To ostatnia sobota…

Dochodzi dziesiąta, a w domu cudowna cisza. Młodsza od wczoraj u babci, Starsza śpi. A za oknem szaro, co mnie cieszy- niech pada jak najwięcej przez najbliższe trzy tygodnie.
Na tę intencję mogę codziennie jeździć do myjni i wywoływać deszcz.
Przeciągam się leniwie, piję pierwszą kawę, po wczorajszej Nocy Muzeów do domu wróciłyśmy po pierwszej w nocy, ale warto było!
Ta Noc Muzeów to fajna sprawa.
I nawet nie dla wolnego wstępu, bo kolejki do najatrakcyjniejszych miejsc były dla nas mało kuszące, ale dla atmosfery. Nie lubię oglądać sztuki w tłumie, zaburza mi to jej odbiór, ale warto było pokazać dzieciom miejsca, do których na pewno musimy wrócić i ludzi, którzy chcą czegoś więcej poza codziennością.
Byłam z kolegą, moją Starszą i jej dwiema koleżankami, dziewczyny ogarnięte pasją fotografowania chciały koniecznie iść do Muzeum Fotografii, ale udało nam się po drodze być i w Collegium Maius i w Muzeum Wyspiańskiego, gdzie na dziedzińcu kwartet smyczkowy klimatycznie grał Vivaldiego. Ciekawym odkryciem był schron przeciwlotniczy w Parku Krakowskim, ale do niego była tak długa kolejka, że zwiedzanie środka szczęśliwie zostało mi oszczędzone.
Zastanawiam się jak uczcić ostatnią wolną sobotę przed rozpoczęciem budowy.
Wczoraj w nocy długo stałam ze znajomym przed frontem kamienicy i usiłowałam wyobrazić sobie, że za cztery miesiące będzie ona wyższa o dwa piętra, piękniejsza o elewację (chcemy zrobić ją w kolorze przytłumionej cegły, a wszelkie ozdobne elementy przy oknach mają być ecru, będzie to nieźle wyglądać przy brązowym dachu) i nawet mojej wyobraźni zabrakło wyobraźni!
Gdy już wejdę na tę budowlaną ścieżkę, nie będę mieć drogi odwrotu- muszę iść do samego końca, bo to co za mną już nie będzie istniało.
Moim motorem jest marzenie i wielkie pragnienie zdobycia swojego miejsca na ziemi. Ale ten motor będzie tankował i stres i strach i wszystkie moje lęki, to takie paliwo, po którym może się krztusić i jechać wolniej.
Gdy przyjdzie jednak na mnie chwila załamania, będę pamiętać co na to Lec:
Gdybym się nie był załamał, byłbym skostniał.
Mogę robić nic, mogę do końca życia mieszkać w wynajętych mieszkaniach, mogę kupić sobie jakieś „zwykłe trzy pokoje”, mogę darować sobie ten wielki wysiłek, te lękostresy, ale wiem, że gdybym zrezygnowała z realizacji tego właśnie marzenia, to wielkie poczucie straty i niespełnienia przygniatałoby mnie do końca moich dni, dławiąc radość i wiążąc na supły niespełnienia moją fantazję.
Gdy czasem robię remont swoich wspomnień, widzę jak wiele w życiu już straciłam przez zaniechanie i jak każdego dnia tracę życie.
Jeśli teraz zrezygnuję, to dokonam samookaleczenia, bo tą decyzją obetnę sobie skrzydła, a obcięte nigdy już nie odrastają.
A ja przecież jeszcze chcę pofruwać sobie po świecie.
Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni… powtarzać, powtarzać, powtarzać po 1000 razy dziennie.
I jeszcze to: musi mi się udać. Bo niby dlaczego nie?
Miłego dla Was!
Li.

2 Responses to To ostatnia sobota…

  1. Nieznane's awatar Li pisze:

    W Krakowie była o dzień wcześniej niż w innych miastach. Szkoda, że tak naprawdę nie jest to cała noc do rana:) Bo to dopiero byłaby atrakcja- oglądanie obrazów o czwartej nad ranem… :)

  2. Nieznane's awatar dijey pisze:

    A dziś u nas Noc Muzeów… :)