 2010Eliminowanie braków.
17 października, 2010Jest jak kobieta Klimta, piękna, okazała i pełna przeciwieństw- na zewnątrz gorąca, w środku cudownie chłodna.
Pasuje do sofy, obie mają bujną osobowość i pewnie będą walczyć o uwagę i skupienie wzroku tylko na jednej z nich…
No i ten kolor wina, czerwonego wina!
Li.
Są takie rzeczy, z którymi nie wiadomo co zrobić, ale wiadomo, że muszą zostać i już.
17 października, 2010O brakach.
15 października, 2010Ewolucja oczekiwań, czyli od mężczyzny do wałka.
11 października, 2010Niedzielnie i w celu zapewnienia ciągłości informacji :)
10 października, 2010
Nocne rozmowy ze sprzętem AGD.
6 października, 2010Pokój Gusi, czyli Młodszej i fragment holu na górze.
2 października, 2010Łazienka Dziewczyn.
2 października, 2010Widok na łazienkę córek od strony okna. Daleko w tle pokój Agnieszki.
Taras- moja kolejna miłość :)
2 października, 2010No i kto nie wierzy, że kwitną mi clematisy ?
Kupiłam beznadziejne doniczki- miały być mrozodoporne, w fajnym kolorze jasnej, lekko spatynowanej szarości, a po pierwszym podlaniu zrobiły się w łaty pełne rdzawych wykwitów i wyglądają jak wykopaliska w fazie ostatecznego rozkładu. Musze je wymienić, bo obawiam się, ze nie przeżyją zimy, a moje clematisy, wiciokrzewy i pnące hortensje wraz z nimi.Ametysty są pocałunkiem dla ściany :)
2 października, 2010Tu na zdjęciu niedokończony jeszcze sufit w sypialni. Będzie podświetlany łagodnym, twarzowym światłem…:)

Powyzej widok na fragment toalety, która jest w tym samym kolorze co łazienka, ale na zdjęciu tego nie widać. W lustrze odbija się kabina prysznicowa.
Pomiędzy łazienką, a toaletą będą szklane drzwi.
Na ścianie jest kolor o nazwie „Malinowy krzew” :)
Szkoda, że na zdjęciu wychodzi tak ostro, w rzeczywistości jest pięknie przygaszony…
Bardzo podoba mi się mozaika, którą wyłożony jest m.in słupek na baterię do wanny. Wygląda jak macica perłowa, albo rozlana benzyna/by Aurora :) Pięknie się mieni, raz jest ciemna, raz jasna, ma w sobie fiolety, zielenie, szarości, niebieskości, róże… cudna!
Ametysty przyklejałam osobiście, choć uczciwie powiem, że nie wszystkie :)) Dopasowanie ich do wycięcia w płytkach wymagało sporej cierpliwości, której ja- jak wiadomo- nie mam :)
Widok na łazienkę od strony mojej sypialni. Kolory na ścianie są zdecydowanie bardziej przygaszone, nie takie ostre jak na zdjęciu…
Zapomniałam zrobić zdjęcie kabiny prysznicowej i toalety. Nadrobię następnym razem.
Teraz, gdy już znalazłam kabelek, to…:))
Schody- są jak biżuteria.
2 października, 2010Pokój Karoliny, czyli Starszej :)
2 października, 2010Niekończąca się historia.
2 października, 2010Takie tam poranne, ciągle jeszcze spod szóstki, ale z jakże bliską perspektywą dwunastki!
28 września, 2010Piszę, żeby nie było, że nie piszę, ale co to za pisanie…
22 września, 2010Jest tak, jak jest.
21 września, 2010Do wszystkich wiernych Jej pamięci.
12 września, 2010W Pszczynie był pochmurny, trochę wietrzny dzień.
Na Rynku sprzedawano miód, a na cmentarzu grób Ilonki przykryty był kwiatami.
Rocznica śmierci- co za okrutna okazja do podarowania kwiatów.
Li.
Wszak nie dobija się koni…
9 września, 2010Nie cierpię cierpieć.
2 września, 2010Koniec jest już bliski.
30 sierpnia, 2010Same nowości i o tym, dlaczego trzeba słuchać matki.
28 sierpnia, 2010W sumie boję się, co będzie gdy skończę to całe budowlane zamieszanie…
23 sierpnia, 2010Dziennik budowy zbliża się do ostatniej kartki.
19 sierpnia, 2010Z jednej strony jestem matką nastolatki, z drugiej buduję dom. Trudno to wytrzymać, zaprawdę powiadam Wam!
17 sierpnia, 2010Jest tak gorąco, że nawet odgrzewane stare przepisy mogą ochłodzić :)
13 sierpnia, 2010W piątek trzynastego, gdy upał obezwładnia można zrobić tylko jedno: CHŁODNIK!
Podaję dwie wersje- pierwsza jest dla kobiet, druga dla mężczyzn:
1. WERSJA DLA KOBIET:


Opublikował/a leelilee 













































