Wrócił wtorek-potworek, potrzebne antidotum!
6 kwietnia, 2010Życie, życie jest nowelą…
3 kwietnia, 2010Życie pisze swoje historie, czasem są to prawdziwe wyciskacze łez, emocjonalne bomby rujnujące pozorny spokój, ale za to umożliwiające budowę nowych uczuć, nowych emocji, nowego stanu ducha.
Dzisiejsza i właściwie banalna historia doprowadziła mnie do łez, płakałam w słuchawkę telefonu razem z Mamą Ilonki, ale kończąc rozmowę byłam już spokojna i szczęśliwa, czułam jakby Ilonka z niebytu dała mi znak, a pewna prześladująca mnie historia znalazła swoje zakończenie:
Czterdziestoletnia Agata, matka czwórki dzieci, z których najmłodsze miało dopiero dwa lata leżała w szpitalnej sali razem z Ilonką. Guz w jej brzuchu miał wielkość małego arbuza. Była przerażona, załamana, w ciężkiej depresji, a Ilonka- sama ledwo żywa po operacji -podtrzymywała ją na duchu, wzmacniała i dodawała sił do walki z Obcym. Po śmierci Ilonki czasem myślałam o tej Agacie, miała mięsaka o mniejszym stopniu złośliwości, ale z tego co mówiła Ilona-lekarze nie dawali jej większych szans na przeżycie. Do szpitala przyjeżdżał do niej mąż- ale nie codziennie, bo trudno mu było wyrwać się z domu pełnego dzieci gdzieś na wsi pod Oświęcimiem, ja widziałam go chyba tylko jeden raz i zapamiętałam go jako prostego, zafrasowanego, pochylonego nieszczęściem mężczyznę, niezdarnie próbującego poprawić żonie poduszkę.
Gdy wieczorami nielegalnie wdzierałam się na szpitalny oddział, a cudowne pracujące tam pielęgniarki udawały, że mnie nie widzą, gadałyśmy sobie wszystkie trzy, nasze rozmowy toczyły się wokół absolutnych bzdur, babskich mało ważnych spraw, w obliczu ciężkiej choroby jednak te sprawy nabierały niebywałej ważności, bo były nierozerwalnie związane ze zwykłym, codziennym życiem, a każda z nich chciała żyć. Pamiętam wieczór, gdy nałożyłam im obu nawilżającą maseczkę na twarz, a Agata przyznała, że nie ma nawet kremu, bo swoje potrzeby w licznej rodzinie zawsze ustawia na koniec kolejki. Ilonka wtedy oznajmiła, że jest to sytuacja skandaliczna, a ja dyskretnie otrzymałam polecenie dokonania zakupu kilku kosmetyków…
Po śmierci Ilonki nie wiedziałam co dalej działo się z Agatą. Czasem o niej myślałam, zawsze ze smutkiem, byłam prawie pewna że nie dała rady Obcemu, prześladowało mnie zdjęcie jej małego synka.
Kilka dni temu, późnym popołudniem Mama Ilonki wraz ze swoim szkolnym kolegą, który przyjechał ją odwiedzić po czterdziestu latach niewidzenia się, poszła na pszczyński cmentarz. Zapadał lekki zmierzch, było ciepło, na wielu grobach paliły się znicze, cmentarze ze swoim powietrzem ciężkim od smutku mają jednak w sobie urokliwe piękno.
Po drodze, na cmentarnej alei minęli wolno idącą parę, ludzie ci sprawiali wrażenie jakby szukali jakiegoś grobu. Mama Ilonki nie mogła zauważyć, że za nimi para przystanęła, a mężczyzna powiedział do kobiety: „mam przeczucie, że to jest matka Ilony”. Nigdy jej nie widział na oczy, mijali się podczas odwiedzin, nie mógł wiedzieć jak wygląda. Zawrócili, poszli ich śladem i oto nareszcie po paru tygodniach poszukiwań Agata odnalazła grób Ilonki. Płakała tam bezładnie przez godzinę, opowiadała jak kolejną niedzielę przyjeżdżała do Pszczyny na poszukiwania grobu, jak już dziś zrozpaczona i zdeterminowana zdecydowała że musi iść do parafii po informacje, jak Ilonka dała jej siłę do życia, jak przetrwała operację, chemio-i radioterapię, jak otrzymała wiadomość, że nie ma w niej komórek rakowych, jak ciągle o Ilonce myśli, jak nie może o niej zapomnieć, jak bardzo była zrozpaczona po jej śmierci, jak bardzo pragnęła odnaleźć grób- Mama Ilonki powiedziała mi, że godzinę tam stały, płakały, śmiały się, niesamowite emocje i wzruszenie…
Dobry człowiek po śmierci w ludzkiej pamięci prowadzi dalsze życie, bo odcisnął na innych piętno, wrył się w ludzką pamięć mocno, głęboko i tak twórczo, że nie można go zapomnieć. Ilonka śmiałaby się z tego pomnika jaki zostawiła w naszej pamięci- nie była przecież święta, miała wady, jak każdy z nas. Ale ostatni rok jej życia wydobył z niej takie piękno, taką siłę, taką pogodę ducha, taką odwagę w ukazywaniu słabości, że myśli o niej poza smutkiem i brakiem akceptacji dla jej śmierci zawsze są ciepłe, ogrzewają i dają siłę
Bardzo za Tobą tęsknię moja Kochana, bardzo!
Li.
Uśmiechnięty piątek.
2 kwietnia, 2010Biegnący za mną od kilku dni święty spokój dziś nareszcie złapał mnie w swoje ramiona, poddaję mu się z radością, wtulam się w niego i tak chcę zostać przez kilka najbliższych dni.
Mam za sobą poranny relaksujący seans u kosmetyczki, a przed sobą wolność od matczynych obowiązków, bo moje kochane córki wyjechały do babci po mieczu i aż do wtorku nareszcie jestem sama!
Uwolnię się więc od myśli, w których mam ochotę związać własne dzieci, zakneblować i wrzucić do ciemnej piwnicy, pozwolę sobie na luksus maleńkiej tęsknoty i zajmę się rozpieszczaniem siebie, bo ostatnio o sobie zapomniałam, a przecież każda matka ma prawo do bycia zadowolonym z życia człowiekiem.
Życzę Wam wszystkim tego, by było Wam jeszcze lepiej niż mnie!
Li.
Dlaczego tak długo nie pisałam?
1 kwietnia, 2010Jak mie sobie wzion, to mie sobie mo!
26 marca, 2010Jestem na dnie.
22 marca, 2010Boli mnie gardło i cała reszta. Przez japonki, w których wyskoczyłam do sklepu. Albo przez jazdę autem przy otwartym oknie. Albo ze starości. Nos mam jak bania, głos jak zardzewiała furtka na jednym zawiasie, jestem jedną siedzącą nieszczęśliwością, a zaraz będę leżącym workiem.
Nie cierpię być przeziębiona.
Zaraz podam sobie sama herbatkę do łóżka i oddam się cierpieniu.
Błąkam się w okolicy samopoczuciowego dnia i nic, nic nie jest w stanie mnie ukoić.
Idę spać,
Li.
Spowiedź dziecięcia wieku konsumpcji.
19 marca, 2010Notka wpadkowa, bezznaczeniowa.
16 marca, 2010Zaczynam wspominać, chyba się starzeję :)
14 marca, 2010Potrzebne ciepłe myśli do ogrzania zmarzniętej ziemi.
12 marca, 2010Opowieść o D.
10 marca, 2010Napisałam to dwa lata temu i ciągle myślę tak samo.
10 marca, 2010O Dniu Kobiet i czymś tam jeszcze…
8 marca, 2010Gdy dziecko jest w samolocie, we mnie budzą się demony.
7 marca, 2010A Ty, czy masz ważne dokumenty?
6 marca, 2010A takie tam, przed snem…
2 marca, 2010Dzień Niepodległości.
2 marca, 2010Chwilowo życie bywa znośne.
1 marca, 2010Wiadomości z pierwszej ręki.
26 lutego, 2010Niepożądana codzienność.
25 lutego, 20103. przyszła za to sobie po raz kolejny Straż Miejska i po raz kolejny nie przyjęliśmy mandatu.
Wcale mi się nie chce, ale muszę.
23 lutego, 2010O tym, że prawda zawsze zwycięży i że nie należy ufać "śniegołapom".
20 lutego, 2010Piątek jest przeważnie zmęczony.
19 lutego, 2010Zwierzenia z wiosną w tle.
18 lutego, 2010Notka wcale nie na temat Dnia Zakochanych.
14 lutego, 2010Jak wizja trupa w bagażniku wpłynęła na losy pewnego sporu.
10 lutego, 2010Wiem, że to już było, ale przecież do przyjemności chce się wracać i wracać!
6 lutego, 2010Losy pewnego prezentu, gdzie jedna płacze, a druga nie może przestać się śmiać.
4 lutego, 2010Ciągle się spóźniam z przeszłości w teraźniejszość.
3 lutego, 2010Sezon na emocjonalne wyprzedaże.
31 stycznia, 2010Popłakałam sobie.
Tato, wszystkiego najdłuższego!
30 stycznia, 2010Zimno, a w sercu maj.
29 stycznia, 2010Ostatni z Anglii.
27 stycznia, 2010Podoba mi sie nawet lewostronny ruch!
Za kazdym razem jednak dostaje dreszczy gdy widze Angielki z golymi nogami, w sandalkach, bez kurtek, rety, co za odpornosc na zimno!
Wczoraj nie moglam wyjsc z katedry westminsterskiej, ma w sobie tyle piekna, ze mozna zwariowac.
Zapalilam w niej swiece za Ilonke, tak mi ciagle zal, ze nie bede mogla jej juz niczego opowiedziec, ze nie posmiejemy sie razem, ze nie szukam dla niej prezentu, ze… ech, wszystko mija, nawet najdluzsza zmija, ale moj zal i tesknota za nia skamienialy i nie chca ruszyc sie z miejsca.
Jutro wsiadamy do samolotu, zaraz zaczne pakowanie, ilosc naszych zakupow przekracza zdrowy rozsadek i daje murowany nadbagaz, ale pewnym rzeczom nie mozna bylo sie oprzec, opieranie sie grozilo strasznymi konsekwencjami nieposiadania na przyklad slicznej bielizny, och jakiej slicznej! Przyjemne, acz nierozsadne zakupy dadza nieprzyjemne i realne konsekwencje, ale pomysle o tym jutro.
Dzis jeszcze mam wakacje i jeszcze troche funtow w portfelu na prezenty, dla Ciebie tez i dla Ciebie, no i oczywiscie, ze dla Ciebie braciszku :)
Milego dla Was!
Li.
Wiosna? Wiosna!
23 stycznia, 2010Tu widze niesmiale krokusy i peki zonkili, trawa jest soczyscie zielona, wiosna, prawdziwa wiosna wisi w powietrzu i pachnie. Jest mi dobrze i bezproblemowo i tak bedzie pewnie do srody, moment rozpoczecia pakowania walizek zamknie moje wakacje. Wszystko mija, nawet najdluzsza zmija, a co dopiero przyjemnosci, tych mam z reguly za malo i zawsze sa za krotkie, ale moment nasycenia sie przyjemnosciami bedzie koncem odczuwania zyciowych przyjemnosci, wole wiec trwac w nienasyceniu i planowac kolejny przyjazd do Anglii- kiedys…
Kiedys, gdy kiedys przemieni sie w juz.
Dzis mam ochote potrwac wylacznie w terazniejszosci, popijajac sobie czerwone i zupelnie niezle winko, potem popatrzec na angielskie, ciemne niebo, poglaskac tutejsze cudne kocury i zasnac.
Dzis bylam w Tate Modern, przez te noc musze odprowadzic z oczu do serca te wielka ilosc piekna jak mnie dzis dotknela. Stalam przed tymi obrazami i chcialo mi sie plakac ze wzruszenia.
Obudze sie rano z mocnym postanowieniem spedzenia beztroskiej niedzieli.
Milego dla Was!
Li.
Dalsze londynskie obserwacje :)
20 stycznia, 2010Oczywiscie, ze sie nie rozczarowalam, bo wiedzialam ze to nie jest miejsce dla mnie.
Nie mam pojecia dlaczego ludzie znajduja przyjemnosc w ogladaniu figur celebrytow, Hitlera i Indiry Gandhi. Nie mam pojecia czemu ma sluzyc mania robienia sobie zdjec ze zmarlym Jacksonem. Nie mam pojecia dlaczego ekscytuje to ludzi doroslych, bo podniecenie dzieci jestem jeszcze w stanie zrozumiec.
Po straconych z zycia dwoch godzinach wyszlam stamtad przygnebiona i smutna i dopiero pyszna kolacja z winem w japonskiej knajpce ze znajomymi poprawila mi humor.
Zalosnym jest widok woskowych figur ludzi, ktorzy za zycia posiadali wladze i pociagali za sznurki losow tego swiata, jakim przerazajacym jest widok sali tortur i zmasakrowanych, ociekajacych krwia woskowych figur bedacych swiadectwem ludzkiego okrucienstwa.
To muzeum dziala na najnizsze ludzkie instynkta, chec podgladania, zaspokajania ciekawosci, to jak namietne czytanie pism plotkarskich, nie dam sobie wmowic ze to jest sztuka, chyba ze sztuka jarmarczna, cyrkowa, metna.
Brrr, nigdy wiecej.
Ale to jeden, jedyny zgrzyt, poza tym wszystko nam sie podoba.
Nie bardzo chce mi sie chodzic po sklepach, bo tego nie znosze, wiec na razie mam tylko jedna pare odjazdowych butow, koncentruje sie raczej na zakupach dla dzieci, ale tez umiarkowanie, wole patrzec na londynskie niebo i wody Tamizy.
Co do bardzo wysokich londynskich cen to w pewnym momencie przestalam sie nimi przejmowac przyjmujac zasade, ze jeden funt rowny jest jednej zlotowce i wtedy jakby hurtowe wydawanie funtow mniej boli.
Z kronikarskiego obowiazku podam, ze przecietny moj i dzieci dzien spedzony w miescie bez zakupow ciuchowych, z jakas kawa i sokami po drodze, kanapkami, biletem na przejazdy po miescie (kupujemy bilety calodzienne, dla mnie ich cena to 7,50 funta, dla dzieci 2 funty, bardzo sie to nam oplaca, bo duzo jezdzimy, a trasport jest bardzo drogi ) to wydatek rzedu 100 funtow.
Dzis na przyklad zrobilam drobne zakupy spozywcze, kupilam Starszej kurtke narciarska, trzy parasole, bo lal deszcz, bus-passy, zaplacilam za wejscie do figur woskowych i na London Eye (moze pojdziemy tam jutro) i jestem ubozsza o 380 funtow.
Ale bogatsza o to wszystko co za nie kupilam, zdecydowanie wole te wersje, hehe.
Paskudnie konsumpcyjny ten Londyn…
Ide spac, jutrzejszy dzien peka od planow, od rana trzeba go odchudzac!
Li.
Info z lenistwem w tle.
20 stycznia, 2010Nie wlaczam telefonu, duzo spie i calymi dniami chodze po angielskim powietrzu.
Bolesnie przekonuje sie, ze Londyn slusznie zasluguje na miano najdrozszego miasta swiata- jeszcze nie udalo mi sie dziennie wydac mniej niz sto funtow, a kupilam sobie dopiero jedna pare pieknych czerwonych szpilek! Za to moje corki beda miec nadbagaz na bank.
Piekny ten Londyn, naprawde piekny, czuje pokore wobec takiego rozmachu, czuje ducha dawnego imperium, choc nie lubie duzych miast tutaj czuje sie swietnie.
Wszystko mi sie podoba, wszystko mnie cieszy, wyluzowana i zadowolona z zycia mam przed soba jeszcze kilka dni wakacji i zakupow.
A jest co kupowac, niestety :)
Milego dla Was!
Li.
Obchodzi mnie życie, nie mam czasu na nic innego.
14 stycznia, 2010Nowy poniedziałek.
4 stycznia, 2010Wiecie co? Idzie zmiana!
31 grudnia, 2009Jestem, bo gdzie mam być, jak nie tu i tu?
28 grudnia, 2009
Wczoraj moja córka uświadomiła mi, że za niecałe trzy tygodnie lecimy do Londynu, o rety! Dla spokoju ducha muszę więc nadrobić zawodowe zaległości, każde moje lenistwo ma swój ogon, wlokący się potem przez noce i dni.
Spokojnych Świąt.
24 grudnia, 2009Kocham Li i Leca.
16 grudnia, 2009Żale kobiety budującej dom.
8 grudnia, 2009Prezentologia.
6 grudnia, 2009O tym samym.
4 grudnia, 2009Finansowe i estetyczne skutki pewnego lenistwa.
30 listopada, 2009(Nie)usprawiedliwienie.
24 listopada, 2009Nie mam czasu na pisanie, ale mogę chwilę pogadać…
18 listopada, 2009Hej ho, hej ho, po kredyt by się szło :-(
16 listopada, 2009Kolejny poniedziałek na drodze do wieczności.
16 listopada, 2009Dorosłość jest kpiną z młodzieńczych marzeń, obozem przetrwania, to taki survival dla romantycznych panienek, dla marzycielek, dla mieszkanek obłoków bujających, dla mnie.
Za chwilę, mgnienie oka, nie będę już dorosła, tylko stara.
Opublikował/a leelilee 