Niedzielny poranek przynosi ze sobą wymuszony ustawowo spokój.
Nawet kawa smakuje inaczej, niby kapsułki z ekspresu, a jakoś tak slow food.
Rodzinna klasa pracująca jeszcze śpi- dziś ma na drugą zmianę. Niespodziewanie okazało się, że Młodsza też chce pracować- i ku mojemu zdumieniu Starsza „załatwiła” jej u swojego pracodawcy rozdawanie ulotek, zachęcających do zakupu towaru na stoisku Starszej, no no…
W związku z powyższym o mało nie padłam ze śmiechu, gdy moja trzynastoletnia córka poszła wczoraj wcześniej spać, by-cytuję: „być wypoczętą przed pracą” i konsultowała ze Starszą swoje zmiany, bo przecież ma na głowie jeszcze trzy godziny angielskiego dziennie.
Dobrze, dobrze, popieram całym sercem i duszą.
W związku z powyższym o mało nie padłam ze śmiechu, gdy moja trzynastoletnia córka poszła wczoraj wcześniej spać, by-cytuję: „być wypoczętą przed pracą” i konsultowała ze Starszą swoje zmiany, bo przecież ma na głowie jeszcze trzy godziny angielskiego dziennie.
Dobrze, dobrze, popieram całym sercem i duszą.
Z plotek donoszę, że nie wyszła mi pierwsza partia ogórków małosolnych, na którą w dodatku byli zaproszeni goście. Przeprowadzone drobiazgowe śledztwo wykazało, że po pierwsze, to wina ogórków- tak twierdzą przesłuchane na tę okoliczność znajome Panie z Kleparza- podobno nikomu w tym czasie nie wyszły, jakieś były felerne, choć szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, dlaczego- na oko wyglądały jak ogórki, a ogórek, jaki jest każdy widzi.
Po drugie, to moja wina- nie można kisić ogórków solą ze zmniejszoną zawartością sodu, jednak nie zjadło się wszystkich kulinarnych rozumów i poważne braki się ma, oj ma…
Po drugie, to moja wina- nie można kisić ogórków solą ze zmniejszoną zawartością sodu, jednak nie zjadło się wszystkich kulinarnych rozumów i poważne braki się ma, oj ma…
Wyrzuciłam więc pięć kilo mojej ogórkowej porażki i wczoraj zrobiłam nową partię, ściśle przestrzegając kleparzowych zaleceń: ogonkami w dół, dużo kopru, chrzanu, czosnku, pieprz ziarnisty, wrząca woda z leciutko kopiastą łyżką soli….. mhmmmmm….. są pyszne- uwielbiam takie „na drugi dzień”, sięgam ręką co parę minut, ogórek plus kawa- najmilsza chwila poranka.
Zabieram się do roboty, w niedzielę uwielbiam sprzątać.
Wieczorem idę do kina i kolejny weekend wakacji będzie już tylko wspomnieniem.
In fine, chciałam sprostować tytuł przedostatniego posta- bo powinno być:
Dzieci się starzeją, a my wiecznie młode.
Zwróciły mi na to uwagę moje córki, twierdząc, że ja nigdy się nie zestarzeję.
Rzeczywiście! Chwilowo zapomniałam, że taki mam plan! :)
Miłego dla Was!
Li.

Nie od razu Kraków zbudowano :D
Aha, na razie dokładam do interesu :D
Moja droga, już czas najwyższy przejść na garnuszek dzieci i pławić się w dobrobycie płynącym z ich apanaży ;D
U mnie też ogórki małosolne rządzą, w tajemnicy powiem, że moja szefowa ukisiła dla nas sporą ilość słoików (dzięki P. Krysiu)niestety kilka z nich poszła jako małosolne, nie dane im było warzyć się dalej….bo języki nam uciekały na plecy na widok tych weków i nikt nie chciał odstąpić od drzwi spiżarni, więc trzeba było otworzyć jeden…drugi….już brakuje mi co najmniej 5 ;)
Już trzeci słój nastawiłam i też lubię takie świeżynki z dnia następnego. Chleb z masłem i ogórkiem małosolnym idealnie pasuje do kawy;)Udanego tygodnia dla wszystkich.
Być może, że były ogórki przenawożone, być może, że zerwane zbyt wcześnie po oprysku p.leśni i jest jeszcze możliwość, że to wina soli, która powinna być solą bez jodu i nie o obniżonej zawartości sodu. Wiesz, ciężko w dzisiejszych czasach robić przetwory, ot co.
Przepraszam :)Ptysiek
oooo właśnie:)))
Ptysiek, komentarze są moderowane, co oznacza, że muszę zaakceptować ich treść- nie wpadają więc w czarną dziurę, a tylko do moderacji. Nie musisz więc pisać ich po kilka razy:) A co do tego przenawożenia ogórków, to niestety masz rację.
Coś mi się pomerdało bo myślałam że poprzedni koment nie doszedł i dlatego napisałam drugi.Sorry-gapa jestem :/Buziaki Ptysiek-Ewa
Aktualne są przepyszne:))
Ogórki nie wychodzą, gdy są zbyt obficie nawożone.Poza tym zalewam zawsze przestudzoną wodą i wychodzą bardzo smaczne i twarde.Buziaki Ptysiek
"rozklabzdrały" – słowo idealnie oddające mierny stan ogórków;-)) Ściskam Cię Jadwigo bardzo mocno!
moje pierwsze ogórki w tym roku się rozklabzdrały, pieknie i dokładnie trzy kilo do smjietnika, narazie czekam na wene aby zrobić ogórkowy nawrót ale nie wiem czy złapięj
Pamiętam:))
Wyrodna:P
Mądra.
ale z ciebie matka pozwalac na pracę takiej małej dziewczynce
I ja pozdrawiam ! Dziś u mnie rzeskie powietrze i wiatr taki jakby za miedzą było morze. Też piję kawę siedzę na tarasie i też wieczorem wybieram się do kina. Tylko holender w zasadzie nic ciekawego nie grają. Li, zaproszenie otwarte :-) pamiętaj :-). Dobrego dnia !!!
:)
Ja tez pozdrawiam, tym razem z kanapy na tarasie. Jakoś jeszcze nie zabrałam się za sprzątanie, dzień taki leniwie piękny… :))
Witam,też zrobiłam małosolne i właśnie piję leniwie kawę, tylko nie przegryzam ogórkami.Lubię czytać Twoje posty do kawusi, a już niedzielna kawa z niedzielnym postem to zapowiedź cudownego dnia.Dzięki.Pozdrawiam serdecznie