Taras jest prawie skończony. Wygląda szałowo!
W piątek po zamontowaniu ostatniej pergoli zrobię zdjęcia. O ile oczywiście do tej końcowej czynności dojdzie, z ostrożności popartej doświadczeniem kobiety budującej wolę nic nie planować, bo już boleśnie doświadczyłam prawdy, że terminy w procesie wykończeniowym to rzecz względna.
Względną rzeczą są również wszelkie plany finansowe i plan wydatków- te tzw. dodatkowe koszty potrafią wykończyć przynajmniej mnie! Kanał do brodzika, fugi, silikony, płytki okapowe na taras (to ciekawa sprawa- dwadzieścia płytek okapowych kosztowało prawie tyle co dwadzieścia metrów kwadratowych płytek na taras! ) to i owo, spędzam dni w marketach budowlanych, a chciałoby się inaczej…
Na głowie mam dzieci, choć szczęśliwie w umiarkowanym stopniu- Starsza zajmuje się sobą,
a Młodsza zaczytana w kolejnych częściach „Feliksa, Neta i Niki” marudzi okresowo, między rozdziałami.
Z Nemo dziewczyny na wakacje nie pojechały, a ja z tego powodu dowiedziałam się, że jestem chora psychicznie.
Symptomem mojej choroby był stanowczy opór przeciwko powrotowi dzieci samotnie pociągiem trzynaście godzin do Krakowa. Nemo miał zamiar zabrać je nad morze na całe pięć dni, a potem odesłać do domu jak niepotrzebne paczki, jako że nad morzem na następny tydzień miała pojawić się kobieta koń.
Przełknęłam nawet te pięć dni, dobre i to na dziesięć tygodni wakacji i po trzech latach niezabierania dzieci, ale przełknąć trzynastogodzinnej podróży pociągiem nie mogłam ze zwyczajnego strachu podszytego zboczeniem zawodowym.
Gdyby chodziło o samą Starszą nie byłoby problemu, ale Młodsza to jeszcze takie dziecko…
A poza tym polskie pociągi to… No dobra, na punkcie (nie)bezpieczeństwa jestem przewrażliwiona, ale mam do tego prawo, przez przestępstwa jestem osaczana na co dzień.
Zgodziłam się na wagon sypialny, zamknięty przez konduktora, ale na to zgody nie wyraził Nemo, powiedział Starszej że jestem chora psychicznie, ona na niego się za to obraziła i odmówiła wyjazdu, Młodsza stanęła murem za Starszą i za mną i tym sposobem obie siedzą w domu.
Nemo zagroził im zerwaniem wszelkich stosunków i „dopilnowaniem by cała jego rodzina z nimi się nie kontaktowała”. Ech, miota i miota te swoje groźby, jakby nie zauważając, że dzieci są istotami myślącymi, a poza tym, że trzeba je kochać, trzeba też szanować.
Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać, na wszelki wypadek jednak śmiechem zmarginalizowałam problem, śmiech z pewnością może być objawem choroby psychicznej, zwłaszcza w oczach kogoś tak pozbawionego poczucia humoru jak mój były mąż.
Pomyślałam przez chwilę o wakacjach, ale już mi przeszło.
Ilość codziennych konsultacji, konieczność wiecznych zakupów, chęć uczestniczenia w procesie twórczym na każdym etapie- ech- nie dam sobie tego odebrać.
Poza tym nie można mieć wszystkiego- budowanie domu i wakacje to sprawy finansowo wzajemnie wykluczające się, przynajmniej dla mnie.
Jestem bardzo zmęczona i czasami bardzo zniechęcona- do życia, byłych mężów, pracy i ludzi.
Ale idę sobie na budowę i znowu rosną mi skrzydła!
Rosną i opadają, to takie niezmienne prawo przyrody i właśnie z poczucia niezmienności tego prawa czerpię swoją siłę, Czasem słońce, czasem deszcz, czasem przestworza, czasem dno, alternatywa dla życiowej beznadziei jest zawsze!
Li- Wariatka.
P.S. Mam fajną czytelniczkę Danusię- jej były mąż też nie potrafi stanąć na wysokości zadania, zrzucając na nią w całości ciężar opieki nad dziećmi.
Danuśka ma marzenie– co to dla Was kliknąć i coś napisać :))
Liczy się ilość komentarzy, może jej marzenie spełni się dzięki Wam?
Trzeba pomagać szczęściu, o!

Li, bardzo dziękuje Ci za wsparcie :) ale mnie zaskoczyłaś ;) gorące pozdrowienia przesyłam :)
Tez mysle ze zaslugujesz na wakacje z dziecmi, ale rozumiem ze wykonczenie domu to niekonczace sie wydatki. Jestes blisko spelnienia wielkiego marzenia, a przeciez i we wrzesniu Baltyk jest piekny. Mozecie wyjechac jak juz zamieszkasz w nowym domu, bedzie to dodatkowa radosc. A w miedzyczasie jakies weekendowe przyjemnosci:) Pozdrawiam serdecznie Li, Ania
Jędzuś, plastrem mi jesteś na moja udręczoną duszę :* A w ogóle Dziewczyny, to jak ja kiedyś zacznę wykorzystywać Wasze zaproszenia to zobaczycie :P
Moja Droga, zaproszenie na urlop do Irlandii wciąż aktualne! ;-). Na temat Nemo nic nie napiszę, bo znasz moje zdanie ;-). Szkoda tylko córek, bo nie powinny być traktowane jak "piłka przepychanka". Czekam na końcowe efekty budowy z utęsknieniem. Całuski!
No nie, to niesprawiedliwe jest! Powinnaś jechać, choć na kilka dni! A jak coś, to przyjedź do mnie, zawiozę cię w miejsce, które jako żywo przypomina Mazury!