Za tydzień mój ukochany brat zabiera na narty w Alpy moją starszą córkę. Na cały tydzień!
W tej cudownej sytuacji widzę tylko jeden minus- szkoda, że nie zabiera mi dwóch córek.
Ale co tam- zawsze to o jedno śniadanie do robienia mniej, będę mogła rano spać pięć minut dłużej. Łaknę snu, a ciągle siedzę nocami w bezsenności, bo mi szkoda czasu na sen, ech- kto zrozumie kobietę…?
Moje włoskie narty w marcu odwołane, nie mogę jechać, umarłabym z tęsknoty- nie zostawię mojej budowy samotnej, bo kto dopilnuje montażu schodów, kto pokrzyczy na robotników, że palą w moim salonie, wszak nawet na tarasie jest zakaz palenia, kto wymyśli kolor ścian na klatce schodowej kamienicy, kto będzie robił Wykonawcy poranną kawę z mlekiem i z syropem z agawy, kto wreszcie dopadnie elektryka, który dwa dni temu uciekł mi aż nad morze (czyta mnie ktoś z Mielna? Potrzebuję kogoś zabić!).
Tym razem jednak powód jaki mi podał telefonicznie celem usprawiedliwienia swojej nieobecności jest very poważny: otóż podobno w Mielnie, w tzw. mini-oceanarium zdechł pewien rekin i w związku z powyższym obecność mojego elektryka jest tam niezbędna. Rekin zdechł z powodu awarii instalacji elektrycznej i tylko mój, tylko mój kurwa elektryk jest w stanie tę instalację naprawić, choć rekinowi życia nie wróci.
Doprawdy, aż dziw że nie rozpiera mnie duma z powodu „mienia” TAKIEGO kurwa elektryka.
Mam poważne obawy, że wcześniej zelektryfikują cały Gabon niż mój dom.
Nie mogę sobie wybaczyć, że po aferze hazardowej dałam mu szansę rehabilitacji, odpłaca mi się cudownie- ciągle nie mam prądu, więc nie mam gazu, więc… i oczywiście żaden inny elektryk nie tknie rozgrzebanej roboty po tym draniu.
Kurwa, a nie elektryk i zdania nie zmienię.
Li.

O rety :)))
chciałem pojechać w Alpy, a ty google wygooglały mi tego bloga. Żałuję, że nie jestem Twoją starszą córką, jestem natomiast elektrykiem… To nie tak, że nikt nie tknie rozgrzebanej roboty… Rwie się psze pani kable i kładzie swoje… Ale ja chcę w Alpy i nadal wolałbym być zabieraną tam córką ;)
Baju, a ja myślałam że jesteś delikatna, wrażliwa i eteryczna :PElektryk wrócił i właśnie "kończy". Piszę to, nie mając żadnych złudzeń co do tego, że końca nie widać :)
Ptaku :) Akwarium z rybkami to nie moja bajka. To już wolę jakiegoś ptaka :P
Anitaes,cieszę Cię, że Cię u mnie widzę. Czytam Cię od niedawna, czuję budowlane porozumienie i ból, a domu w Toskanii zazdroszczę jak cholera :)
O, Aurora w Kambodży dopadła jakiejś kafejki internetowej :**Dzięki za sms-a o kocie dla mnie, kota z Kambodży jeszcze nie mam :)
:)
Ciao. Jeśli twój elektryk nie wróci, zlej to. Przyślę co Gianniego. On nie ucieknie, nie będzie marudził, zawsze z uśmiechem przesunie każdy kontakt, przyjdzie punktualnie, odbierze każde telefon, i pozostawi po sobie zapach dobrej wody toaletowej. Pozdrawiam z Sansepolcro – anitaes
hahhaahahahhhh Ty to potrafisz mnie rozbawić!!!!!!! od rana mam dobry humor !maczka
Kurczę! Ale szkoda, że dopiero dziś to przeczytałam – wczoraj wieczorem byłam w Koszalinie! A stamtąd do Mielna to 10 minut…W sumie to mam z domu do Koszalina niecałe 60 km, a od czasu obejrzenia pierwszego w życiu filmu gangsterskiego tak mi się marzy, żeby komuś niegrzecznemu przestrzelić kolanko…no i tak mnie kusi…może by zrobić wreszcie jakiś pożytek z myśliwskiej strzelby mojego Ulubionego, skoro na polowania on i tak nie ma czasu ;-)
Ja bym znalazł pozytywy w tej sytuacji i "kurwa elektryka" zmusił do założenia duuużego akwarium z rybkami na poddaszu :, a niech ma a co:) Pozdrawiam
Tak sobie myślę, jakie zamieszanie (prasa, naukowcy, hipotezy,oświadczenia) mogłoby wywołać podrzucenie takiego nieżywego rekina na plażę w Mielnie, co to niby Bałtyk wyrzucił go nie brzeg :DA najlepsza heca jest taka, że rekin naprawdę zdechł i mój elektryk naprawdę tam pracuje. Tak przynajmniej twierdzi mój kolega Krzyś, pogrążony w żałobie właściciel rekina, a jednocześnie pracodawca elektryka, nota bene równie niesforny i beztroski jak Pan Romeczek :DTak, przyznaję- mam słabość do tego skurczybyka Elektryka_Fiku_Miku, potrafi mnie wykończyć, a to nie każdemu się udaje :DDDD
Ułańskiej fantazji i niewątpliwego wdzięku. No i patrz, jaki odpowiedzialny. Rzucił wszystko i poleciał ratować rekiny.Ty! A może pojechał, bo się bał że mu całego rekina zjedzą i nic mu nie zostanie!
Ot fachowiec… typowy przykład zawodowej odpowiedzialności. Jednego odmówić mu nie można – ułańskiej wręcz fantazji:D
Ja Cię przepraszam, ale historia o Elektryku_ Fiku_Miku jest po prostu przepyszna! Podejrzewam, że mimo wszystko masz do niego słabość – facet ma fantazję z iście psychopatycznym rozmachem:))
Zostaw elektryka na pożarcie rekinom ;-). Nie ma tego złego…. Głowa do góry! Pozdrawiam!
Kiedy elektryk wróci, nie zabij go od razu. ;)
Odnośnie elektryka sama nasuwa się bajka o orzeszku: "ożeszku… rwa" ;-)
Rozpaczliwie staram się w tym wszystkim znaleźć jakiś powód do śmiechu, ale czasem najpierw muszę sobie solidnie popłakać :) No i się powkurzać, poklnąć i takie tam… dla zdrowotności;-))
Ta Twoja budowa Li, to pasmo nieustannych śmiesznych przygód, ale i tak Ci współczuję:DDDD