Plan był taki: wstaję rano, od razu jestem wprost przepiękna, patrzę w krystalicznie czyste okno, czuję jak napływa do mnie niesamowite szczęście, robię sobie najlepszą kawę, mleko jak zwykle pięknie mi się spienia, jestem niezwykle zadowolona, prześlicznie uśmiechnięta, wszak życie jest piękne.
A co na to Lec?
Twórzcie o sobie mity, bogowie nie zaczynali inaczej.
Jest tak: wstałam rano bez wrzasku budzika i to była, jak na razie, jedyna przyjemność tego dnia.
Nie spiesząc się, wyraźnie niestety mając na względzie dotkliwie odczuwalne skutki wczorajszego machania nogami, leniwie podeszłam do dawno nie mytego okna, odsłoniłam zasłony i zobaczyłam obfite opady śniegu.
Rzut oka na zaparkowany samochód nie dał mi cienia złudzenia- muszę wyjść z domu przynajmniej 15-cie minut wcześniej i odśnieżyć pojazd rachityczną miotełką (ciągle zapominam o konieczności jej wymiany).
Odśnieżania nienawidzę szczerze, zawsze jestem obsypana śniegiem, przemoczona i zmarznięta (uwaga, zaczyna się irytacja, a kysz, kysz).
Mogła ukoić mnie tylko kawa z pięknie spienionym mlekiem, ale stanął temu na przeszkodzie prozaiczny brak kapsułek do ekspresu. Paniusia zapomniała sobie kupić. Tak jak nowej miotełki. Nie cierpię pamiętać o takich sprawach, nie cierpię!
Mogła ukoić mnie tylko kawa z pięknie spienionym mlekiem, ale stanął temu na przeszkodzie prozaiczny brak kapsułek do ekspresu. Paniusia zapomniała sobie kupić. Tak jak nowej miotełki. Nie cierpię pamiętać o takich sprawach, nie cierpię!
A co na to Lec?
Życie zabiera ludziom zbyt wiele czasu.
Ale przecież ma się ten plan!
Tylko- muszę -o -nim- pamiętać, tylko- muszę -o -nim -pamiętać, tylko- muszę -o -nim -pamiętać…
Tylko- muszę -o -nim- pamiętać, tylko- muszę -o -nim -pamiętać, tylko- muszę -o -nim -pamiętać…
Li.

Tak, zdecydowanie jestem w domu… i dobrze mi :) Dzięki nieustająco za Twoje punkty widzenia…
Odwzajemniam uścisk. :) A teraz wystawiam mordkę na słoneczko!
Aaaaa, no właśnie, znajomo mi coś brzmiało:))) No to niech Cię uścisnę:)
Kuzynką Di :) To właśnie z jej bloga trafiłam do Ciebie.
:-)))) u mnie też padało, a dziś od rana odśnieżałam dobra godzinę, by móc się w ogóle ruszyć z domu:-)Pozawiewało, ale na szczęście jest w miarę ciepło (jak na zimę)
Lepieje:)Lepiej dzisiaj wcinać pączkiniż robotą brudzić rączki!
Witam ciemną nocą. wpadłam się tylko przywitać. zmęczona żem. Po pierwsze, to z racji ciężkiej pracy, której się oddawałam dziś bez umiarkowania. po drugie z tej racji, że pies po powrocie z wycieczki zeszłonocnej wcale nie reflektował na spanie, tylko chciał gadać. Musiałam udawać, że go nie rozumiem. Dopiero gdy pozwoliłam jej spać przy samej mojej głowie, zwinęła się łaskawie w kłębek, ale i tak posapywała obrażona.
Ale kogo kuzynką jesteś kuzynko? :)
Chciałam napisać coś mądrego, ale pozostaje mi tylko oznajmić URLOP, URLOP, JA MAM URLOP – PIERWSZE WOLNE OD ROKU!!! Przepraszam, ale byłam tak zmęczona swoją monotonną pracą, że urlop jest dla mnie zbawieniem… Dziękuję i pozdrawiam wszystkie czytelniczki!! :) Kuzynka z Polski
szkoda :(
chyba się spłoszył:(
Kasia, służbowa poczta na urlopie? To jest karalne! :)
:D czeeeeeeść…:*
A ja tu kurwa mieszkam i jest tak: budzę się rano, odkopuję spod śniegu i przebijam do fabryki.Wychodzę z fabryki, odkopuje się spod śniegu i nic nie widząc przebijam się do domu. Odkopuję dom spod śniegu próbując znaleźć wejście, wbijam się do domu.Rano wstaję…Pozdrowienia z Karkonoszy zawianych śniegiem.
Plan był taki: budzę się rano w hotelowym pokoju z widokiem na Snieżkę. Schodzimy na śniadanie, a potem szybciutko na narty. Potem obiadokolacja w hotelu, potem basen, sauny, kąpiele.Jak było: budzę się rano, za oknem białość, gór nie widzę, świata nie widzę, balkon zasypany, wszystko zasypane. Schodzimy na śniadanie, a potem basen, sauny, kąpiele. To aż dziwne, że nie wyrosły mi błony między palcami i nie wyrosły dodatkowe skrzela do oddychania i łuski na ciele dla poślizgu.A teraz: teraz się w hotelowej kawiarni, załatwiłam służbową pocztę, obok mniej mój Młody, czerwone wino, kawiarniany gwar… i ach… jest mi dobrze… :-)Serdecznie i ciepło pozdrawiam z Karkonoszy zawianych śniegiem :-)Kasia
statler sie pojawil, bo zglodnial, a wie, ze ja o tej porze gotuje :D
eva, to tylko się cieszyć:)
Witam ,ja nie mialam dzisiaj zlego dnia :)
Dana spoko.. Wiesz z tego co wiem, są też i jadalne kwiaty, więc… coś dla ciała i coś dla ducha;-) również Pozdrawiam;-)
Tja… zadymiarzy jak widać- nie brakuje:P
Za to czasami dymi.
Jestem zaszczycona, na papierosa i na mojego bloga, fiu, fiu…Nawiasem mówiąc, u mnie się nie pali.
Przerwa na papierosa.
och, och, kto tu się uaktywnił. Już po szychcie? Obiad zjedzony? :)
Nie ma to, jak proste do bólu myślenie.
pokaż mi kogokolwiek, kto nie ma dziś złego dnia i nie nadrabia miną. Ja się nie liczę :P
ingrid, :DD
Wiem, wiem, różnie można to interpretować, a ja mam chyba zły dzień.Pocieszam się, że" wszystko mija…..":)
Li, Ty zawsze pokazujesz mi zycie z tej jasniejszej strony. Boje sie tylko myslec, co byloby objawem geniuszu :D.
mądre dziecko, co będzie sikać u siebie:)
Dana, a któż by śmiał Cię pouczać:)) Ja inaczej zrozumiałam Jazz, ale wiadomo- co nick, to interpretacja:D
dzien dobry Li! wstalam, sniegu nie ma, ale jest ciemno i zimno za oknem brrrr.ponadto w srodku nocy przyszedl Mlodszy sie przytulic i zostal; rano po obudzeniu sie zaspanym gosem oswiadczyl mi: zasisialem sie!ehhhhhh, zycie
Jazz, wybacz,że spytam prozaicznie: Róży chyba nie zjadła?:)Śmieszą mnie powiedzonka typu:Bóg dał dzieci, więc da i na dzieci.Tylko proszę mnie nie pouczać:) Pozdr!
U ciebie jest dużo prościej ;-))), po prostu plan na dobry dzień i tego się trzymamy.
znałam go wcześniej, acz trochę innej treści. No cóż, samo życie:)
odcałowuję:*
Li czytałaś plan Edyty u Chustki, o rany zamotałam się ;-))) pozytywnie ale zamotałam się.
„ Niemiecki poeta Reiner Maria Rilke przez pewien czas mieszkał w Paryżu. Na uniwersytet chodził codziennie ulicą bardzo uczęszczaną w towarzystwie pewnej koleżanki Francuzki. Na jednym narożniku tej ulicy siedziała żebraczka, która prosiła przechodniów o jałmużnę. Kobieta siedziała zawsze na tym samym miejscu, bez ruchu, jak jakiś posąg, z wyciągniętą ręką, nie podnosząc oczu na osobę, która jej coś dawała.Rilke nigdy jej nic nie dawał. Jego koleżanka natomiast wręczała żebraczce jakąś drobną monetę. Pewnego dnia młoda Francuzka zdziwiona zapytała go:- Dlaczego nigdy nic nie dajesz tej kobiecie?Rilke, ponieważ był poetą, odpowiedział:- Winniśmy darować coś jej sercu, a nie jej rękom!Po kilku dniach Rilke przyszedł ze wspaniałą różą, dopiero co rozkwitłą i włożył ją do ręki żebraczki…i zdarzyło się coś nieoczekiwanego: żebraczka podniosła oczy, spojrzała na poetę, z trudem wstała, ujęła jego rękę i ucałowała ją. Potem odeszła przyciskając różę do serca. Przez tydzień nie było jej widać. Po 8 dniach żebraczka znów siedziała na zwykłym miejscu, na narożniku ulicy. Milcząca i nieruchoma, jak zawsze… Z czego ona żyła w tych dniach, w których nic nie użebrała? – spytała Francuzka.Rilke odpowiedział: – Żyła różą.”Pozdrawiam
Najpierw nas w tym naszym Krakowie zamroziło a teraz zasypie…, ale oby do wiosny
miało być…jest… ale najważniejsze – co będzie:) buziaki Li kochana:)
A ja mam te same plany tylko jakies 2000 km od Krakowa. Powtarzam sobie zycie jest piekne, jest pieknie jest bardzo pieknie i ja jestem piekna i tyle tego piekna ze az…..mam czasem ochote uciec gdzies gdzie jest normalnie.
:*
Moja droga, co jak co, ale plany masz piękne. A, że życie troszkę ;D je weryfikuje to przeciez nic takiego :D