Mijają mi te noce i dni tak szybko, że ich pęd zauważam dopiero na blogu. Jak to możliwe, że nie pisałam osiem dni? W domu szaleństwo, Karolcia lada moment wylatuje, Gusia w ostatniej klasie gimnazjum, Kara po biopsji, Masza kłóci się z Szarym do kociej krwi, ciągle coś jest niewyprane, odkurzacz pokrywa się kurzem, rośliny na tarasie umierają stojąc, a moja możliwość ogarnięcia wszystkiego jest szczątkowa i na granicy przetrwania.
Jestem zmęczona, marzy mi się tydzień poza cywilizacją, ale kiedy, kiedy?
(W samo południe jadę do Kielc, a biorąc pod uwagę charakter toczącej się przed tamtejszym sądem sprawy jest to wyjazd poza granice cywilizacji, niestety. Tylko białej plaży i lazuru morza brak).
Pociągam łyk kawy, dzień czas zacząć, nie marudzić, nie narzekać, tylko cieszyć się zaokienną szarością i żółcią liści, jeszcze tak nie było żeby nie było.
Posadzę sobie kilka wrzosów na tarasie.
Li.

Trzeba było wrócić przez Busko. Ogród z pysznymi śliweczkami i jeżynkami,orzeszki pyszne i drzewka szumią..:)
U mnie nadal lato, jeszcze nie czuć jesieni, choć niektóre drzewa (ale maleńko) otrząsają się na żółto. Ale dla mnie nic nie ma ważniejszego od tego,że mam wreszcie u siebie moje dwie najukochańsze dziewczynki (tylko dwie, trzeciej nie). Ale czuję potężny dmuch w skrzydła, Będzie coraz lepiej!
lepiej mieć burdel w pokoju, niż pokój w burdelu ;) (z netu) ty sobie nie wyobrażasz jaki ja mam syf w chałupie, że o podlewaniu nie wspomnę, jakaś masakra w tym roku z suszą. w poniedziałek córa ma pierwszą klasówkę u pani żylety a ja zdycham na zatoki. powinnam jutro nadgonić remont u sąsiadów :) że o remoncie w naszej starej chacie nie wspomnę. jakoś po woli ogarnę ten meksyk, póki co idę tarzać się w papierze do smarkania :)
co tam dywan, grunt, żebyś Ty nie pokryła się kurzem :) a ja czekam na chryzantemy, bardzo je lubię.
Jak to kiedy? Termin znasz. Do sanatorium jeździ nawet młodzież.
statler, z Tobą to i na koniec świata, ale akurat w TYM terminie nie mogę:(
Hej Monika, fajnie ze znow cos napisalas :), czekalam i czekalam na jakas notke.
Ten poczatek szkoly to powrot do rutyny po wakacjach, ja tez jestem zalatana, duzo pracy, wczesne wstawanie, zakupy, koty itd.
Ale staram sie dostrzegac piekno w drobiazgach… zawsze kochalam wrzesien z tym jego specjalnym swiatlem i mglami… W czwartki jest tu taki maly eko-market i tam udaje mi sie kupic piekne jesienne bukiety z astrami i slonecznikami – a tu to nie nie latwe, uwierz mi, to nie tak jak na Kleparzu :( – i patrze na nie codziennie w kuchni :)
Wczoraj przywiozlam maliny i jezyny oraz bukiecik maciejki z dzialki i to jest moj raj :)
Jade do pracy rowerem przez park i spiewam Susana :))
Buziaki z cieplego Dublina :)
PS. I w koncu udalo mi sie zdac egzamin na prawo jazdy!!! YES!!! :)
PS. 2 A same Kielce tzn centrum jest naprawde ladne :). Wypij tam kawe na tarasie, bede myslami z Toba, kochana :)
tez tak mam (ten ped dni)
i tez wrzosy potrafia mnie ukoic (moge sie nimi tu cieszyc na ogromie przestrzeni ;-)