Moją bezsenność zaczynam rozpatrywać w kategoriach kary boskiej, zawiniłam widocznie kolorowymi snami
i teraz męczę się pokutą bezsnu.
Boli mnie cały środek, a najbardziej czubek głowy,
magiczne miejsce z przejściem dla myśli w stronę czynu,
mam tam awarię otwierania i przy wejściu kłębi się myślotłum,
tratując mnie od środka.
(Tylko czarne myśli nielegalnie przemycają się przez oczodoły,
już wiem dlaczego ostatnio tak bardzo pociemniały mi oczy).
Muszę, muszę się ratować, znaleźć (samo)rozwiązanie, zrobić rewolucję,
oczyścić umysł, wrócić do korzeni,
bo na razie jestem, a jakby mnie wcale nie było.
Jak wyrwany, nikomu niepotrzebny słonecznik- wspomnienie niegdysiejszego pełnego słońca.
W dzień jeszcze potrafię się śmiać, w nocy umiem tylko się bać.
Czy ja wariuję? Czy wpadam w depresję?
Czy powinnam zacząć szukać pomocy?
Nie umiem sobie poradzić z czymś tak mi nieznanym,
nieprzyjaznym i przerażającym- ja przecież nie umiałam być nieszczęśliwa!
A teraz jestem i czuję,
jak to moje nieszczęście zaczyna zabierać moje życie.
Li.

weź do ręki którekolwiek dzieło Kanta albo chociaż „Ulissesa” – pięć minut i chrapiesz jak stara.
:)))
Jako prosta kobita poradziłabym faktycznie – nie drzemać w ciągu dnia, o ile to robisz, a przed spaniem na przykład pobiegać, albo chociaż szybki spacer – z pół godziny przynajmniej. Potem ciepła herbata, może jakieś ziółko (hmm) albo grzaniec? I coś z ziołowych tabletek na początek, nie chemia od razu. A jeśli nie pomoże, to lekarz. Z braku snu można ocipieć :(
Ps. pogoda wcale nie jest taka zła, moim zdaniem gorzej wpływają na ludzi listopadowe chlapy.
Tak, Li, myślę, że potrzebujesz pomocy. Jak wielu z nas. Jesteś fantastyczną, dzielną kobietą i teraz potrzebujesz pomocy – specjalisty, może farmaceutyków. I przejdziesz przez to i za jakiś czas nawet tego okresu nie będziesz pamiętac. Ciężko czasem przyznać przed sobą że nie dajemy rady, ale to normalna rzecz. Pozdrawiam Cię Li, i ściskam.
Podpisuję się.
I wiem, co mówię – bynajmniej nie z teorii.
Idź do lekarza, kochana.
Z tego co od jakiegoś czasu piszesz jest Ci coraz trudniej.
Widzę progresję.
Samo przylazło, ale raczej samo nie pójdzie…
Li, a co na to Lec? xoxo
Li, w nocy wszystkie koty są czarne.
a mam tak samo… w nocy sie boję, że zabraknie pieniędzy, że zachorujemy i już na nic nie starczy…eeech, że w ogóle dno i mogiła…kiedys -rano to znikalo i bylo O,K….a teraz niekoniecznie…Przejdzie? nie przejdzie? depresja? nie wiem, ale nie lubię juz ani zasypiać, ani sie budzić…nie było mnie przez tydzień…wakacje…i nic nie lepej i ach, serdeczności przesyłam..mam wrażenie, ze tylko tu są jakieś bratnie dusze!
Może pomoże meliska przed snem?… Doris.
A może jakieś ciacho?…..i nie mam na myśli takiego z cukierni:)
Na mnie nie patrz, ja stary suchar jestem. Z istotnymi niedomaganiami co szeroko opisano na zaprzyjaźnionym blogu.
Statler, nie marudź..bo kto jak kto, ale Ty to masz u Li wieczną przepustkę na „wszystko”. Wyobraź sobie ten post na blogu Li, który opisuje jak rozkoszuje się smakiem pewnego ciacha, jak wsadza go do ust… miętosi….jak niegdyś opisane tu oliwki :-))). Poezja jak drut ! ;-)
Li, mam ostatnio podobnie, ale u mnie jest to spowodowane kiepskim stanem zdrowia. Jak mi dobrze fizycznie, psychika daje radę od jakiegoś czasu.
Może naprawdę spróbuj porozmawiać z psychiatrą. Jakimś dobrym, takim który pomoże Ci ustalić czy to po prostu zniżka nastroju spowodowana okolicznościami (także pogodowymi – brak słońca bardzo się odbija na nastroju), czy coś więcej.
Trzymam kciuki za Ciebie.
No.
Kochana tu już tylko masaż erotyczny widzę pomocny będzie albo jakaś szalona balanga po której strach rano uchylić oko…coś jak Kac Vegas:)
A fundujesz sobie drzemki w ciągu dnia?
Mam to samo, dramatyczny spadek energii, przygnębienie, bezsennośc, lęk. Z tym, ze ja znam przyczynę. Plus zima, plus brak słońca, plus brak pomidorów w diecie.
Próbuję sobie pomóc oczyszczając przestrzeń wokół siebie, wywalając niepotrzebne rzeczy, oraz ciesząc oczy kwiatkami. Na chwilę pomaga. Może uda się dotrzymac do wiosny. No i wymierzyłam sobie bezwzględny zakaz drzemkowania w ciągu dnia. Godzina z zamkniętymi oczami na kanapie- równa się calutka nieprzespana noc.
Trzymaj się. Może samo minie, a jak nie, to trzeba do dochtora.
Jest dobrze bo …. jesteś cała, bo cudne córki, bo fajne mieszkanie, bo ładny uśmiech, bo dżungla na balkonie /będzie/, bo małe zoo w domu /jest/, bo znajomi, bo w porzo kraj /no, mógłby być Pakistan/ i mogę tak jeszcze długo, ale ręce mnie już bolą :)
A słoneczniki są zawsze komuś potrzebne, spoko.
Za dużo kawy? Oxazepam nie jest zły.
Chyba jednak lekarz byłby najlepszy…
Uściski.
słońca potrzeba.
termoforu i czegoś nowego.
chyba.
:*
I uważaj na siebie w drodze na lotnisko !
Może rzeczywiście. Może rzeczywiście potrzebujesz wspomagacza przeciwlekowo-nastrojowego. Zapisano mi kiedyś escitalopram. Kilka pierwszych dni w jego nieustannym towarzystwie jest trochę trudnych, ale kolorowe, bardzo interesujące sny utrzymują się długo. No i więcej się śpi, tj. nie budzi się człowiek nad ranem. Trzeba tylko uważać ile się je.
Li, ja nadal uparcie twierdzę, że duża w tym zasługa pogody. Na dzień dobry znowu przeciwbólowy. Jak chcesz, to dam Ci namiary na miejsce gdzie uleczysz sobie duszę :).