No i stało się to, co się stać musiało- tropiące nas bezlitośnie pogodowe nieszczęście dopadło bezbronnego, pozbawionego dachu nad głową stropu i nocny deszcz padał sobie bezkarnie, waląc w okna kamieniami kropli.
Nie mogłam spać, a wyobraźnia podsuwała mi kaskady wody płynące klatką schodową, nie mówiąc o natrysku deszczowym spadającym z sufitu na sąsiadów z drugiego piętra.
Szczęśliwie rozłożone wczoraj folie bohatersko spełniły swoje zadanie, ale są pełne wody, której przełknąć nie mogą.
Pochodziłam sobie rano po położonych na nich deskach, czując się prawie jak na Placu Świętego Marka podczas acqua alta, choć „prawie” robi niestety znaczną różnicę…
Patrzę z nadzieją w niebo i ad hoc sporządzam promocyjną ofertę: sprzedam swoją duszę za miesiąc słońca.
Tak tanio jeszcze nie było, to prawdziwa okazja!
Li.

Ten deszcz jest jakiś taki złowieszczy. Zawsze lubiłam deszczową pogodę, ale w tym roku zaczęlam się jej bać. Powodzie, szarość, depresje, no i w tym wszystkim ten mój moknący brak dachu….:(
Ach, to dlatego spadł deszcz, taki niespodziewany! Bardzo Ci współczuję braku dachu nad głową, ale przyznam się, że ja byłam przeszczęśliwa, szaro, deszcz i wreszcie CHŁODNO. Mało wczoraj nie padłam. Ale przecież tak jest zawsze, szczęście jednych nie jest szczęściem wszystkich. Oby nad twoją budową tkwił zawsze kawałek bezchmurnego nieba, jak długo tego będziesz potrzebowała.
Deszcz towarzyszy chyba wszystkim, jest coraz bardziej uciążliwy. Cóż można w takim razie zrobić – jedynie mieć nadzieje, że jutro będzie słońce. Czego Tobie i sobie życzę. Pozdrawiam.Klaudia
Mogłabym Ci ofiarować dużo słońca bez konieczności oddawania duszy, ale… nie potrafię. Nie potrafię nawet wziąć duszy…