Chodzę po świecie z dziurą w sercu. Wkładam w nią moje noce i dni, ale czas nie przynosi mi ukojenia, a palec zatrzymuje się bezradnie nad numerem telefonu ciągle jeszcze nie wykasowanym.
Tęsknię na smutno, bo smutkiem dotknięta jest tęsknota której los zabrał święte prawo do jej zakończenia, do zmiany scenariusza w ostatniej chwili z dramatu na happy end, smutna jest i zmęczona wieczną tułaczką po myślach i w niezaspokojeniu.
Może za tydzień, za miesiąc, za rok, kiedyś tam, z biegiem nocy i dni, coraz starsza -osłabnie, nie będzie już taka natrętna, wtopi się w emocje, wyblaknie…
Ech, na razie daję sobie do niej prawo, w niedzielę jadę do Ilonki, pogadam sobie z nią, pójdę na kawę na pszczyński Rynek z jej Rodzicami, staram się, naprawdę staram znaleźć w tym wszystkim jakiś sens.
Dziś miała być operacja.
Li.

Dzięki.
nie kasuj numeru, nie kasuj , a jak będzie Tobie zle to wyślij do Niej sms z treścią : pomóż ….i pomoże zapewne …. nie kasuj ! Ona jest tu , ma skrzydła utkane z zapachu . Czujesz ? nie? zamknij oczy …,,,,,,,,maczka
Witaj, pięknie piszesz. Ale to wiesz:)A ja zaczytana, od kilku dni "buszuję" po Twoich archiwalnych zapiskach, wspaniale trafić na blog, który ujmuje właściwie od pierwszego zdania. Odnaleźć sens w utracie? Trudno. Może to i niemożliwe, bo jaki miałby być to sens? Próbujemy zracjonalizować to, co tak mocno trafia w nasze emocje, co tak mocno boli. Pozdrawiam Ciebie ciepło… tylę mogę…
Niem wiem, jak długo trwa smutek…ile się tęskni za kimś Drogim.Rok temu straciłam przyjaciela.Nadal mam jego numer komórki, stacjonarny, gg, e-mail. Ciągle się łudzę, że telefon zadzwoni,przyjdzie list, zobaczę żółte słoneczko etc choć wiem, że to nigdy nie nastąpi.Trzeba z tym żyć i iść naprzód. Dana
Ból…rozpacz…pustka, której niczym nie da się wypełnić. Rozumiem Twój smutek. Pozdrawiam! P.S. Odnośnie poprzedniej notki. Buty są śliczne, a zwłaszcza te śliwkowe!