Wyjechałam na popołudnie, bardzo daleko bo w głąb siebie.
Weszłam w poplątane ścieżki duszy, pełne sprzeczności,
rojące się od lęków i marzeń, strachów i odwagi,
wiarybraków i bezczelnego przekonania o własnej wielkości.
Przebiegłam przez most nad rzeką Oczekiwań,
pobłądziłam w ogrodzie starych miłości,
stanęłam pod figurą św. Antoniego i poprosiłam,
by mi pozwolił znaleźć, to czego ciągle szukam,
a czego nie mogę znaleźć, bo nie wiem co to jest.
Są takie dni, gdy nie wiem czego chcę.
Niby leżę w łóżku, a nie leżę, niby odpoczywam, a nie,
niby mam humor, a nie mam, oby to były te cholerne hormony!
…
Zrobiłam kolejną próbę pokonania ciasta drożdżowego,
kolejny raz mi nie wyszło.
To moje kulinarne Waterloo, porażka ze zrujnowaną kuchnią w tle.
Bułeczkami z cynamonem mogę zabijać wrogów, takie są ciężkie.
I nawet nieudane ciasto drożdżowe może być odniesieniem do życia,
raz lekkie jak puch, raz ciężkie jak kamień.
Kto mnie pocieszy? :)
Li.

Witam! Ja jestem prawie totalnym beztalenciem kulinarnym ( pierwszy placek upiekłam, gdy miałam 21 lat – teraz mam 28 ), ale placek drożdżowy mi wychodzi. Jest bardzo prosty przepis na ciasto drożdżowe pt.” Drożdżowe dla leniwych „. Polecam spróbować, a powinno się udać. Powodzenia
Li, czy cudza pierdołowatość w kulinarnych rejonach może Cię pocieszyć?
Do ciasta drożdżowego nigdy nie zrobiłam podejścia. Moja kulinarna kariera nie rozpoczęła się najlepiej – w wieku lat wczesno-kilkunastu zrobiłam pizzę z… mączką ziemniaczaną (to prawie jak mąka, prawda? ;P ) A potem nie było jakoś specjalnie lepiej ;-)
Li mistrzem zakalca jestem JA i nie dam sobie tego tytułu odebrać :) o tak łatwo ci nie pójdzie ze mną na tym polu.
Daj mi przynajmniej zakalcowo pomistrzować w Krakowie:)
Ja z kolei nie potrafię upiec biszkoptu. Za cholerę. Wypróbowałam wszystkie przepisy (w tym oczywiście mojej mamy, której udaje się zawsze ale to zawsze), zrzucanie blachy, białka osobno, białka razem, mieszanie w prawo albo w lewo – nie ma szans, nie umiem i koniec. A drożdżowe wychodzi mi zawsze – może rzeczywiście zabijasz drożdże? Ja pod koniec wyrabiania rzucam ciastem – z impetem, z dość dużej wysokości. Fajnie się napowietrza wtedy:)
haha, chciałam walnąć o blat, ale to kurde ze złości :P
No i trzeba było – złość akurat tamu ciastu pomaga, nie szkodzi;)
Li… a próbowałaś tego drożdżowego, które rośnie w lodówce? Nie znam nikogo, komu by nie wyszło. Wprawdzie ortodoksyjni piekarze spluwają trzy razy przez lewe ramię, bo to jednak herezja, ale… herezja pyszna, rośnie wielce i wysoko. To jak? Podać przepis?:)
Podać:)
drożdżowe potrzebuje spokoju, czasu i cierpliwości…z niczym nie przyspieszać! Cierpliwie wyrabiać…potem czekać (cierpliwie) aż wyrośnie, a następnie (cały czas cierpliwie) czekać aż podrosną uformowane bułeczki…a wszystko w ciepełku…
to piszę ja, autorka sobotniego najzakalcniejszego piernika na świecie… :)
:) no cóż, trzeba będzie zacząć promować zakalce:P
Li moja mama ma taką magiczną michę z jakiegoś ware – wkładasz wszystko łącznie z zaczynem rozrobionym wcześniej, zamykasz michę,robisz michą kilka kółek, wkładasz zamknięta michę do bardzo ciepłej wody na 20 minut (do wyrośnięcia ciasta) i reszta zależy od piekarnika – mój ostatnio odmawia posłuszeństwa i i tak zakalec to ostatnio jedyny rodzaj ciasta jaki można u mnie dostać ;-)
Li, mysli moje przekladasz na slowo pisane ! Ni w te , ni we wte ostatnio u mnie tez..Slonca, ciepelka i wiosny brak !
Zabawne, ja dzisiaj, po raz pierwszy w zyciu, zabralam sie za drozdzowe wyroby…Paczki – podejscie # 1
Da sie zjesc , dzieki nadzieniu z malin i cytrynowej polewie. Moze ciasto pomiedzy nadzieniem i glazura bedzie jutro lepsze ? Moze dojrzeje jak Krupnik , Bigos lub Mazurek ? Na drugi dzien najlepsze ?
Popieram przedmówczynie:
– drożdże muszą mieć otulinkę letnią z lekkim przechyłem w stronię ciepła (czy to mleko czy woda, zależy czy ciasto słodkie czy na pizzę), ani za zimne, ani za ciepłe, tak, że wkładasz paluszek do mleczka i czujesz przyjenne ciepło, a jednocześnie nie wyciągasz z wrzaskiem palca z wrzątku
– najlepiej drożdże świeże, koniecznie z dobrym terminem przydatności
– po wyrobieniu ciasta trzymać w ciepłym miejscu ( u mnie to jest miseczka przykryta szczelnie ściereczką i nakryta poduchą i kocem.
– w pomieszczeniu nie może być przeciągów, zimnych powiewów wiatru
– absolutnie nie otwierać piekarnika w trakcie pieczenia
– spróbuj od najprostszego placka drożdżowego bez żadnych dodatków (rodzynków, cynamonu, owoców)
– mąka dobrze spulchniona, najlepsza jest typu 500.
Próbuj, to jest takie ciasto, że można piec 200 razy i wyjdzie dobrze, a za 201 razy nie wychodzi.
Powodzenia! :*
Sztokholm, 22 lata temu. Zachciało mi się bułeczek drożdżowych z jagodami zebranymi w pobliskim lesie. Nie miałam przepisu, szwedzkiego nie znam. Coś mi majaczyło o zabiciu drożdży, więc zalałam wrzątkiem. Gdy upieczonymi bułeczkami mogłam zabić latające w pobliżu mewy, przypomniałam sobie, że te zabijane drożdże miały związek z ratowaniem podupadającej urody moich starszych koleżanek. Podejście numer dwa: ciasto drożdżowe wylewające się z miski, potem z trzech misek, zalewające kuchnię. Podejście numer trzy: nic się nie wylewa, bułeczki pięknie rosną. Po wyjęciu z piekarnika robią się płaskie jak pita i nie do zjedzenia. Podejście numer cztery: rosną, piekarnik, wyjmuję, nie opadają, są pyszne. Nigdy więcej nie próbowałam zrobić, kupić zdecydowanie łatwiej :)
Pamiętam,że ściągnęłam triki z 3 książek:
1)mleko nie za gorące,żeby nie zabić drożdży
2)żółtka odrobinę posolić,żeby wzmocnić kolor
3)mąkę koniecznie przesiać-włazi więcej powietrza
4)długo wyrabiać,i to tak jakbyś chciała dać Młodszej klapsa za zbyt wysoki rachunek;-) -serio,znów chodzi temu ciastu o powietrze:-)
mi tez drozdzowe nie wychodzi :-( nie uznaje tych cudownych sprzetow kuchennych a dlonie mam slabusie, nie nadajace sie do wyrabiania ciasta drozdzowego :-( a kocham drozdzowe wypieki
czy cudza niemoc moze pocieszyc… ?
Trzeba było upiec je wcześniej. Postrzelalibyśmy nimi z procy z Twojego tarasu albo zagralibyśmy w bule.
Gdybyś spróbował moich bułeczek, to byłby koniec znajomości:D
Spaliłabym się ze wstydu :D
Przecież konsumpcja nie jest obowiązkowa. Bułeczek znaczy.
za to chorowity…pocieszam?
jeszcze bardziej pogrążyłam się w rozpaczy widząc Twoje szpilki :P
nigdy nie robiłam ciasta drożdżowego. i mój weekend tez był spokojniejszy..
ze tak rzeknę…leżakowy
Depresyjnie mi jakoś, więc marna jestem pocieszycielka, ale kocham Cię, o!
Jakoś mi tak miło, że ktoś mnie kocha, chyba poczułam się głodna.
To głód miłości,
może przez te nachalne walentynkowe szaleństwo;-)
Jeszcze nie zauważyłam kwestii walentynek – może przez to, że dwa dni wcześniej mam urodziny:)
Cieszę się, że jesteś. Świat z Tobą jest lepszy.