Zrobiłam poranny obchód po budowie, stojąc sobie z kawą w nieistniejącym jeszcze oknie kuchni, ale widok mi się przecież nie zmieni. Przed kamienicą jest plac, na prawo kościół, nic mi nie zasłania dalekiej perspektywy. Z drugiego poziomu będzie widać dachy Krakowa i -jak twierdzi L., która dokonała swego czasu bohaterskiego czynu wspięcia się razem z architektami na dach- będzie widać czubek Kopca Kościuszki.
Wrzucę dziś wieczorem zdjęcia, zmiana jest niesamowita, a do mnie ciągle do końca nie dociera na co się porwałam…
A co na to Lec?
Wystarczy się oddać iluzji, by odczuć realne konsekwencje.
Jadę jutro do Ilonki, do Gliwic.
Wczoraj nareszcie zaczęła radioterapię, trzeba Obcego gnębić z każdej strony, popieram tę przemoc przeciwko niemu całym sercem.
Ech…czasem słońce, czasem deszcz, albo się śmieję, albo płaczę, zawsze znajdzie się powód do jednego albo do drugiego.
Najważniejsze to nie tracić wiary, że Los wie co robi, że nie są to tylko jego igraszki z życiem człowieka, że wszystko co nam się przydarza ma swój sens.
Bo brak tej wiary wyzwala wielkie poczucie pokrzywdzenia i żalu.
A co na to Lec?
Na bocznych dróżkach milczenia przemyka obok ciebie czasem przerażony sens.
Li.

Jestes pewna, ze na tych drozkach byl przerazony sens, a nie przerazony sen? Ciesze sie, ze optymizm wrocil. Zdjecia bardzo mile widziane- bo wiesz, ja tez ta poranna kawe pije na Twojej budowie.