Spotkałam dawno nie widzianą znajomą.
Gadka-szmatka i odwieczne pytanie: jesteś z kimś związana?
Ależ tak, odpowiadam zgodnie przecież z prawdą.
Z moimi córkami, z moimi kotami, z moim psem, z moim kredytodawcą, z moim leasingodawcą, z moją mamą, z moim bratem, z moimi przyjaciółmi, z moją ojczyzną i orłem białym, z moją kamienicą (miłość do niej jest tak wielka, że ją personifikuję, niech wrażliwcy mi wybaczą).
Tak, jestem!
Jestem związana, tkwię w związkach rozlicznych i absorbujących, tkwię w związkach wymagających miłości, czułości, opieki, pracy, jeszcze cięższej pracy, sprzątania kocich kłaków, psiej sierści, jazdy w środku nocy pod Kraków, by odebrać z imprezy, wstawania porannego dla świeżych bułek i gotowania zupy.
Tak, jestem!
Jestem związana przyjemnością siedzenia wieczorami w knajpach, na koncertach, w kinie, czasem w teatrze, na prezentacjach nowych perfum, pocenia się na siłowni albo degustacji win.
Jestem wolną, białą kobietą.
Nie mam obok siebie w sypialni, łazience, kuchni, salonie pana mężczyzny, więc nie muszę mu prać, gotować, znosić złych humorów, podziwiać sflaczałych mięśni ramion, liczyć się z nim, pilnować, opiekować, gdy za dużo wypił wsadzać do łóżka i niańczyć.
Tak, takie są moje doświadczenia z mężczyznami- pozornie silni, wewnętrznie słabi, opierali się o mnie jak pomidor o tyczkę.
Tak, nie mam już ochoty na prasowanie koszul i wieszanie ich kolorami, nie chce mi się badać DNA tysiąca czarnych skarpetek, by trafić na te do pary, nie chce mi się, cholernie nie chce mi się starać, wyginać w seksowne pozy, zastanawiać się, czy dobrze wyglądam, jęczeć kiedy wcale jęczeć mi się nie chciało.
Nie chce mi się, znalazłam radość w byciu samej, spokój i ukojenie, nie wyobrażam sobie zmiany tego stanu rzeczy. Ze sobą nigdy się nie nudzę, lubię się, kocham się.
I nie wykluczam zmiany, ale tylko wtedy gdy spotkam w swoim życiu mężczyznę, który będzie umiał śmiać się tak jak ja, któremu nie będzie przeszkadzał pies w nogach łóżka, który sam sobie będzie wrzucał koszule do prania, sam będzie je prasował, który będzie czasem robił mi śniadania, na zakupy będzie chodził bez szczegółowej, wymaganej ode mnie listy.
Zakocham się wtedy bez pamięci i wszystkie moje teorie wezmą w łeb.
I nie wykluczam zmiany, ale tylko wtedy gdy spotkam w swoim życiu mężczyznę, który będzie umiał śmiać się tak jak ja, któremu nie będzie przeszkadzał pies w nogach łóżka, który sam sobie będzie wrzucał koszule do prania, sam będzie je prasował, który będzie czasem robił mi śniadania, na zakupy będzie chodził bez szczegółowej, wymaganej ode mnie listy.
Zakocham się wtedy bez pamięci i wszystkie moje teorie wezmą w łeb.
Na razie od siedmiu lat słyszę od swojej mamy, że nie poradzę sobie w życiu sama.
Nie radzę sobie?
Szczęście jest stanem umysłu.
Czasem jestem zmęczona, czasem wątpię w sens przeżywanego dnia, czasem zawodzę się na ludziach, regularnie mam PMS, ale jestem szczęśliwa sama ze sobą.
Udany związek z mężczyzną może być źródłem ogromnego szczęścia, ale brak tego źródła nie jest nieszczęściem, a tylko brakiem tego szczęścia.
Li.

Li, to powinno byc manifestem kazdej kobiety, za to Cie lubie….chociaz musze przyznac, ze bylabym bardzo niesprawiedliwa, gdybym narzekala na mojego meza, nawet pogodzil sie z psem w lozku….pozdrawiam cieplo
Gdy byłam sama (nie samotna) określiłaby się jako szczęśliwą ze szczyptą nostalgii (fajnie jest od czasu do czasu się do kogoś przytulić) Gdy jestem w związku określam się jako szczęśliwą ze szczyptą nostalgii (fajnie jest od czasu do pobyć samemu). Tak więc moje panie i panowie życzę Wam więcej miłych myśli i chyba nie ma tak żeby się zupełnie uszczęśliwić (no chyba, że na odpowiednich lekach na receptę ;)p.s. Mój mąż sam robi pranie swoje i moje, prasuje, gotuje i robi zakupy. I jest to bardzo ok :)
To jest suka, Yo, strach pomyśleć w co ona mogłaby Cię ugryźć jak się wkurzy….:)
(jestem szczepiony)
jak się wkurzę to go ugryzę w dupę
No właśnie, tym gorzej, na mojego psa nie mam żadnego wpływu:)
to Twój pies :)
Tak, tak wiem drogi Yo. Tylko przyjaźń, bo pies jako cordon sanitaire stoi na jej straży:P
i to jest uczucie w szczerej przyjaźni odwzajemnione, droga Li
Wiesz viki, ze mną na ten temat nie pogadasz, bo ja Yo wielbię tak bardzo, że cokolwiek by nie napisał, to ja i tak tam zobaczę to co pragnę u niego przeczytać/ od niego usłyszeć/u niego zobaczyć :))
no żesz…:)najpierw MA NADZIEJĘ, że nie mam kamienia co płomień może rozpalić. potem dodaje, że tak w sumie to pospolity krzemień, a jak u tak niepospolitej kobiety jak ja miałby być taki zwyklak, no pytam się jak?następnie jasno mówi, że nie ma znaczenia czy to my wyprasowane czy koszula na grzbiet, czy ewentualnie które z nas ma orgazm, czyli traktuje nas przedmiotowooj dawno tak mi się nie dostało:)
Za głęboko wchodzisz, Yo.W przeszłość:)
oczywiście, że sprawdziłem, ale nie poczułem empatii w rozdziale o siekierkach
Nie wierzę Yo, że nie sprawdziłeś jaki to unikat:)
Pasiasta to jest pidżama, moja droga Li, a ja jako ewentualny krzemień to jestem zaledwie okrzesany:)
Piotrek, ale Ty jesteś jak krzemień pasiasty:*
viki, ale mam nadzieję, że to nie ten kamień z serca, co iskry w sercach kobiet prószy, a potem płomień rozpala?krzemień, taki pospolity jak większość z nas, tych beznadziejnych facetów, których kobiety udają, że są wyprasowana, a koszule przeżywają orgazm(albo odwrotnie, obie sytuacje są bez większego znaczenia)
kamień z serca,Piotrze, kamień z serca:)
I notka świetna i komentarze :) Od razu humor mi się poprawił :)Własnie wróciłam do domu po 12 godzinach pracy i od szanownego męża odtrzymałam pytanie: a czy jutro mam na obiad dorsza? (bo znów na diecie jest…) Po wyjaśnieniu niejasnego, że mnie w domu cały dzień nie było, a o dorszu mu mówiłam wczoraj że nie ma… wsiadł w samochód (mój zresztą…) i pojechał do sklepu. Przed chwilą zadzwonił z pytaniem – czy są jajka w domu ;)… eh… Dobry on facet, choć niewychowalny (próbuję od dokładnie 25 lat; wczoraj była nasza rocznica). A szczęścia się nauczyłam pomimo niego. NIe dla niego, nie poprzez niego, nie dzięki niemu. Po prostu dla siebie :) Bez względu na wszystko dookoła. Bo to stan umysłu, a nie lustro dla rzeczywistości :)Fajnie, że są kobiety myśłace podobnie :)Uściski zostawiam dla wszystkich kobiet wolnych. I tym w zwiazkach i tych żyjących bez_związkowo.Facetów też ściskam… a co mi tam ;)
viki, tu, jak widzę, jest dwóch Piotrków, ja się nie nabzdyczyłem :)
Li, zawsze można udawać(znów hahah),nowy dowód i powrót do panieńskiego nazwiska załatwia sprawę …..
oj, bo się obawiam, że Piotr mnie opacznie zrozumiał i się obraził i nabzdyczył:)))
Droga auroro, na szczęście mogę zostać co najwyżej starą rozwódką;-)Viki, Karla:* ma rację,każdy przeczyta to co chcę:D
Udawanie orgazmów damskim szowinizmem… Cóż za błysk geniuszu! Dotychczas myślałam, że od wieków jest to w wielu kulturach sposób na przetrwanie. Widać błądziłam.A Ty mmoja droga autorko, jeśli będziesz miała takie wymagania wobec facetów (zwłaszcza brak listy na zakupy) to zostaniesz starą panną ;D
Viki interpretacją się nie przejmuj – i tak każdy przeczyta po swojemu:)
mam nadzieję,że zostałam właściwie zrozumiana, myślę, że większość kobiet chociaż raz w życiu "jęczała" w sensie udawała:)faceci nie mają szans udawać:)
jaki kochanek taki orgazm(y)
Hawajska, Samodzielna kobieto:) oczywiście, że to cnota i dobry uczynek:)))Karla, "wiele hałasu o nic" :)))) dobre! i obawiam się, że w tym towarzystwie tylko Piotrek może rzucić kamieniem ;)
ojtamojtam wiele hałasu o nic:)Nie od dziś wiadomo, że dla miłości można zrobić bardzo dużo… a że uczucie zakłóca zdolność logicznego myślenia to i odgłosy jakby trudniej koordynować, więc kto nie jęczał niech pierwszy rzuci kamieniem:)
w udawaniu to świetne są moje koszule; zazwyczaj udają, że są wyprasowane :)
takie udawanie dla męskiej przyjemności to wręcz cnota i dobry uczynek :-)
Wielkie mi halo, trochę poudawac dla cudzej przyjemności:))
No i widzisz Yo, od razu mamy jasną sytuację:) I pies nie ma stresu…:)
w życiu nie udawałem orgazmu, ale nikt nie jest doskonały – wyganiam swojego psa nie tylko z łóżka, ale i z sypialni
Ale patrzcie kobiety-pisanie o pragnieniu mężczyzny, który będzie sam dbał o swoje koszule w męskich oczach trąci damskim szowinizmem… Prasujesz sobie sam koszule, Mikosz?
No co Ty, Mikosz? Jęczec ze strachu na horrorach, kiedy wcale się nie bałam:PDaleko mi do szowinizmu, tkwię w oparach realizmu:)
"jęczeć kiedy wcale jęczeć mi się nie chciało"Udawałaś orgazmy Li?! – nieładnieStajesz się damską szowinistką i nie jest to najlepszy pomysł na życie…Pozdrawiam Mikosz
Do Chustki – parkiet, nie parapet (na szczęście):)
Piszcie, piszcie, komentarze są lepsze niż notka:)
Li, chyba trochę dorosłaś Kochanie?pozdrawiam czulej
zgadzam się tu ze wszystkim, ja też nauczyłam się już walczyć o "swoje" szczęście i mam tyle na ile wyznaczę granice. Ale to mój mąż robi zakupy spożywcze, tak wiem naraziłam się wielu kobietom, ale to jest możliwe i zawdzięczam chyba to mojej teściowej, bo jej mąż też robi zakupy i lata po marketach, bo coś jest tańsze o 10 groszy. Oczywiście, że już wymyśliliśmy dlaczego ….bo on też musi odpocząć od żony ;-)))). Ale kota mamy dzięki mężowi i tyle na dziś pochwał.elw
Mi też jest dobrze być samodzielną mamą. Mam wspaniałego, kochanego Młodego. Wybudowałam dom, założyliśmy ogród, jeździemy razem na wakacje. Mam przyjaciół, znajomych, przemiłych sąsiadów. W pracy też nie mogę narzekać. Daję sobie radę. Dopadają mnie czasem różne myśli, poczucie, że coś tracę, że to wszystko takie bezsensowne, ale na szczęście te szybko mijają. Pewno – fajnie byłoby mieć Kogoś. Nie byle kogo… takich pełno – facetom wystarczy fakt, że są facetami, a myślą, że każda wolna kobieta się skusi, jakby o niczym innym nie marzyła, tylko o męskich spodniach w szafie. A to przecież nie mogą wisieć byle jakie spodnie, byleby męskie. Nie przy moich pięknych spódnicach i bluzkach :-) Być może moja poprzeczka wisi za wysoko, za dużo być może oczekuję, ale ja, po nieudanym małżeństwie wyciągnęłam nauczkę i wiem, co jest dla mnie w związku ważne i na jakie mogę pójść kompromisy, a na jakie nigdy się nie zgodzę. Dobrze mi. W porywach bardzo dobrze. Czasem gorzej. Ale generalnie – kocham swoje życie. A co ma być – to przecież będzie :-)
:)To miłe widzieć, że są szczęśliwe związki:)
Ja też kocham kobiety, fascynująca wrażliwość, wewnętrzne piękno, rozsypka i samoklejenie – wiecie o czym piszę. Ale dodać też muszę, że jestem szczęściarą – 15 lat małżeństwa i jestem zakochana. To nie jest stan permanentny – mamy tak oboje co jakiś czas, kolejne stany inne od poprzednich – dojrzewamy. Ja się troszczę o niego a on o mnie, może dlatego tak nam to płynie. Nie myślcie, że jestem idealistką – moi rodzice prowadzili wojnę, wiem co to nienawiść w związku. Zdaję sobie sprawę, że jestem naprawdę szczęściarą, czego i Wam, za pośrednictwem bloga wspaniałej Li – Kochane Fascynujące Kobiety – życzę!Agata E.
Tak sobie tu żartujemy , ale problem jest rzeczywiście poważny, dotyczy bardzo często również mężczyzn, którzy mają przy sobie kobiety bluszcze. Nie wiem i nie mogę pojąć dlaczego tak trudno nam się dobrać w dobre szczęśliwe aż po grób pary.Mam kilku fantastycznych kolegów, którzy mają bardzo niefantastyczne żonki.Mogłabym podzielić ich na 3 grupy.Pierwszy typ to faceci mający świadomość wykorzystywania przez ich piękne(?) kobiety, bo takie malutkie, bezradniutkie, i delikutaśne i oni mają misję dogadzania im i przybywania z pomocą na każde skinienie.są ich rycerzami.Drugi typ, to Ci którzy robią dokładnie to samo, ale nawet nie zdają sobie z tego sprawy, jak są manipulowani.Trzeci typ to ci, którzy to widzą, złoszczą się, buntują, ale kobietki tak ich oplotły, że nie potrafią się już z tego uwolnić, często ze względu na wspólne dzieci.Rezygnują ze swojego szczęścia i trwają w tych układach, ulegając emocjonalnym szantażom.Widać w przyrodzie tak już jest, że plusy na ogół przyciągają minusy:)
dziekuje za Bajora, lubie go, zawsze go lubilam, sluchanie jego piosenek przenosi mnie w inny wymiar. Katharisis, tak to chyba musze nazwac. jestem w zwiazku, ale z opinia sie zgadzam, zupelnie. Czasami sie zastanawiam po co narzucamy sobie petle na szyje w postaci zwiazku na cale zycie. Przeciez my sie zmieniamy, druga osoba tez, nic nie trwa wiecznie. Moze kiedys jako spoleczenstwo dorosniemy do tego aby traktowac zwiazki bez oczekiwan, ktore czesto te zwiazki przerastaja. Moze byloby wtedy mniej rozczarowan, kto wie. Niewatpliwie sa zwiazki ktore przetrwaly by nie jedna burze i test czasu ale dla tych ktore sa bledem, moze bylibysmy w stanie te bledy szybciej wybaczyc i o nich zapomniec. W zyciu spotyka nas to na co sobie pozwolimy a nie to na co (myslimy ze) zalugujemy, tak przynajmniej jest w moim przypadku. Wiec ucze sie walczyc o swoje i testuje swoje granice, z wiekim juz nie tak chetnie te granice przekraczam i nie pozwalam innym na ich przekraczanie rowniez.no prosze a mialam pisac tylko o Bajorze. Pozdrawiam z Australii.
Li,spodobało mi się to stwierdzenie:"opierali się o mnie jak pomidor o tyczkę":)))moja była to robiła,a dobra w tym była…ale jak dobrze myślę, to chyba był Twój wybór z kim się wiążesz?wiem, wiem …wszyscy dorastamyaby stać się…no własnie- dziećmi na nowo
o wypraszam sobie.moja kocica nie sika na parapet :>
"na zakupy będzie chodził bez szczegółowej, wymaganej ode mnie listy" to niemożliwe do spełnienia :D pojsc – pojdzie, kupic – kupi: piaty bochenek chleba i dziesiata kostke masla a zapomni o wedlinie i serze. sprawdzone doswiadczalnie na rozmaitych egzemplarzach. podejrzewam, ze to wynik roznic w budowie mozgu. historia o obrączce swietna, muszę ją mojemu eks opowiedzieć :DAniu M. – są dla kotów specjalne preparaty na skołatane nerwy np kalm aid. może pomoze :)
Li, uwielbiam Maleńczuka, a na dzisiejszą nockę dedykuję Tobie i innym Szczęściarom piosenkę, którą troszkę trzeba na nasze potrzeby zmodyfikować;Phttp://www.youtube.com/watch?v=ScFo_hGYKXk
No cóż, z charakteru bardziej chyba do kota, choć póki co nie sikam na parkiet:)
:)Li, myśląc takimi kategoriami, ja jestem podobna do szczeniaczka:)ma 2 miesiące:)i oby jak najdłużej:)
Jesteś podobna do psa czy kota? :))
Trochę mnie znasz – widziałaś już zdjęcie mojego psa i kota:) (przysłałam Ci kiedyś na maila)
A myślisz, że ja bym się nie bała? :)
Jestem redaktorem, mam wprawę:)A tak serio – było bardzo…, chciałam powiedzieć: "przyjemnie", ale przecież czasem było smutno. No i pamiętaj, że najpierw byłam na tym blogu, wiedziałam więc, że wiele rzeczy Ci się uda. Myślę, że fajnie byłoby poznać Cię, choć trochę bym się bała, że się mną rozczarujesz. Już tak mam.
Aniu M, jesteś prawdziwą bohaterką:) Przeczytanie mojego poprzedniego bloga to jest wyczyn:))
Wiesz, kiedy czytałam cały Twój poprzedni blog, gdy dawkowałam go sobie, by za wcześnie nie skończyć, i gdy czytam ten – ciesząc się, gdy zwiększasz częstotliwość wpisów -więc gdy tak czytałam i czytam -to dziękuję, że jesteś, że dajesz mi dziwne poczucie bezpieczeństwa, że tak można, że może się udawać, że można cieszyć się samą sobą. Że to jest możliwe.
Zgadzam się z tym co napisałaś. Można być szczęśliwym z mężczyzną można i bez niego. Bardziej doskwiera nam brak przyjaciół i rodziny niż tego jednego jedynego wymarzonego i … nierealnego.A niezwiązany jest pustelnik na wyspie jednoludnej.pozdrawiam nocną porą
Wiem Li, mam wieeeeele koleżanek:)Ja też się cieszę:)
Viki, a wiesz ile moich klientek żałuje, że za późno zdecydowały się na rozwód? Że ze strachu tkwiły w nieszczęśliwości? Że kawał życia karmiły się złudzeniami? Nigdy nie wróci wczorajszy dzień, nic dwa razy się nie zdarza. Cieszę się, że się rozumiemy:)
Joasiu, tak:) I jest mi zwyczajnie dobrze:*
Li, nas ktoś musiał w szpitalu na porodówce rozdzielić, bo niczym moja siostra bliźniaczka tu piszesz.Ja też zachłystuję się szczęściem bycia sama ze sobą.To piękne i prawdziwe co piszesz:"Udany związek z mężczyzną może byc źródłem ogromnego szczęścia, ale brak tego źródła nie jest nieszczęściem, a tylko brakiem tego szczęścia." Niektóre kobiety tego się boją, nie wierzą, że tak może być i wolą tkwić w jakiejś totalnej bryndzy, niż spróbować żyć samodzielnie.Celowo użyłam słowo "samodzielnie", bo mam alergię gdy kobiety mówią o sobie "matka samotnie wychowująca dzieci". Jaka "samotnie"???? Samodzielnie, no chyba, że nie ma rodziny, przyjaciół, znajomych….Mam znajomą, która chodzi do psychologa, bo nie może znaleźć faceta, płacze, depresja, a ja oddycham pełną piersią i tak jak Ty nie mam ochoty już nic dla żadnego faceta robić, poświęcać, podawać, odstawiać, myśleć, starać się, być perfect :)No chyba, że ewentualnie i bardzo wyjątkowo byłoby to w drodze malutkiego rewanżu:)A że tak jest raczej tylko w bajeczkach, więc cieszę się tym co mam:)
…
jesteś więc w szczęśliwym związku – ze sobą.