Uparłam się i odpiszę na wszystkie maile, nawet na te sprzed kilku miesięcy.
Nie kopiuję, do każdego z Was piszę osobno, trwa to i trwa, wrócę tu jak będę wolna od mailowych zaległości, bo lekka od wyrzutów sumienia będę szybować w przestworzach.
A obok przecież życie:
– praca niewdzięczna
-życie towarzysko-rodzinne- moja ulubiona kuzynka Adela, z którą mamy wspólnego pradziadka Bazylego (nasze babcie po kądzieli były siostrami) namawia mnie na szukanie naszych hiszpańskich korzeni (prapradziadek był Hiszpanem, Francisco de Navarra, przywędrował do Polski w XIX wieku) i związku z tym wyciągnęła mnie w środę do Teatru Nowego na koncert flamenco, fantastyczny, niesamowity, z przeszywającym, wręcz pierwotnym śpiewem hiszpańskiej Cyganki, cudowną gitarą i takim tańcem, że wszystkie moje kości klekotały wraz z obcasami tancerek.
I czułam motyle w brzuchu, choć możliwe, że to właśnie przebudziły się moje głęboko uśpione hiszpańskie geny.
I czułam motyle w brzuchu, choć możliwe, że to właśnie przebudziły się moje głęboko uśpione hiszpańskie geny.
Za oknem szarości z gatunku tych najszarszych, podbitych deszczem i ogólnym zniechęceniem.
A jednak, jednak przez smog i zimową aurę przebija się już zapach wiosny, mój czuły nos sprowokowany przez donicę kwitnących hiacyntów wywęszył co trzeba i doniósł gdzie trzeba, czyli do mojego spragnionego ciepła wnętrza.
Z wiosną zawsze przychodzi chęć na odrodzenie i sięganie ad astra.
Jakoś przetrwa się tych kilka marnych tygodni… czyż nie tak?
Li.

Ha! Ja sie dzieki NK dowiedzialam, ze równiez posiadam hiszpanskie korzenie. Mój praprapradziadek przywedrowabyl z hiszpanii po wczesniejszym popelnieniu mezaliansu z cyganka. I tak sobie uciekali w dal, az osiedli nad wisla. Nie rozumiem dlaczego ta dal im nie wypadla np. w toskanii. nawiasem mowiac wlasnie robie to czego nie znosze, pisze bez polskich znakow, ale te dziwne angielskie komputery ich jakos nie maja! Skandal!
Ech Li, wiosna i fado, fado i wiosna….Po staropolsku (bo piosneczka z lat ubiegłego wieku) :)- do zakochania jeden krok, jeden, jedyny krok … nic więcej….
U mnie też czuć wiosnę, a w każdym razie tak sobie powtarzam żeby jakoś przetrwać te mokre zawieruchy ;)Klarysa
Nie ma sensu, więc lepiej nie pisz.
Potwierdzam zaangażowanie Li w odpisywanie na maile (mi odpisała nawet 4-y razy) – raz jeszcze dzięki Li!!!Doris:)
czy jest sens tobie cos tlumaczyc?
Przecież się powstrzymałam. Choć z trudem. Oj nawet nie wiesz jak wielkim. czarnawiewiorka
U mnie zalewa.
Czystsze, bo wiatr nareszcie solidnie powiał:)A u mnie pachną hiacynty i dobrze mi z tym:)
Świnia, a nie wujek:P
Li, wujek Google Cię zawiódł?
przebija się zapach, przebija :) i nawet – gdy się przejaśni – Beskid bardzo ładnie z wyższych pięter krakowskich widać, bo powietrze wreszcie czystsze… w sprawie wiosny coś wyraźnie drgnęło!
Filipy mi się pochrzaniły, pierwszy z czwartym :))No i Kapetyngowie, Habsburgowie, o rety:) Joanna Szalona, u nieżyczliwych Obłąkana, to dobry materiał na antenatkę ;-)
ale ja nie Izabellę miałam na mysli ino Joannę Szaloną:)
Czarnawiawiewiórko, błagam, żadnych listów, póki nie odpiszę na te co mi zalegają w skrzynce:)
Filip był Piękny bo w czasach kiedy żył, Habsburgowie nie byli jeszcze tak rozplenieni i nie musieli żenić się pomiędzy sobą.Za Wikipedią:Warga habsburska to termin opisujący prognatyzm żuchwy występujący u Habsburgów.Jest zaburzeniem genetycznym, przy którym dolna warga przerasta w rozmiarze górną, a żuchwa jest często nazbyt rozwinięta.Schorzenie to otrzymało nazwę od rodu Habsburgów, wśród których da się je zauważyć już u cesarza Maksymiliana I (1459-1519), wnuka Cymbarki mazowieckiej, po której według mającej najwięcej zwolenników teorii wargę odziedziczyć mieli prawie wszyscy jej potomkowie. Wargę można rozpoznać na pomnikach grobowych książąt mazowieckich w Katedrze św. Jana w Warszawie. Prognatyzm bez zgrubionej dolnej wargi występuje jednak okresowo już u wcześniejszych generacji Habsburgów (Rudolf IV (1339-1365), stryj Ernesta Żelaznego).Ciesz się więc, że Izabela Aragońska nie przekazała Ci tego feralnego genu, bo szczęśliwie żyła zanim dostał się on w sposób dosłowny do rodziny;-))
Ale przeciez mimo żuchwy ( a może właśnie ze względu na nią) Filipa nazywano Pięknym:) Był jednak nudny jak potrawka z kurczaka. Co innego jego żona! Wydaje mi sie, że właśnie od niej moge pochodzić:)
fascynująca sprawa.
Oj Li miałam do Ciebie listy pisać coby załapać się na osobistą odpowiedź, ale jak widzę ciekawe historie w tych komentarzach się pojawiają więc sie powstrzymam. czarnawiewiorka
ale mam w zanadrzu cudną historię, tylko historia musi zostać poddana renowacji. Mój pradziad Dymitr, syn tegoż właśnie popa, studiował filologię klasyczną na Uniwersytecie w Czerniowcach (Bukowina) i w czasie wakacji pracował jako guwernant u Potockich. A Potoccy mieli w Buczaczu słynna na całą Europę manufakturę jedwabnych ręcznie tkanych arrasów, kilimów, pasów do żupanów. Dymitr dostał taki jeden przyjemny arrasik w prezencie, jakimś cudem przetrwał on wszystkie wojenne zawieruchy, które zawsze moją rodzinę puszczały z torbami, od wojny był u Cioci Janki, bliźniaczki mojego dziadka, a córki Dymitra, a teraz czeka na renowację, trzeba go odczyścić i będzie idealny do mojej sypialni. Jest- o ile można coś zobaczyć spod warstwy wiekowego kurzu- kremowo, różowo-fioletowy i przedstawia sceny z raju. Uwielbiam takie historie! Jak będzie gotowy, to go pokażę:)A co do Habsburgów- ze względu na ich wrodzone wady żuchwy cieszę się, że omijali kobiety z mojej rodziny z daleka;-))
toś Ty ukoligacona nie gorzej, niż Habsburgowie:)
Popatrz, popatrz, a ostatnio wchodzę do pokoju Starszej, zapalam światło, a tu wszystkie żarówki naraz się spaliły:)) To już wiem, skąd we mnie ta moc:)Koncert flamenco poruszył mnie do głębi, chciało mi się płakać, tańczyć, śpiewać i natychmiast jechać szukać korzeni.Ale z drugiej strony prapradziadek ze strony mojej mamy, ale po mieczu był ukraińskim popem:))I to podobno z ogromnym dworem, coś w tym musi być, bo wszystkie jego dzieci skończyły studia, a w XIX wieku to nie było takie oczywiste. I tęskne dumki też mi działają na wyobraźnię, cha cha…:))
Adela ma plan, by tam pojechać i poszukać:) Mamy tylko problem z pytaniem w Navarze o Franciszka z Navarry, chyba ich tam sporo się przewinęło;-)
To prawda- Sefardyjczycy słyną z urody i jest to cecha, którą trudno wytracić w wielopokoleniowym procesie genetycznego dziedzictwa:) Mój przyjaciel, o którym pisałam Ci kiedyś prywatnie, był właśnie jednym z nich. O swoim pochodzeniu dowiedział się, gdy był dojrzałym juz mężczyzną. Pogrzebał, podrązył i dotarł w Hiszpanii do osady, której połowa mieszkańców nosiła jego nazwisko:) Było ono też w nazwie miasta. Zawsze miał ognisty temperament, fado we krwi, a w oczach błyskawice. Kiedy wchodził do jakiegokolwiek pomieszcenia, z trzaskiem pękały żarówki, a kobiety padały bez tchu. Wolę nie mysleć, co taki hiszpański temperament daje w połączeniu z Twoim znakiem zodiaku. Strach sie bać:)
no ciekawe, ciekawe, napisałam tylko, że ktoś zobaczył moje podobieństwo do hiszpańskiej Żydówki, a tu już historia się pisze:) Prapradziadek był podobno szlachcicem hiszpańskim, ale nic a nic nie obraziłabym się gdyby był Żydem, wszyscy moi idole to Żydzi, przezdolny naród:)
Navarra… genialne wina tam powstają. może masz gdzies winniczke czekająca na Ciebie?
Udostępniłem dalej :-)))
Żydzi sefardyjscy zostali wygnani z Hiszpanii i Portugalii w XV – XVI wieku. No chyba, że dziadek długo szedł.
Hej, Li! hiszpańscy Żydzi- czyli Sefardyjczycy wyróżniali się pono urodą -tak więc kobieta wiedziała, co mówi :))) wróciłam z gór wysokich, gdzie tylko śnieg -A TU NA MOJEJ NIZINIE WYRAŹNIE PACHNIE WIOSNĄ! odczytałam blogowe zaległości, poklęłam na trolle :) moja kotka patrzy smętnie, jak za oknem jej ukochany marcuje z jakąs nieznaną nam kotką…serce żal ściska…
u mnie snieg prawie zszedł z trawnika i dobrze, jeszcze tylko troche lodu i będzie pieknie, a tulipany juz maja po dwa centymetry, Wiosna, \Wiosna wiosna, pieknieje cały świat, chce sie żyć, pozdrawiam serdecznie
Bo to na pewno był komplement. O mnie i moim mężu ktoś, jakieś dwadzieścia pięć lat temu powiedział: "O przyszła Ania z jakimś Arabem".
Aniu, przecież jestem, tylko czasem mnie nie ma:PCiekawa sprawa z tym prapradziadkiem Hiszpanem. Pamiętam, jak kiedyś jedna z moich klientek, Amerykanka z NY, powiedziała mi, ze wyglądam jak hiszpańska Żydówka, uznałam to za wielki komplement:))
No, Li, a już się bałam, że zasypało Cie w tej parafialnej kruchcie i że odkopią Cię dopiero archeolodzy (badający wędrówki hiszpańskich genotypów po Europie).No, tęskniłam, no!
no, nie ma siły, mój się włóczy, że hej, wole nie wiedzieć gdzie przyszłoby płacić alimenty;-) natomiast kotka, patrzy w okno ale tylko aby podziwiać panoramę, 2 min po eksmisji, już siedzi na parapecie i smaruje szybę łapami, żeby ją wpuścić do domu.. a pomiędzy tym pląta się psina, która ogólnie jest pomiędzy;-)
hahahha:) no przecież to by było nie do pomyślenia pisać o swoich problemach na blogu publicznie, jejku wejść by było chyba milion na minutę – serwery by padły, trolle porzuciłyby pracę w ferworze wpisywania inwektyw, gospodarka by się załamała, PKB byłoby na minusie:)
Ufff…:)
Moje tęsknie patrzą w okna, tak mi żal,że nie mogę ich wypuszczać! Gdybym miała gwarancję, że nie wyjdą poza podwórko… wiadomo, że wyjdą:(
doobre;-) pozostając w kocim temacie, to stwierdzam, że kotom też się rzuciło na łebki.. mój szlajał się w 30stopniowe mrozy, tak jęczał przy drzwiach wyjściowych, że siły nie było.. no i szlajaczka przez całą noc, poranny powrót, micha, i spanie all day.. a wieczorem powtórka z rozrywki, no i w sumie tak jest do dzisiaj..
Li, przecież to był żarcik:)
Nie widzę również powodu, by karmić trolle cudzym nieszczęściem, problemem czy emocjami.
o nie, viki, tak nie pisz! Maile to maile, blog to blog. Sama dopuściłam do takich zaległości, a nie chcę by komuś z powodu mojego lenistwa było przykro. O sprawach prywatnych na blogu lepiej nie pisać, nie jest to dobre miejsce do zwierzeń.Na maile odpiszę, a do pisania wrócę. Piszę przecież dla przyjemności, a nie z obowiązku, prawda?
Li, świetny ten dowcip:)))Apel do piszących maile- Kochani zobaczcie przez Was nie ma notek, a Li chodzi z poczuciem winy! proszę pisać tu, nawet intymne problemy nas nie zgorszą, przecież tu sami swoi, a i trollom się dostanie troszkę pożywki ;P wiosna póki co nieśmiało wraca, ja już widziałam nawet sznur pingwinów lecących na północ :)))
A propos kotów w marcu:Rudy kocur z trudem przebijający się przez zaspy, z wysiłkiem odrywając swoją zmrożoną męskość od lodu krzyczy na całe gardło:- No i k***a gdzie?! Pytam was – gdzie jest ta pi***a wiosna do k***y nędzy? Co za po***y kraj?! Gdzie dziewczyny, przebiśniegi, świergolenie skowronków?! Choćby ćwierkanie wróbli, choćby krakanie wron – gdzie to ku**a wszystko jest?! A odwilż kiedy wreszcie przyjdzie? Śnieg z nieba na***la jakby ich tam w górze pojebało… Niby ponoć wiosna już jest, k***a – łgarstwo i oszustwo na każdym kroku, ku**a …A ludzie słysząc kocie krzyki, uśmiechają się do siebie, patrzą w niebo i mówią łagodnie:- Słyszysz jak kot się drze? Wiosna idzie… Kotów nie oszukasz…:) (ściągnęłam od Chustki:)
każda pora swe uroki ma, niewątpliwie, nawet zima;-) ale moment przedwiośnia, gdy topnieją śniegi a ziemia pachnie.. właśnie, trudno opisać czym, ale gdy to czuje, krew zaczyna szybciej krążyć.. wtedy rozumiem to tzw "marcowanie" się kotów;-), i tego żadna pora już nie posiada;-) dla tych chwil można czekać jeszcze te parę tygodni, chociaż ja liczę ,że już raczej dni;-) Pozdrawiam