Jeszcze nie wiem co zrobię, ale coś zrobię.

Brakuje mi wolności.
Kolejny miesiąc poszatkowany datami- do 10-go, do 15-go, do 20-go, do 25-go, ZUS, US, leasigodawca, kredytodawca, telefonodawca i jakoś najpoczciwszy w tym towarzystwie dostawca prądu.
Pracuję dużo za dużo i zarabiam głównie na coraz większe rachunki.
Paradoks czy pętla?
Nie mam pojęcia, czy uda mi się w tym roku wyjechać na wakacje, skupiam się na wakacjach dla dzieci.
Na razie Młodsza jest na obozie, a moja Starsza- aż trudno w to uwierzyć- pracuje. Cały miesiąc! Obowiązkowa, punktualna, przejęta i za 6 zł/h.
Jestem z niej bardzo dumna, ale w sierpniu koniecznie muszę wysłać ją na wakacje…
Cierpię na rodzaj luksusowej biedy, niby zarabiam dużo, a jednak za mało.
Coraz bardziej czuję się zniechęcona i zmęczona.
Brakuje mi wolności od kosztów.
Co miesiąc wpadam w Dzień Świstaka.
Co miesiąc jest coraz gorzej.
Tylko te pozory  jeszcze jakoś się trzymają.
A niech to!
Sprzedam mieszkanie, spłacę kredyt, kupię zwykłe cztery pokoje i pojadę pod jakieś inne niebo!
Dojrzewam do myśli o rewolucji, bo piękna kuta balustrada, cudowny zakwiecony taras, przestrzeń
i ametysty w łazience nie są warte straconego czasu na życie.
Albo wybuduję sobie coś nowego, przytulnego i koniecznie bezkredytowego.
Najważniejsza w życiu jest wewnętrzna  wolność i święty spokój.
Oraz od czasu do czasu szczypta szaleństwa z weekendem w Barcelonie w tle.
Czyż nie mam racji?
Li.

43 Responses to Jeszcze nie wiem co zrobię, ale coś zrobię.

  1. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Stwierdzam, że komentarze pod tą notką są lepsze niż notka:)Dzięki za wsparcie i rady.Joaśka- Mamę kocham nad życie, ale mieszkanie z nią… tylko w razie ostatecznej ostateczności:)Joanno z zielonego czółna, co za miła niespodzianka:) ściskam wszystkich!Li.

  2. Nieznane's awatar Green Canoe pisze:

    No właśnie… Jeździmy 9 letnim autem, bo gdy tylko pomyślę,że mogłabym mieć owszem nowsze cudo, ale na kredyt – to mnie ściska w żołądku. Rozmawiałam ostatnio z przyjacielem na temat zadłużeń. Prawda jest taka, że większość społeczeństwa ma kredyty – głownie brane na cele mieszkaniowe. On ma akurat kredyt na 700 tysięcy. Dom zbudowali piękny – klasa, szyk, dobra energia. Rata spłacana co miesiąc bez problemów, bo facet ma świetną pracę i dyrektorskie stanowisko. I jego nastawienie – "Asiu, ja po prostu się psychicznie przestawiłem. Na to, że muszę teraz spłacać 3 tys. miesięcznie i że tak będzie przez moje następne dzieści lat. Jak się z tym pogodzisz i wpiszesz to w swoje życie jako element rzeczywistości, jest łatwiej." Powiem Wam szczerze, że jestem kredytowym tchórzem. Nie potrafiłabym nastawić się psychicznie na to, że do końca życia MUSZĘ co miesiąc płacić ogromna kwotę. I naprawdę szczerze podziwiam ludzi, którzy się na to decydują. Li – takie babki jak Ty, jawią mi się niczym heroiczne bohaterki. Potrafiłaś wziąć sprawy w swoje ręce, podjąć ryzyko, wybudować dom. Potrafisz również realnie swoją sytuację ocenić i przyznać się przed samą sobą, że jesteś tym wszystkim zmęczona. Tak sobie śmiem przypuszczać, że głównie dlatego, iż jesteś sama. Mocny partner w gorszych chwilach to nieoceniona podpora, można wspólnie "ciągnąć wózek". Kiedy możesz liczyć jedynie na siebie – jest o niebo trudniej. Widzę dookoła, że mnóstwo ludzi się oszukuje,do końca trwa przy swojej wersji pt" właśnie spełniam swoje marzenie".I nikną w oczach..To że ich nie stać na wakacje to już mniejszy problem. Większym jest to, że wpadają w nerwice,depresje, mają zawały..Że rozwalają się ich rodziny.Trzymam mocno za Ciebie kciuki i być może Cię to zdziwi, ale czuję jakoś podskórnie, że jakąkolwiek decyzję nie podejmiesz- to będzie ona tą właściwą:) Też zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, że mój PLAN prze duże P, nie do końca wygląda tak jak myślałam, że będzie wyglądał. Też jestem na etapie wprowadzania zmian, właśnie po to by pozostać w zgodzie ze samą sobą. I wywalić z życia frustrację, co nam zaczęła z buciorami się ładować do rodziny. Nie chcę robić czegoś, bo MUSZĘ. I choć nie ma to nic wspólnego z finansami,to jest dla naszej rodziny równie ważne. Trzymam za Ciebie kciuki – po prostu. I życzę szczerze SIŁY.

  3. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li zawsze możesz wynając chatę i przeprowadzić się do mamy do drugiego domu. Obnizysz koszty.Joaśka

  4. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Od siedzenia pupa się odkształca, Dana:)Li.

  5. Nieznane's awatar Dana pisze:

    Właśnie wróciłam z krainy bez zasięgu netu i co widzę? Zwątpienie?Nie. Nie zgadzam się.Masz siedzieć na swojej kształtnej pupie w mieszkaniu, które własnymi ręcami wybudowałaś! Nie stresuj dzieci, kotów i nas!:) Daj sobie nadzieję,którą masz, ale gdzieś Ci się schowała.

  6. Nieznane's awatar jadwiga pisze:

    Zrobiłam taki wpis pt. Przypadki 40-latki, zapraszamwww.okiemjadwigi.pl

  7. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li, ruder ci u nas dostatek. Możesz wybierać i przebierać. A ja Ci zagwarantuję pot, krew i łzy. I dobre chianti na opatrywanie wieczornych ran :) Anita

  8. Nieznane's awatar Li pisze:

    Anita, obie lubimy widocznie ten pot, krew i łzy:*Różne myśli chodzą mi po głowie. Niektóre ją nawet opuszczają /Lec/.To co? jest tam gdzieś niedaleko jakaś włoska ruderka do remonciku? :P

  9. Nieznane's awatar Li pisze:

    GF, przychodź na taras póki go mam:)

  10. Nieznane's awatar Li pisze:

    Lola, lejesz miód na moje skołatane serce i wychodzi z niego zapewnienie, że już nigdy więcej żadnego kredytu:*

  11. Nieznane's awatar Li pisze:

    Sympatyczna, sympatycznie Ci napiszę, że chyba mnie nie zrozumiałaś:)Jestem przemęczona i nie mam na samolot do Barcelony. W tym właśnie tkwi ten tzw. szkopuł :)

  12. Nieznane's awatar Sympatyczna pisze:

    Li, myślę że jestes strasznie przemęczona. Budowa domu, praca, córki, blog ;-) toż to wielkie wyzwanie. Potrzebujesz odpocząć, porozpieszczać się i porozczulac się nad sobą. Tak po ludzku zadbać o siebie i miec trochę spokoju. To chyba niemożliwe, całe lata być robocopem.Jesteś mądrą kobietą, na pewno podejmiesz właściwą decyzję w związku z domem :-), zwłaszcza jak wypoczniesz. Wsiadaj w samolot do Barcelony i szalej …….Pozdrawiam słonecznie

  13. Nieznane's awatar Lola pisze:

    Masz absolutna racje, Li. My niedawno przez ta decyzje przeszlismy i aby ekonomia nie spedzala mi snu z powiek, sprzedalismy dom naszych marzen z widokiem na gory i cale downtown. Kupilismy mniejszy dom z widokiem na park i plac zabaw (moje corki uwazaja, ze tylko im sie polepszylo) za ktory placimy 1/3. Najwazniejsza jest wolnosc i spokoj wewnetrzny. Poza tym z tym domem marzen, jak z marzeniem o nowych butach, jak juz w nich czlowiek troche pochodzi, moze sie z nimi bez zalu pozegnac.Sciskam mocno.

  14. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li, Moniczko kochana, zawsze podziwiałam Cię za wolność i przeciwstawianie się nudnym konwenansom. Bądź więc dalej wolna i sprzedaj w cholerę tę kredytową smycz. I jak Cię znam, to Twoje kolejne mieszkanie będzie równie urokliwe, jak poprzednie, nawet gdy będzie w pospolitym bloku. Całusy spod lasu, GF

  15. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li, syndrom zakończonej wojny dotyka każdego żołnierza. Dopóki była walka, układanie glazury, potyczki z elektrykiem, wybór kolorów ścian, nie myśli się o tym, że niebawem trzeba będzie wyjść z okopów. A jak się w końcu wychodzi, to wtedy widać, że wkoło jakieś kompletne pobojowisko, które mozolnie trzeba sprzątać. Latami. I wtedy chce się zrobić w tył zwrot, znów wskoczyć rowu i nawalać z pepeszy, bo adrenalina i emocje i w ogóle fajnie jest nawalać.Tym bardziej, jeśli ma się naturę zdobywcy.Mnie też coś gna, odkąd dom prawie gotowy…szaleństwo jakieś. A wytłumaczenie zawsze się znajdzie, ZUS, kredyt, US…Cmoki w boki.Anita

  16. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li.Chyba niezbyt jasno się wyraziłem.Oczywiście masz prawo narzekać. A pocieszanie się tym, iż komuś jest gorzej nie leży w mojej naturze. Chodziło mi raczej o to by odnajdywać radość również w tym co się już ma. I niby jest to truizm, a jednak zdecydowana większość zapomina, iż piękne są tylko chwile i trzeba nauczyć się dostrzegać to piękno również w codziennośći. Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż może to brzmieć jak nudne kazanie. Ale będę się upierał, iż trzeba umieć się cieszyć z tego co się ma (co oczywiście nie znaczy, że nie należy dążyć do zdobywania nowych celów).Pozdrawiam serdecznie.Pablo.

  17. Nieznane's awatar grypa pisze:

    Lubię śnić spełnienia cudnego marzenia – cytat ze Złotej kaczki. Czekałaś na to mieszkanie długo, remont trwał i trwał. I to czekanie w sumie najczęściej jest tym, co cieszy najbardziej, ta myśl, co będzie i jak będzie, to dążenie, to wchodzenie pod górę, to zdobywanie. Efekt cieszy, ale już nie tak, jak sama myśl o nim. Emocje opadają i klapa. Trzeba za jakiś czas kolejnego celu – musi być odległy jednak, lecz osiągalny. Moja rodzina powtarza, że trzeba się cieszyć tym, co się ma. Zgoda, ale zapaść w sen zimowy w przytulnych pieleszach to nie wszystko.

  18. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Jadwigo, takich heroin już nie ma:)Jak podasz mi choc jeden przekonywujący powód dla którego miałabym nie sprzedawac kupy cegieł na rzecz innej kupy cegieł, to się nad tym zastanowię:) Dom rodzinny w którym mieszkały kolejne pokolenia to inna historia, choc i tak jest świadectwem tego, że życie pokoleń mija, a on beznamiętnie stoi.A ja właśnie walczę z tym przywiązaniem do rzeczy, ostatecznie mój dom pod gwiazdami to niestety nie zamek nad Loarą. Noblesse oblige, ale nie w tym przypadku:) pozdrawiam i podziwiam!Li.

  19. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Pablo, z całym szacunkiem, ale pojechałeś truizmem:) Mam siedziec cicho i cieszyc się ze swojej sytuacji, bo nie jestem pospolicie biedna?Zbyt proste:)Pomagam jak trzeba, żaluję, współczuję, płacę na dziecko w Afryce, by zdobyło wykształcenie, ale nie będę poprawiac swojego samopoczucia myślą, że innym jest gorzej, więc nie mam prawa narzekac.Mam prawo, bo ciężko pracuję i jest mi coraz gorzej, zamiast coraz lepiej. Pozdrawiam, Li.

  20. Nieznane's awatar jadwiga pisze:

    Wiesz Li, odpowiem Ci tak, i być może chwilę zadumy dam, moje dzieci troje! odeszły wszystkie wykształcone, mój ślubny jest moim drugim, od 19 lat czyli łatwo policzyc ile lat miałam gdy byłam sama, tylko sama, i wyłącznie sama dając jeść pranie sprzatanie i wykształcenie trójce , jak myslisz? nie reprezentowałam wolnego zawodu, pracowałam w socjaliźmie jak setki z nas, dzieci odeszły , masz rację a ja zostałam z czwórka staruszków mieszkających z nami, dasz wiarę? i oni niestety się starzeją, zaczęli odchodzić czasami na moich rekach, a moje dzieci mają wnuki, chowane też na moich rękach po pracy(nie zawsze) czyli perpetuum mobile, nie pozbędziesz się wszystkiego,skoro już masz swoje dzieci, a wolność? iluzorią życia jest, jak już tak naprawdę bedziesz wolna, to stwierdzisz, że wcale o to Ci nie chodziło….a my choć na emeryturach pracujemy ciagle i jeszcze bo dom pod miastem w którym mieszkamy musi ktoś utrzymać, ot proza życia… nie chcę nikogo przekonywać do niczego, pokazuję tylko inną stronę tego samego medalu, oczywiście dom mozna sprzedać i kupić mieszkanie, ale jezeli już w tym domu mieszkało ileś pokoleń, to nie możesz dla własnej wygody ot tak po prostu sprzedać domu, nieprawdaż? ale wiem, wiem, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, pozdrawiam , jak to m,ówił Lec wszystko mija nawet najdłuższa zmija

  21. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    "Luksusowa bieda" … – doskonałe określenie. Skąd ja to znam…. Ale chyba jednak lepsza ta luksusowa bieda od biedy pospolitej. Nieraz się wkurzam, że brak kasy na wymarzony urlop, albo lepsze auto, a czasem nawet na spłatę wszystkich miesięcznych rat, ale zaraz przywołuję się do porządku: bo co ma powiedzieć ktoś kto nie ma własnego mieszkania, nie ma samochodu, nie ma pracy (lub pracuje za minimum),a ma na utrzymaniu trójkę dzieci… Trzeba nauczyć się cieszyć, tym co się ma. Czerpać radość z małych, pięknych chwil. Trzeba nauczyć się cieszyć TU i TERAZ, bo o przyszłość oczywiście trzeba dbać, ale nie można tylko dla niej żyć.Pozdrawiam serdecznie.Pablo

  22. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Karla, Ty to mnie rozumiesz…:* W tym rzecz- kredyty, leasingi, a gdzie w tym wszystkim JA? Chcę byc wolna, wolna! Kilka lat temu nie byłoby problemu, teraz czasy są inne, trudne. A mnie się już nie chce na to zarabiac, chce mi się życ:) całusy! Li.

  23. Nieznane's awatar Karla pisze:

    Li, ŻYJ nie mieszkaj. Za jakiś miesiąc wprowadzę się do m- bez zaprojektowanego ogrodu, bez tarasu, na którym swobodnie mieścili się moi znajomi, bez przestrzeni… ale bez kredytu. Za to święta spędzę w górach, a nowy rok przywitam na stoku.I nikt mnie nie przekona, że zmiana nieba z podmiejskiego na blokowy była błędem. Bo te 2000 raty co miesiąc mogę włożyć w skarpetkę/zabrać córcię na cudne wakacje/wydać u kosmetyczki i masażysty/a nawet przepić:) Bo mogę. MOGĘ:)

  24. Jakie 4 pokoje?Jakie nowe wyzwanie chcesz sobie zafundować?Zrobiłaś – naciesz się. Pomyśl do tych 4 pokoi też coś byś dokupowała.Jak córki pójdą w świat to może 4 pokoje nie będą potrzebne tylko 3…..Daj sobie czasu. Odpocznij bez kolejnych wyzwań. Dogadaj się z prozą życia choć przez chwilę.Jeśli chodzi o termminy: to musiałabyś zmienić zawód żeby nie było do …do …do a i tak wszystkich płatności się nie pozbędziesz.Pozdrawiam

  25. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Jeszcze coś – taka refleksja – myślisz, że cztery pokoje gdzieś tam sprawią, że będziesz szczęśliwsza? Spokojniejsza? Ostatnio porównywałam koszty utrzymania mojego domu z kosztami mieszkania, w którym mieszkałam przed przeprowadzką. Są mniejsze, może nie dramatycznie, natomiast dramatycznie poprawił się standard życia. Zrealizowałas swoje jedno z większych marzeń, masz swój własny dom z kutą balustradą :-) Może teraz tylko nie daj się zdominować marzeniu… Dobrze jest mieć plan B, na wszelki wypadek, ale 4 pokoje gdzieś tam? :-) Głowa do góry! Całuję!!!Kasia (poznańska)PS. Chyba pomyślę o jakimś nicku :-)))

  26. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    calkowita i swieta racjaAniaha

  27. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Ech:) Słodkie życie słono kosztuje:)/Lec/.

  28. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    A z drugiej strony – tak sobie myślę – przecież my nie chcemy jakoś wiele, tylko normalne godne życie. Standard jak najbardziej powszechny na zachodzie, gdzie relacja wykształcenia, zawodu do zarobku jest zupełnie inna. W końcu czy mieszkanie w domu, czy na dobudowanym strychu w centrum miasta, czy kuta pergola, czy zielony trawnik, i jeszcze wakacje, przecież nie wieczne (byłoby miło), czy to naprawdę jakiś luksus? Nie mówimy przecież o rezydenacjach na hektarach, ze służbą, nie mówimy o ubraniach z autorskich kolekcji światowych projektantów, czy letnich domach nad Morzem Sródziemnym czy w Alpach… Zwyczajne marzenia i ich nadzwyczajna realizacja w siermiężnej nadal Polsce. I to jest najbardziej przykre. Kasia (poznańska)

  29. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Grypa, czyli masz objawy choroby moich Rodziców- piękny dom, a oni byli jego niewolnikami.Chyba nie musze Ci pisac, że za kilka lat czeka Cię kolejny kredyt- na konieczny remont…:)Li.

  30. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Jadwigo, no właśnie to optymizmu mi nie brakuje, bo optymistycznie myślę o sprzedaży mieszkania. Jest w świetnym punkcie i na tej transakcji mogę tylko zarobic, nawet po spłacie kredytu. Optymistyczne, prawda? :))A jak znam życie, to znajdę sobie coś "mojego". Poza tym trochę się różnimy- Ty już nie masz dzieci na głowie, a moje z niej ciągle nie schodzą….No i jestem w tym wszystkim sama, jednak brak drugiego pełnego portfela, oj brak;-)pozdrawiam ciepło, Li.

  31. Nieznane's awatar grypa pisze:

    Mam dom i w zasadzie większość mojego życia skupia się wokół niego. Dziesięć lat temu jeden kredyt, dwa lata temu kolejna spora porcja pieniędzy na wykończenie piętra. Dwoje dzieci i chroniczny brak wakacji z powodu braku kasy. Wkurza mnie to, bo tu niby kawałek trawnika, ale tak naprawdę to w zasadzie całe życie skupiło się wokół tego kawałka. Żyjemy dla domu, a dom powinien być dla nas. Mój mąż jeszcze tego nie zrozumiał, a ja czuję się wyskubana z entuzjazmu. Lekarstwem pewnie byłby przynajmniej raz w roku superwyjazd…

  32. Nieznane's awatar jadwiga pisze:

    Dziewczyny, a może macie zbyt duże oczekiwania?uspokujcie swoje głowy, popatrzcie na wszystko z dystansem, szklanka zawsze jest pełna do połowy, mam 66 lat czytam Was od dłuższego czasu, wpisuję się, bo pimimo tej cyfry niestety chce mi się zyć, pracować! tworzyć, cieszyć się tym co mam i na co zapracowałam, w okresie trudnym, a właściwie beznadziejnym, jestem wieczna optymistką i patrzę na życie z usmiechem, patrzę na pędzącxe przez zycie moje dzieci i juz ich dzieci i czesto sie zastanawiam quo vadis domine?

  33. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Poza tym- jak będzie dobrze i odzyskam poczucie bezpieczeństwa, to kto wie do jakich działań będę zdolna, haha:))Li.

  34. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Ingrid, otóż to:) A ile jeszcze miejsc na świecie do zobaczenia! Wkurzyłam się na los, serio serio. I na gospodarkę kraju, i na UE, i na kurs Euro.I jeszcze jestem wkurzona na swoją wiarę, że może byc tylko lepiej, i że zawsze jakoś będzie, i że jeszcze nie było, żeby nie było.Muszę niestety wziąc sprawę w swoje ręce i potem cieszyc się życiem jak kiedyś. Najgorsze to wpaśc w pułapkę prozy życia, bez grama poezji:)Li. (wciąż nie umiem zalogowac się na tym kompie).

  35. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Spełniło się moje marzenie.Mam dom. Dom w stolicy, słyszę śpiew ptaków i mam blisko do miast. No idylla……A za jaką cenę, to już jest inna bajka. Bajka z morałem, którego jeszcze nie chce znać.

  36. Nieznane's awatar ingrid pisze:

    jesli jestes z tym szczesliwa to to jest wlasnie ten sens :)mam 39 lat i coraz wyrazniej dociera do mnie, ze drugi raz nie przezyje swojego zycia;musze sie starac TERAZ dobrze je przezyc; nie chce za 20-30 lat miec poczucia straty i bezsensu;

  37. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Li! Napisałaś dokladnie to, co czuję … budzę sie z tym i zasypiam…mam jakies pieniadz, mam duzo za duzy dom dla dwojga, bo córka poszla w świat i mieszka w swoim, kupionym przez nas mieszkaniu…hmm nie mamy kredytu, nawet leasing już odrzuciłam, bo też mnie dręczyl,że..a jak nie zarobię na niego… auto nowe za gotówkę, a ja i tak wciąż z jakims lękiem…ach, dobiłas mnie tym zdaniem o adwokaturze-nasz przyszły zięć właśnie ukończył pomyślnie aplikację i miałam nadzieję, że już mogę być spokojna o byt młodych, bo tłumaczka na fajne życie pewnie sama nie zarobi, a tu …znowu lęki..może ja nienormalna jakaś jestem:)))pozdrawiam.. .Basia

  38. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Anabell, nie podpadniesz, bo masz rację:*Kasia, pół dnia wczoraj pielęgnowałam kwiaty na tarasie:) Tamaryszek ma śliczną nazwę, prawie jak filiżanka…Ech, no jakoś dam radę, tylko jaki w tym wszystkim jest sens?Li.

  39. Nieznane's awatar anabell pisze:

    Wiem, podpadnę, ale kiedyś pisałam na temat przekleństwa spełnionych marzeń.I niemal zawsze, gdy spełniają się nasze marzenia w zakresie dóbr materialnych, jednocześnie zaciska nam się swoista pętla na szyi.To jest ten paradoks- często mieć mniej to tym samym mieć więcej.

  40. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Też żyję w pędzie, wiecznym niedoczasie. Marzę o nieśpieszności, zatrzymaniu się na chwilę, głebokim oddechu… I nawet kiedy ten moment spokoju nadchodzi, to jest krótki, w tle myśli nerwowe, że przecież powinnam robić to i to, a ja nic nie robię i "trwonię" czas. Teraz w sobotę byłam w Berlinie – bo wcześniej, żeby było ciekawiej w Barcelonie właśnie (tak, tak) zobaczyłam przepiekną spódniczkę, musiałam ją mieć :-), najbliższy sklep tej marki – w Berlinie właśnie. I tam w KaDeWe, takim niemieckim Harrodsie, wsród wieszaków D&G, Burberry, MaxMary i innych uzmysłowiłam sobie, że to całe gonienie przecież nie ma sensu, że zawsze będzie płaszcz czy bielizna, na którą nie będzie mnie stać. Spódniczkę co prawda kupiłam, inną niż tę z Barcelony – okazało się, że w Niemczech akurat tych spódniczek mieć nie będą, ale ta którą nabyłam jest piękna, jesienna, cudowna.Wczoraj się zatrzymałam, nieśpiesznie zrobiłam porządek w różach przy tarasie, zasiliłam je nawozem, poprzycinałam przekwitłe dalie, podwiązałam tamaryszek…A dziś … znowu pęd.I coraz rzadziej wierzę, że to się zmieni. Pozdrawiam! Kasia (poznańska)

  41. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Ingrid, nie chciałabym popełnic "błędu" swoich Rodziców. Taty już nie ma, a Mama została sama w ogromnym domu, i co z tego że dom jest w tzw. dobrym miejscu? Co z tego?! Dojrzewam, naprawdę dojrzewam do rewolucji, kończę w tym roku 44 lata i mam dwie córki, z których jedna za dwa lata chce wyjechac na studia do Anglii… płatne studia, dodam:(Zdominował mnie ten mój dom pod gwiazdami, zamiast jechac na wakacje ciągle kupuję coś "niezbędnego" do domu.A co do mojego zawodu- wieszczę mu rychły koniec, przetrwają tylko najsilniejsi. Obserwuję upadek adwokatury od kilku lat. Potem pewnie się odrodzi, ale ja już nie mam czasu na czekanie.I do rzeczy też nie warto się nadmiernie przywiązywac… ważniejsze jest ciekawe życie. Li.

  42. Nieznane's awatar ingrid pisze:

    odswiezylas znane mi klimaty:niby dobra praca, dobre zarobki, a zycie na tzw. styk; poczucie beznadziei, ze nic sie nie zmieni i zniechecenie;a mialam tylko siebie, dzieci urodzilam po wyjezdzie z Polski;teraz, kiedy odwiedzam Polske raz na 2-3 lata, widze z kazda wizyta, ze niestety jest gorzej tzn. coraz drozej i trudniej;podziwiam Polakow, za to, ze daja rade tak zyc i bardzo chcialabym, zeby kiedys bylo inaczej, bardziej normalnie, zeby wyksztalcony czlowiek za swoja ciezka prace dostawal pieniadze pozwalajace na normalne, godne zycie z wakacjami w tle;pozdrawiam i dobrej, madrej decyzji zycze