Kawa pita samotnie w poniedziałkowy ranek, gdy spieszyć się nie muszę, dzieci jeszcze śpią, a za oknem snuje się jeszcze przytulna ciemność- relaksuje.
Niepożądany ruch zacznie się o siódmej rano, gdy robotnicy stawią się do pracy, a moje córki postawią się do pionu. Póki co-chwilo trwaj!
Czytam wiadomości, gadam miłośnie do rozespanych kotów i staram się nie patrzyć na dwie pary butów dumnie stojących na podłodze, choć nazwanie tego paskudztwa butami jest dla nich zbyt pochlebne….
Paskudztwa są wynikiem mojego niedzielnego lenistwa, niechęci do galerii handlowych i teorii o konieczności usamodzielniania dzieci, przez co obdarowałam moją starszą córkę kwotą 400-tu złotych, kartą do bankomatu (wyłącznie na wszelki najwyższy wypadek) i przykazaniem kupna sobie dżinsów, butów zimowych i nakrycia głowy.
Dziecko grzecznie wypełniło polecenie, przekroczyło limit o zaledwie 120 złotych (a spodziewałam się większych strat) i przyniosło do domu dżinsy, berecik, dwie pary rękawiczek, wisiorek i te straszne buty, na widok których zgrzytają mi zęby, a ręce zaczynają drżeć z chęci podarcia ich na strzępy…
Spróbuję opisać to paskudztwo, mogą stanowić rozkosz dla oczu turpisty, moje oczy jednak gwałcą i ranią, ech- ciężkie jest życie wrażliwej na piękno matki nastolatki!
Buty numer jeden to tzw. emu, niezrozumiała dla mnie niekształtna forma, stworzona podobno w Australii, by ogrzewać zmarznięte stopy surferów, w związku z czym są to najwidoczniej idealne buty dla nastolatki w Krakowie!
Fakt, że są w panterkę pominę tylko dla swojego samopoczucia, staram się zamykać oczy, by na nie nie patrzeć i niech będzie, że ta panterka tylko mi się wydaje…
Buty numer dwa może nie byłyby takie złe, gdyby nie ich zadziwiająca podeszwa, której nie ma. Ja jej w każdym razie nie widzę, a to coś co widzę, ma grubość kartki papieru.
Doprawdy, są to buty stworzone wprost na krakowskie zimy i śnieżną breję na chodnikach.
Starsza jest niezwykle dumna ze swoich zakupów, ja podobno się nie znam, w portfelu ubyło mi 520 złotych, a dziecko dalej nie ma butów na zimę.
Taki jest koszt mojego niedzielnego lenistwa.
Ale gdy tak sobie myślę, ile przeczytałam zaległych gazet, ile nałożyłam na twarz maseczek, ile nadrobiłam zaniedbanych przyjemności, ile pogrzałam się w domowym ciepełku z cudnym nic nie robieniem, to bilans i tak mi wychodzi in plus.
No i nie musiałam iść na zakupy, nie cierpię galeryjnego tłumu, szału zakupów w rzekomo przeświątecznym nastroju, sztucznych choinek i Mikołajów.
Gdy Starszej zmarzną stopy, będzie pole do negocjacji i wtedy wkroczę.
I co tam, nastolatką zachwycającą się butami w panterkę jest się niestety tylko przez parę lat w życiu, niech ma!
:)
Li.

Li, jak Ty wczesnie wstajesz Kobieto! :) a co do emu, to od dwóch lat w okresie jesienno-zimowym udaję, że pasują na każdą okazję i noszę ję wszędzie poza pracą-taaakie wygodne, ciepłe, mimo że brzydkie i niezgrabne. Mam oliwkowe, bo na panterkę już jestem nieco za stara,hihi :) pozdrawiam :)paulaz
Dam jej kasę na drugą parę, w nagrodę za zakupową wstrzemięźliwość:)Emi, bo jakby nie było, to te buty muszą być cholernie wygodne!
Czepiasz się Pani-Matko. Powinnaś być wdzięczna dziecku, że nabyło tylko jedną parę ;)
Prawdziwe-oryginalne emu są rewelacyjne.Nie przemakają, stopy mają wygodnie i ciepło.Sprawdziłam i stałam się ich fanką/Emi
Panterka jest szaro-czarno w dodatku i o zgrozo:D
A mnie się tam Emu podobają, więc starszą rozumiem, tyle że ta panterka słabo pasuje do fasonu….
Hahaha, to mnie rozbawiłaś. Sama pamiętam swoje bez podeszwowe buty oraz buty na niebotycznych obcasach.Chociaż obcas w zimie może służyć za czekan ;)Kiedyś wyrośnie. Każdy wyrasta :)
No Kochana, ale to co napisali w artykule, do którego odnosi Twój link to sama prawda :-)Albo jesteś modna, albo piękna, ponadto wygoda i ciepło przede wszystkim. :-))))Miłego dnia!