Miłym i prawie codziennym rytuałem staje się poranna kawa z Wykonawcą, w mojej kuchni i przy muzyce huku prac budowlanych. Kamienica cierpi, patroszona przez hudraulików- obecnie trwa operacja plastyczna wymiany pionów wodnych i kanalizacyjnych, co niestety nie nastraja do mnie przychylnie sąsiadów, zwłaszcza lokatorów. Tak się złożyło, że poza mną tylko jedni współwłaściciele mieszkają w kamienicy, reszta ma mieszkania zajęte przez lokatorów, a oni oczywiście mają mnóstwo do powiedzenia. Staram się zrozumieć, że nie są zachwyceni bałaganem, hałasem, pyłem i rozwalonymi swoimi łazienkami, ale przecież nie ma innego wyjścia, później będzie tylko lepiej).
(Z ciekawości zajrzałam sobie we wnętrze starych, żeliwnych rur i ten widok będzie mnie prześladował do końca życia, brrrr…)
Inna ekipa odkopuje fundamenty w piwnicy, niby nie wymagały wzmocnienia, ale wolimy z L. dmuchać na zimne, przy ogólnej kwocie wartość tych piwnicznych prac jest znikoma, a jednak daje pewność, że cały ten interes nie runie w widowiskowe i medialne gruzy.
Na strychu miękka wylewka osiągnęła pożądaną twardość i pochodziłam sobie po podłodze mojego salonu, zaglądnęłam do sypialni i podumałam w łazience.
Niesamowite tempo.
Byłoby jeszcze szybciej, gdyby szanowna aura przestała mieć deszczowe humory, bo do zdjęcia dachu potrzebna jest dobra pogoda.
Jestem bardzo zajęta i bardzo się z tego powodu cieszę, choć nie mam czasu na bujanie w obłokach i pisanie.
Jutro idę na uroczystość wpisania Młodszej do Złotej Księgi Uczniów, pewnie poryczę się ze wzruszenia… Starsza też ma świetne świadectwo, jestem dumna z moich córeczek i tym bardziej chce mi się coś dla nich robić. No to robię:)
Mam chytry plan jak najszybszego wprowadzenia się do końca roku, nawet gdy nie wykończę wszystkiego. Ale będę mieszkać już w swoim domu, a świadomość tego dodaje mi skrzydeł.
Te dwa lata spędzone w wynajętym mieszkaniu uświadomiły mi, jak bardzo własny dom dodaje życiowej siły i poczucia bezpieczeństwa.
No!
Li.

Az milo czytac, ze wszystko sie tak dobrze uklada, jak skonczysz bedziesz miala satysfakcje wielkosci tej kamienicy..albo jeszcze wieksza…..powodzenia
Nawet nie wiesz jak juz sie szykuje. ;)
Aeyetea, mam nadzieję, że nie będzie ciasny :))Wychodzi mi jakieś 150 metrów plus 20 metrowy taras :)Lola: przylecisz i zlustrujesz :*
Ciasny, ale wlasny… jak to kiedys bylo w pewnej bajce o zólwiu;))Czy Ty masz ciasny, to nie wiem, ale wiem, jakie to cudowne uczucie miec swój dom, a nie tylko wynajmowany;))
Wspaniale Li, tak trzymac! Ja przezywam ta Twoja budowe jak swoja ;), bo wogole lubie budowe jako forme zmiany na lepsze i kibicowanie ludziom, ktorych lubie. Sasiadom sie nie dziw. Kazdy komu cos lub ktos przerywa sen, ma prawo narzekac. Skonczy sie budowa i wszyscy beda zadowoleni. Nasza sasiadka, ktora najbardziej marudzila przy naszej budowie, po jej zakonczeniu przyszla z wycieraczka w prezencie i przeprosila, ze byla tak upierdliwa.