Wiem, że niektórzy z Was są ciekawi, jak toczą się dalsze losy Sylwii.
Od dziś jestem matką chrzestną jej córeczki, siłą rzeczy nasze losy nierozerwalnie się splotły- urodziny, komunia, bierzmowanie, ślub- czy tylko mnie ten obowiązek kojarzy się głównie z prezentami?
(Ależ oczywiście, że nie narzekam, choć innych obowiązków jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić).
A u Sylwii jest ciężko, ale dobrze.
Wiem, że jej regularnie pomagacie, to jest wspaniałe! I te paczki z Lego dla dzieci…!
Pewna kochana kobieta regularnie co miesiąc przesyła jej 100 złotych, jakie jest ważne to 100 złotych!
Sylwia się nie poddaje, dzieci są bardzo zadbane i wyglądają na szczęśliwe.
Problem jest jedynie z 16-miesięcznym Sebastianem- z powodu kaprysów genetycznych urodził się z sześcioma palcami u obu rąk i obu nóg. Za miesiąc przejdzie pierwszą operację, a lekarze jeszcze nie zdecydowali czy będą operować tylko jedną dłoń, czy dwie.
Wszystkie palce są sprawne i bardzo zwinne. (A gdyby tak je zostawić, może zostałby pianistą? Jakie miałby wtedy możliwości! A może skrzypkiem? Do dziś chodzą plotki, że Paganini miał sześć palców…)
Jej partner pracuje, ale kiepsko zarabia. Na szczęście są alimenty z Funduszu Alimentacyjnego, opieka społeczna wzięła tę rodzinę pod swoje skrzydła, finansuje dzieciom obiady w szkole, jakoś idą do przodu.
Pisałam kiedyś, w jaką rozpacz wpadła Sylwia, gdy skradziono jej wózek z blokowej klatki.
Dziś usłyszałam dalszy ciąg tej historii:
wózek został skradziony przed południem. Sylwia kompletnie się załamała, była w zaawansowanej ciąży z Martą, a to był wózek Sebastiana. Po kilku godzinach od kradzieży coś ją tknęło i zaczęła szukać na Gumtree ofert sprzedaży wózków. Oczywiście, że znalazła swój, miał charakterystyczne cechy- choćby szelki przepięte z innego wózka. Poszła z tym na Policję, w porozumieniu z Policją zadzwoniła do sprzedającej, umówiła się na oglądanie, Policjant udawał jej męża, a drugi kolegę, który niby przyszedł dla towarzystwa. Sprzedająca mieszkała na osiedlu obok. Na miejscu Sylwia zapytała o pokrowiec, młoda (złodziejki były dwie, 18 i 20-letnie) dziewczyna powiedziała, że ten model nie ma pokrowca, Sylwia wyciągnęła pokrowiec ze swojej torby, oczywiście pasował, Policja zrobiła przeszukanie, znaleźli kilka telefonów, aparatów fotograficznych, dwa wózki, w tym jeden wózek sąsiadki Sylwii z klatki, który zginął w tym samym dniu.
Panienki kradły i zrobiły sobie z tego sposób na życie. Są już po wyroku.
I to jest prawdziwa sprawiedliwość.
Święcie wierzę w sprawiedliwość losu.
Czasem wypycha ją niesprawiedliwość, trudno nam się z nią pogodzić, ale prędzej czy później sprawiedliwość wygrywa.
Li.

Aaaa kotki dwa, niech śpi najlepiej snem wiecznym:)
wiem, wiem:)do mojego komentarza trzeba by dodać: kiedy złe licho śpi;)
viki, nie mam złudzeń i moderację zostawię. Czasem, tak dla złapania powiewu wolności zdejmę te kajdany;-))
no widzisz Li, koniec moderowania = peace & love & ;)*
@ sisi :)*
masakra z tym moderowaniem, chwilowo wyłączyłam, zobaczymy czy czuwa ktoś, aby moderować musiał ktoś;-))
no ewa, buziaczek na zgodę:)) na kamieniowanie dziś nie idziemy:))))))
Karla:))) z charakteru :)
@ sisi – noooo, doooobra, ja nie jestem taka wredna na jaką wyglądam. I poczucie humoru mam. Zobaczysz :)No, COFAM tamto wyżej :)* Bakcyl jakiejś zarazy przeziębieniowej gnębi mnie od dni kilku, to mi może nadwrażliwość włączył :) Ty spionowana, ja pokajana :):))) Ale fajnie tak czasem szturchnąć, i trochę adrenalinki wpuścić w krwiobieg :-)))))
"… a swoją drogą istnieje przesąd, że dzieci upodabniają się do swoich chrzestnych"o rety! nie, nie, nie… u mnie oboje mają wąsy!
buu, to ja pewnie rozumnym nie jestem tylko tym no podgatunkiem rozumnego…homo sapiens neanderthalensis… bo homo erectus to niewątpliwie:))))))) ;), bardzo wyprostowana wręcz postawiona do pinu się czuje:))))
ewa, litości… poczucie humoru podłącz, a co do Li to ja Ją uwielbiam a Ona rozumie, co "sisi ma na myśli";)
Dobra :) Przeczytam jeszcze raz :) Na razie lecę, jak wrócę, to się zastanowię. No, może faktycznie sisi nie ma złych intencji. Może się czepiam, aaaa taaaam…:-)))
ewa, ewa, spokojnie, przeczytaj komentarz sisi jeszcze raz:) a zwrot "niejakiej Kopciuszek" mnie rozwalił:))
Li, uwazam, ze masz swietny plan dlugoterminowy, na jakies dwadziesciapare najblizszych lat :))). Wazna jest pamiec i zainteresowanie, ktore kazdy okazuje tak jak moze i potrafi.
no;) piąteczka Li! :)tak trzymać:)
@ sisi – kurcze, co Ty piszesz ? Co to w ogóle jest : niejakiej Kopciuszek ? ustawiła życiowo ? Coś Ci się pojęcia mylą. Nie za dobrze znam Li, ale pewna jestem tego, że jest DOBRYM ROZUMNYM CZŁOWIEKIEM Z SERCEM JAK STODOŁA.I wypadałoby czasem (tak myślę) ze trzy razy zastanowić się nad tym, co napisze się ten jeden raz.
Na pewno nie będę zastępować jej rodziców, bo ma dobrych własnych, a swój czas wolę poswięcić swoim dzieciom. Ja jakoś tak toleruję tylko swoje dzieci;-)))Ale będę jej dawać okazjonalne prezenty, zapłacę za jej kurs językowy i będę pilnować edukacji. To będzie moja karoca z dynii:))/porównanie z chrzestną wróżka z Kopciuszka cudowne:)))
Li, matka chrzestna niejakiej Kopciuszek, wyciągnęła ją z opresji i ustawiła życiowo nie dzięki wspólnemu spędzaniu czasu tylko sensownemu prezentowi. Czy dzieciaki tak bardzo uwlebiają i cenią wspólne spędzanie czasu z cioteczką, czy wolą konkretny prezent, to dyskusyjne – ale takie zwykłe dzieciaki, jakim ja byłam wolą prezent, bez względu na wszystkie teorie. Amen. Ja jestem matką chrzestną-prezentową, bo z dzieciaczkami nie za bardzo umiem się dogadać, a bawić wręcz niecierpię… ale jako matka-chrzestna prezentowa cieszę się powszechnym uwielbieniem, zwłaszcza ze z pełną premedytacją daję zakazane prezenty…:))) Któż kupi nielegalne żelki albo niewychowawczo sprezentuje troche kasy… cioteczka z piekła rodem:).
jestem poirytowana wpisami Ciotek_Dobra_Rada sugerującymi co Li po_winna robić, bo inaczej to co? będzie czemuś winna? myślę że Li pokazała wielkie serce i duże zaangażowanie w pomoc Sylwii i jej dzieciom, bez Waszych rad drogie Panie, nie będąc matką chrzestną wykazała się dużą empatią i altruizmem, więc co najmniej nie na miejscu jest pouczanie Jej , co ma teraz robić! Myślę, a w każdym razie mam nadzieję, że Sylwia zwracając się do Li o przyjęcie roli matki chrzestnej chciała Ją uhonorować, pokazać jak wiele dla nich znaczy, że jest dobrym duchem tej rodziny, a swoją drogą istnieje przesąd, że dzieci upodobniają się do swoich chrzestnych i to pewnie też by było marzeniem Sylwii:) Li, wyraźnie napisała jak widzi swoją rolę i pewnie wie co jest najważniejsze w tej sytuacji, czy wyjście z głodnym dzieckiem na spacer, czy dziecko z pełnym brzuszkiem bez spaceru z Li??? Wiem od Li, że wiele czytelniczek tego bloga pomaga Sylwii i może w tym kierunku wystarczy kierować swoją energię?A Tobie kochana zabiegana Li, życzę byś miała więcej siły i czasu , by spędzać miłe chwile ze swoimi pannicami, które swoją mamę też potrzebują:)buziaczki:)
Wszystko zależy od podejścia do sprawy. Wielu ludzi jest egoistami. Nie chcą się tak poświęcać, bo odbierają to jako niepotrzebny obowiązek, uwiązanie. Przy podejmowaniu takiej decyzji warto pamiętać, że ktoś kiedyś zgodził się być naszymi chrzestnymi. Myślę, że skoro już zostałaś chrzestną to mimo wszystko od czasu do czasu uda ci się spędzić trochę czasu z Martą.
Ładnie dano: Marta Jolanta, po babciach:)Nie mogłabym odmówić!
Dopiero teraz zastanowiłam się nad tym Twoim byciem matka chrzestną… Jesteś naprawdę Wielka… bo w końcu to ,ze "dziecku się nie odmawia ", to frazes… mogłaś się wymigać na sto sposobów, a Ty …uwielbiany przeze mnie Dziadek był chrzestnym małego …Cyganiątka…za ich ogrodem stanął tabor…urodziło się dziecko..ksiądz robił trudności z chrztem…Cygan przyszedł do Dziadka, ze Jemu to na pewno ksiądz uwierzy…no i tak było…dopisałyśmy sobie do tego legendę, ze wszelka niezwykła wręcz pomyślność, szczęśliwe zbiegi okoliczności, ocalające życie, pomnażające majątek itp – to za sprawa tego trzymania do chrztu.. no w naszej literaturze gdzieś to było…Piast Kołodziej i jeszcze Kazimierz Wielki kumem… hmmm, Li – masz wielkie wzorce:)) no , a jak już plotkujemy- to jak dziecięciu na imię dano???
Porządny złodziej biednych nie okrada. Taki Janosik łupił bogatych i rozdawał biednym. Z tegoż powodu wielbiony jest do dzisiaj. Te dziewczyny tłumaczy młody wiek i początki w zawodzie.A tak poważnie, podłości (bo kradzież jest podłością) i głupoty ( bo sprzedaż trefnego przez internet) nic nie tłumaczy.
Sylwia ogarnia, bo to kobieta walcząca jest. Pomogliśmy jej i dzięki temu się nie załamała. A na wózek zbierała przez kilka miesięcy kosztem wielu wyrzeczeń, dobrze że taka podłość została ukarana. No bo jak inaczej nazwać kradzież wózka dziecka?
Oj, a Dana dziś też pęka ze śmiechu z tego "kawału"…no, cóż, optymistyczne poczucie humoru :DDDDDD
Cholernie mi się podoba historia odzyskania wózka. Bo ja bym chyba siedziała i chlipała w kąteczku, a tu – proszę! – wzorowa postawa. To dowód na to, ze Sylwia "ogarnia".
Li, mysle, ze dla takiego dzieciaka, z problematycznej rodziny, gdzie sie nie przelewa itp, taka mama chrzestna, chocby miala byc tylko prezentowa, bedzie na pewno czyms bardzo docenianym :-) Pozdrawiam
ja z dużej, wiejsko-małomiasteczkowej rodziny na Mazurach. 50 lat temu chrześni dawali słodycze na Wielkanoc, jeśli się ich spotkało, oczywiście. prezenty na komunię i ślub. ostatnio wujek – chrzestny powiedział: "ty juz swoich rodziców nie masz, a ja przypomniał sobie, że ja twój chrzestny, to pamiętaj, zawsze ci pomożemy".gratulacje dla Sylwii, że ją coś tknęło i zajrzała do sieci, na to Gumtree :))) zawsze bardzo mnie porusza, jak po dwudziestu dwu latach wolności policja okazuje się być policją :)))
Do zoo nigdy w życiu. Z własnymi dziećmi nigdy nie byłam i nie będę. Zoo to barbarzyństwo i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.Problem jest w tym, że ja to dziecko będę widywać bardzo rzadko. Czy będzie chciała iść ze mną na spacer? Oto jest pytanie:)Ale będę się starać, choć nie mam dobrych wzorców, moi rodzice chrzestni ani nie byli spacerowi, ani czekoladowo-tabliczkowi, ani prezentowi:)
Tylko mocno starsze dziecko lub młodzież doceni prezenty. Maluszek woli czas. A wziąć raz na lody, spacer, do zoo i będzie najlepsza mama chrzestna pod słońcem. Ja sama mam chrzestnego od którego nie dostałam nigdy nic więcej prócz tabliczki czekolady ale zawsze byla ta tabliczka dla mnie. Mówił że specjalnie dla mnie więc czułam się bardzo wyjątkowo. I tak powinno być.
pewno, ze matka chrzestna prezentowa jest ok :)))rozumiem, ze sytuacja jest troche niezreczna, najwazniejsze jest, zeby o tym dziecku pamietac i okazywac te pamiec (tez poprzez podarunki);ja mam latwiej, bo jestem chrzestna synka mojej przyjaciolki i corki jednej z moich siostr wiec w sposob naturalny moge spedzac czas z tymi dziecmi
Ingrid, ale wiesz.. ja sie z Sylwią nie przyjaźnię, ja staram się jej pomóc, ale w sumie to ona ciągle jest przede wszystkim moją klientką, może w koncu uda nam się rozwieść z mężem ancymonkiem:) Jakoś nie wyobrażam sobie spędzania czasu z jej dzieckiem, bo emocjonalnie nie mam tu wiele do powiedzenia. Będę się starać natomiast być matką chrzestną prezentową i też będzie pięknie. Chyba?
a z wozkiem to sie ciesze, ze sie skonczylo, tak jak sie skonczylo;moze naiwnie, ale wierze w sprawiedliwosc losu (bo z ta ludzka, ustanowiona to roznie bywa)
Li bycie matka chrzestna nie sprowadza sie do dawania li i jedynie prezentow :)jestem podwojna chrzestna i oczywiscie, ze staram sie pamietac o imieninach urodzinach i wyslac jakis drobiazg, ale tak naprawde to kiedy tylko moge, to staram sie spedzac czas z moimi chrzesniakami;dla dzieci, najwazniejszy jest czas, ktory im poswiecamy;jestem przekonana, ze doskonale o tym wiesz, w koncu sama jestes mama :)))
Bój się mnie, bój…..Właśnie odziałam się w białe szaty i lecę na miotle straszyć do Krakowa!
Dana, kurczę, no nie śmieszy mnie, ale ja się śmieję z byle czego;-))I na pewno nie wiesz dlaczego mnie nie rozśmieszył, błagam Cię, bo zacznę się bać:)
Ty mi nic nie mów o listach dzieci do Mikołaja, Gwiazdki, Jezuska , Gwiazdora……Głowa mała:)
Hmm….trudno.Mnie też często nie śmieszą dowcipy znajomych.Wiem, dlaczego Cię nie rozśmieszył i już wysyłam Ci maila, bo…..bo tak:)
Dana, mnie jakoś nie rozśmieszył, hmmm… Ale co Ty tak o tych prezentach? Maila dostałaś od moich dzieci, czy co?
Li, przypominam o prezentach, bo śmieję się z tego kawału już 5 godzin!:)
Oj tam,oj tam:)
To znaczy, że jednak nie jesteś optymistką, Dana:)
Nie wierzę w sprawiedliwość-choć jestem optymistką-ale mam nadzieję, że Twoja chrześniaczka też nią będzie:)