Te buty w sierpniu ubiegłego roku oglądałam w Hego’s, i właściwie to do dziś nie wiem, dlaczego nie kupiłam ich od razu, tylko poprosiłam o odłożenie mi jednej pary do wieczora. Miałam zamiar po pracy wpaść do Galerii Krakowskiej i przymierzyć je jeszcze raz, ale oczywiście sobie zapomniałam.
Gdy przyszłam po nie następnego dnia okazało się, że zostały sprzedane, a była to ostatnia para w moim rozmiarze 38.
(Na zdjęciu wyszedł kolor jaśniejszy, w rzeczywistości są ciemniejsze, w soczystym kolorze przekrojonej leśnej jagody).
A potem był wieczór panieński Ilonki i ku mojemu zdumieniu okazało się, że to Ilonka gwizdnęła mi te cudne szpilki sprzed nosa. Pośmiałyśmy się z tego, dobrze pamiętam ten dzień pełen śmiechu dla gości, ale dla Ilony pełen skrywanego bólu, bo właśnie w tę pamiętną sobotę dziewiątego sierpnia 2008 roku Obcy przypuścił pierwszy atak, mylnie wtedy przez lekarzy uznany za wypadnięcie dysku.
W TYM dniu TE szpilki miała na sobie pierwszy i ostatni raz.
Przygnębiające jest porządkowanie rzeczy zostawionych przez naszych bliskich na tym świecie.
Ze smutkiem odkrywa się prawdę dawno odkrytą, że po odejściu kochanej osoby życie nawet nie przystaje w zadumie, tylko nie oglądając się za siebie idzie dalej.
Ze smutkiem odkrywa się prawdę dawno odkrytą, że po odejściu kochanej osoby życie nawet nie przystaje w zadumie, tylko nie oglądając się za siebie idzie dalej.
Żyjącym zostaje szafa pełna niepotrzebnych już ubrań, torebek, butów, łazienka pełna kosmetyków, ulubione perfumy, drobiazgi dzienne i nocne, wszystko w co ubiera się codzienność.
Te buty zabrałam dla siebie, będę je wkładać na szczególne okazje, będę o nie dbać, nigdy ich się nie pozbędę.
I choć nie muszę mieć takich symboli, by pamiętać o Ilonce, to będą one dla mnie wieczną przypominajką o przewrotności losu i o koniecznej wobec tego losu pokorze.
Wszystko to marność nad marnościami.
Li.


paulaz, przecież codzienność to ciąg drobiazgów, mało zauważalnych szczegółów, odcieni i zapachów. Życie jest zwyczajnie nadzwyczajne…Pozdrawiam :)
Ładnie to napisałeś, johnik:)
ten johnik … boski jakby , cudny ….maczka
Dzisiaj chodziłem sobie długo po Krakowie, podświadomie wypatrywałem Ciebie, absurdalnie cały czas myślałem, że poznam Cię po butach :) bo po czym innym miałbym Cię poznać? Nigdy Cię nie widziałem, ale po butach poznałbym napewno.Miałem nieodpartą chęć przytulić Cię na sekundę i uciec jako zupełnie obca osoba. Naiwnie myślałem, że takie przytulenie pomogłoby Ci chociaż na sekundę :( Nie pomogłoby….Oczywiście nie mogłem Cię spotkać, a co dopiero przytulić na ułamek sekundy :( Ale jak teraz czytam o butach, to wiem że mimo wszystko byłem blisko :)Bardzo blisko, przynajmniej w swojej naiwności.Twoja I. przechadza się z ulgą, po zielonych, ale nieco już jesiennych i smutniejacych Plantach Niebieskich.Smutno jej, że starciła Was, ale jest już po stronie Światła i tylko na Was poczeka :)może nieco przydługawo, ale nuda po tamtej stronie nie jest pewnie aż tak dotkliwa.johnik
takie kobiece, specjalne skojarzenia, dla innych zupełnie może niezauważalne szczegóły, dla nas kobiet istotne, stanowiące esencję każdej z nas-cały czas jestem pod wrażeniem Twojego zmysłu obserwacji i umiejętności opowiadania o szczegółach życia codziennego…takie jest nasze życie i takie pewnie było Jej życie, zwyczajnie fascynujące-paulaz
Pewne rzeczy już na zawsze będą mi się kojarzyć z Ilonką. Zapach "Eternity",na Niej pachniał genialnie, kremy Nuxe i Diane Krall.
Te buty miały w pewnym sensie swoje przeznaczenie… Są śliczne! Weszłam na Twój stary blog, poczytałam…ech…tyle wiary, tyle nadziei…Gdzie ten Bóg, się pytam?!
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzązostaną po nich buty i telefon głuchy……."
Moniko,niechaj te buty poniosą Cię prosto w słońce…
To prawda, po odejściu ukochanych osób zostają rzeczy… rękawiczki, buty… trwalsze od nas paradoksalnie… Nie umiem się modlić, nie wierzę w zaklęcia. Ale myślę teraz o dwóch osobach, które jeszcze walczą i oby jak najdłużej nie cierpiały tak, że życie sens traci. Pamiętam sama, kiedyś myślałam, że koniec powinien następować szybciej, że z psem się ludzie miłosierniej obchodzą niż z człowiekiem, bo cierpienie ich i nasze nie do zniesienia. Ale jesteśmy silniejsi niż nam się wydaje i oni także. Nic więcej nie napiszę, bo mądrzejsza nie jestem. Ściskam.