Sen jak wierny rycerz chronił mnie przed problemami, wykorzystywałam go nadmiernie, nie płacąc za nadgodziny. Otulona bezpieczeństwem kołdry, na dziesięć długich godzin wyłączałam się z obecności na zajęciach obowiązkowych z życia codziennego.
Dziś wyeksploatowany i zmęczony porzucił pracę, zmuszając mnie do porannej aktywności już od piątej rano.
Siedzę więc sobie na kanapie z widokiem na zdjęcie Ilonki, całkiem spokojnie wypijam z nią drugą kawę, uśmiechamy się do siebie, a zaokienna ciemność włazi bez pukania i miasto budzi się tramwajami ze snu.
Ostatni tydzień naznaczony jest wielkimi zmianami, w dobrym idą kierunku, a ja idę sobie razem z nimi. I mam ochotę na długi spacer, iść, iść, ciągle iść- w stronę słońca.
Myślę, że chwila w której zabraknie mi optymizmu będzie moją chwilą ostatnią.
Póki co, na kilka dni przed czterdziestymi drugimi urodzinami jeszcze ciągle chce mi się tego i tego, tego też, mhmmmm…. i teeeego, och i TEGO jak najwięcej, tego, tego, tego i tego!
Miłego dla Was!
:)
Li.

Mamilaria, no widzisz, może to i ten sam, ode mnie sobie poszedł :)
Piotrze, pobudzenie jak najbardziej na miejscu, mhmmm….:)
Baju, baju, baju, baju, baju, baju nocą :)Biorę, zachłannie biorę!
Znam tego rycerza… Teraz i u mnie gości i bardzo polubiłam jego towarzystwo ;) Mamilaria
Gosia, słońce wskazane- elewacja musi schnąć:)
opis Twoich pragnień pobudza zmysły…
Li, bierz śmiało, to i to, to, tamto i TAMTO też – CAŁYMI GARŚCIAMI!!!! Pozdrawiam znad morza :)
Cieszę się, że się odezwałaś :) Ślę wielkie oślepiająco piękne słońce ze stolicy – może się przyda