Kocham Kobiety. Najbardziej na świecie.
Jestem w kilku poważnych związkach, takich co to nie nudzą, interesują, inspirują, dzwonią, obiadują, kolacjują, imprezują, tańczą, wychodzą z kiepskiego filmu, idą na kije, cieszą się że są.
Kocham Kobiety! Są cudownie miękkie i cudownie wredne.
Wczoraj finalizowałam pewien rozwód.
Dziwne to było małżeństwo, sześc lat chodzenia, półtora tygodnia wspólnego życia po ślubie.
Moja klientka, prześliczna dziewczyna już przed ślubem miała poważne wątpliwości, ale presja matki, rodziny, zaproszony wujek z Ameryki, wstyd na wsi- ech… przecież po ślubie się ułoży i „jakoś to będzie”.
Było półtora tygodnia, a potem wyprowadzka i absolutny brak kontaktu z mężem przez dwa lata.
Wylizała rany, wniosła o rozwód.
Na tydzień przed rozprawą mąż zadzwonił z żądaniem oddania pierścionka zaręczonowego i obrączki, niepomny na fakt, że to ona pokryła połowę kosztów obrączek.
Może by to nie dotknęło jej tak bardzo, gdyby nie oświadczenie męża, że obrączka jest mu potrzebna, bo będzie się wkrótce żenił.
Ha! Ech… Moja klientka, prześliczna i subtelna kobieta, zapakowała pierścionek i obrączkę
w pluszowe, czerwone pudełeczko w kształcie serca.
Dała mu je po wyroku i poszłyśmy na kawę.
Tak, zachowała klasę i spokój.
Posunęła się tylko do jednego, malutkiego grzeszku: na zewnętrznej stronie obrączki, dużymi, głębokimi, drukowanymi literami wygrawerowała jedno słowo:S-P-I-E-R-D-A-L-A-J.
Trzeba będzie przetapiac, wypolerowac tego się nie da.
Ech, te kobiety…
Li.
