Piszę tego bloga dla siebie, dla znajomych, dla przyjaciół i dla ludzi, którzy lubią mnie czytać.
Nie piszę dla sensatek, histeryczek, plotkarek i radiomaryjnych nawiedzonych i niosących misję zbawienia mnie-grzesznicy- ludzi.
Mam ochotę pożalić się na los, to żalę się, ale zawsze z przymrużeniem oka, bo ja tylko śmierć traktuję poważnie, wszelkie inne sprawy można doprawić śmiechem i poczuciem humoru, wtedy smakują znacznie lepiej, a i tracą na ciężarze.
Jest tu w moich Niedyskretach opisany mały wycinek życia, nie piszę jak Samuel Pepys, nie piszę o tym jaka jest moja ulubiona pozycja i że dziś idę na depilację i że wyrósł mi włos na brodzie.
Nie piszę o wszystkich moich życiowych problemach, ani też o intymnościach tylko moich, bo i dlaczego mam o tym pisać?
Wszelkie sądy nade mną wobec niepełnego materiału dowodowego nie mają więc racji bytu.
Nie piszę o wszystkich moich życiowych problemach, ani też o intymnościach tylko moich, bo i dlaczego mam o tym pisać?
Wszelkie sądy nade mną wobec niepełnego materiału dowodowego nie mają więc racji bytu.
Uprzejmie proszę o zapamiętanie tego i najlepiej o powstrzymanie się od czytania mnie tych wszystkich, o których piszę w drugim zdaniu tej notki, z pewnością będą zdrowsi i szczęśliwsi.
Trzeba sobie ułatwiać życie, dbać o unikanie niezdrowych emocji, prawda?
Ja nie mam zamiaru dopuścić do tego, by blog który piszę „z radością, bez myśli przewodniej” stał się dla mnie źródłem przykrości, a co za tym idzie stresu.
Li.
Ja nie mam zamiaru dopuścić do tego, by blog który piszę „z radością, bez myśli przewodniej” stał się dla mnie źródłem przykrości, a co za tym idzie stresu.
Li.

Lubię Cię czytać. Mam świadomość, że tylko w niewielkim stopniu uczestniczę w Twoim życiu. Zgadzam się z tym, że tak powinno być.Osobiście wolałam jak komentarze były na górze.PozdrawiamCzarnawiewiorka
Tak, bardzo chcę przyjechać i uwzględniam to w swoich planach, ale też muszę wszystko sprytnie rozgrać, bo moje urodziny też wypadają w pobliżu tego weekendu, więc sama rozumiesz, że trochę dyplomatycznie muszę zadziałać :-))) Na pewno dam Ci wcześniej znać, karimatę mam, śpiwór też, wino kupię, pomysł na prezent też mam :-))) Miłego dnia!PS. Ja dziś robię dla gości zapiekaną fetę z pomidorami i bakłażany z mozarellą. :-))
To się pakuj w listopadzie i przyjeżdżaj, Kaśka:)Ja jeszcze nie w pracy, kończe robic leczo dla weekendowych gości:) Mam takie wrażenie, że ten weekend pachnie jeszcze wakacjami.
Ja lubiłam czytać komentarze Doriny i innych komentatorów jej pokroju :-) Uśmiechałam się pod nosem i aż mnie ręka świerzbiła, by coś odpisać, ale… ćwiczyłam silną wolę. Zaczynam pracowy dzień od Ciebie (i od kubka kawy), uwielbiam podglądać skrawek Twojego życia, bywasz dla mnie inspiracją (kulinarną też) i co tu dużo mówić – bardzo Cię lubię :-))
mam nadzieję że pisanie nie będzie przykrością – bo jak będzie, to przestaniesz pisać jak Cię znam (z czytania:D) – a ja przestaniesz pisać to mi będzie tego pisania bardzo brakowała – i dzień będzie smutniejszy – i ogólnie będzie niefajnie :Dwięc pisz proszę dalej na pohybel oszołomom a ja idę nadrabiać zaległości :D
Li, jestem Twoją stałą czytelniczką. Uwielbiam Cię czytać. Ania
Ja też uwielbiam Cię czytać, nie uwielbiam komentować, lubię Twojego Leca, Twój styl i nutkę humoru. Pisz dla nas Kochana (też zaczynam się bać tego Li, kochana :)) i dla Twojej radości. Dzięki, że jesteś.
Li, nie przejmuj się oszołomami. Większość z nas jest Ci bardzo życzliwa. Ja uwielbiam Cię czytać. Jest w Tobie radość życia która się udziela. Czytając, przeważnie się uśmiecham. Pozdrawiam!
Radość to najważniejszy powód dla blogowania, w tym mojego. Bez radości z pisania i bycia czytanym (a kto nie chce być czytany i uwielbiany niech pierwszy rzuci kamień) blogowanie nie ma sensu. Nie ma sensu gdy staje się rutyną, kolejnym obowiązkiem czy źródłem przepychanek z czytelnikami. Więc przede wszystkim radość – w włosem na brodzie czy bez niego.
Pewnych ludzi nie zmienimy, mam wrażenie, że to jak walenie głową w mur. Buziaki Agata
Wiem. Ale to nie powinna być blogowa sensacja.A niestety będzie. Bardzo mi Jej szkoda.
Wybacz Li, że tu i teraz ale… Paula odeszła :( [*]
phi, mi też codziennie wyrasta włos na brodzie, nawet niejeden i o tym nie piszę
oczywiscie , chciałam powiedziec , ze mnie nie wymieniasz w drugim akapicie….
Przeczytałam uważnie , kogo wymieniasz i z radością stwierdzam, ze mnie tam nie ma… a więc piszesz dla mnie, co chłonę z uwielbieniem dla Autorki bloga!
Li – olej całkowicie te "dobre rady św. Zyty". Możesz też na jakiś czas wprowadzić moderowanie komentarzy, czym takiej zołzie zrobisz wielką przykrość, bo po prostu jej komentarze nie ujrzą światła dziennego i nikt ich nie przeczyta. A wiadomo, pisze je po to,żeby zabłysnąć wśród komentatorów.
Olewaj! To taka egzotyka jak Sobecka i Prezes. Mam nadzieję, że wejdę tu po powrocie. Wyjeżdżam na trzy tygodnie, nie będę miała netu, nie będę wiedziała co u Chustki i u Ciebie – to będzie trudne. Ale też ominie mnie część kampanii wyborczej – i to będzie miłe :)Pozdrawiam, Li – panistarsza z rzadka się odzywająca, ale wiernie czytająca.
Nie przejmuj się głupotami:))gabi
:)
Szlag_jasny = możliwość wyładowań zewnętrznych.Szlag_ciemny = wyładowania wewnętrzne ;)Li – wal na zewnątrz; zdecydowanie zdrowiej; a może i ktoś coś zrozumie ;) Choć specjalnie bym na to nie liczyła… Buziaki
Ech, Dziewczyny, no bo mnie trafia jasny szlag:))
Dobrze napisane :)
I tak trzymaj Li moja kochana! GF