Dawno nie słyszany szum zmywarki koi moje uszy
i daje nadzieję na rychłą likwidację skamieniałego stosu garów,
rosnącego szybciej od chęci jego ręcznego umycia.
Zepsuta zmywarka to domowa katastrofa,
zepsuty piekarnik to już apokalipsa.
Moje domowe sprzęty weszły w pogwarancyjny wiek psucia się,
chorobę naszych konsumpcyjnie nastawionych czasów,
gdzie i małżeństwa, i miłości i sprzętów AGD nie opłaca się naprawiać,
bo przecież lepiej zamienić je na nowszy model.
Naprawa zmywarki, za którą cztery lata temu
zapłaciłam ponad dwa tysiące złotych,
kosztowała mnie złotych sześćset i komentarz,
że i tak długo chodziła na jednej i tej samej pompie.
Ceny za naprawę piekarnika jeszcze nie znam,
ale nie spodziewam się niczego taniego,
skoro zaliczka na części to trzysta złotych.
Ale naprawię, bo należę do opcji „naprawiaczy” – świata, siebie i uczuć.
…
Te Święta są mi obojętne,
choć mam rzeżuchę w żółtej doniczce i babę z rodzynkami.
Jestem zmęczona, chcę wejść do łóżka, wyspać się, poczytać, pokokosić,
ponudzić, popieścić koty, pomaseczkować, poleżakować w pianie,
poniespotykać się z nikim, zwyczajnie pobyć w domu i cieszyć się spokojem.
…
Dzieci zostaną ze mną do niedzieli, a potem pojadą do babci po mieczu,
gdzie jajka wielkanocne będą zwisać z każdego możliwego miejsca,
mazurków będzie ze sto,
stół będzie się uginał od jedzenia,
będzie gwarno i rodzinnie,
(równowaga w przyrodzie zostanie zachowana).
…
Ale chcą ze mną zostać,
mimo mojego subtelnego wypychania ich do babci już w sobotę.
Kochamy się, jakie to jest ciepłe uczucie.
I dzięki temu wybaczają mi świąteczne braki,
najważniejsze, że w domu jest ciepło.
Te wszystkie kurczaczki, święconki i kolorowe jajeczka
są tylko mało znaczącym symbolem,
generującym w sklepach tony zakupów,
i podnoszącym wartość PKB.
…
A miłość nic nie kosztuje,
mimo, że jest produktem de luxe, z najwyższej półki,
każdy może ją mieć.
I dlatego pewnie jest najbardziej zaniedbanym produktem świata.
Kochajmy się więc, kochajmy, przytulajmy, całujmy i…;-)
Chrzanić całą resztę, ze świąteczną ćwikłą na czele.
…
Spokojnych Świąt!
Li.

Ja w tym roku mialam tak samo :) – nawet bez koszyczka. Z dziecmi umalowalismy jaja w sobote i upieklismy dwa ciasta w niedziele… Za to dzieci sie wybawily a ja nie przytylam ;)
radosnych świąt LI ;)
:* Pstrusiu!
Słodkiego, świątecznego lenistwa życzę dojadając mazurka w łóżku… o ludzie chyba nadeszła starość łóżko służy mi tylko do spania i jedzenia :(
ojtam, spanie i jedzenie to też przyjemności;-) A o ile mniej męczące? :D
marzę o świętach takich jak Twoich ,leniwych ,spokojnych,miłego leniuchowania,a mi padł expres do kawy ot co:)
A ja właśnie cieszę się podwieczorną latte:)
Zatem, cudownie leniwych Świąt życzy Ewa, która Twego bloga czyta, ale rzadko się odzywa :)
Ja to się dziwię, że jeszcze ktoś mnie czyta…:)
Ano, czytam cichutko od poprzedniego bloga, na który trafiłam „googlując” jakiś przepis, chyba na tartę :)
Wszystkiego dobrego, Li! Odpoczywaj.
Tobie też!
no cóż to tak jak u nas, nawet koszyczek jakby skromniejszy w tym roku tylko jajka i wydziergane kurki robiły za czapeczki, sernik upieczony, żurek już się gotuje no i tradycyjna jarzynowa sałatka i to wszystko w ofercie świątecznej reszta to relax !!!
:) I tak już po Świetach…!
Juz myslalam, ze to ja napisałam… Tylko płeć dzieci się nie zgadza.
Zaraz tam ostracyzm! Zarobieni wszyscy są, jak to przy Świętach:)
Ja, ja jestem zarobiony. Ucieram babę.
Tylko żeby mi była puszysta!:D
Wiadomo. Baba musi być puszysta.
Puszysta i słodka:P
Moja Droga, pisząc, że nie wypiekasz bab, mazurków i sękaczy, nie krasisz pisanek (choć ze dwie mogłabyś ;D), a także, że nie zamierzasz celebrować nadchodzących świąt, naraziłaś się, jak widzę, na ostracyzm. Nikt nie życzy Ci wesołych świąt. Wobec tego ja podzielę się z Tobą radosnym Alleluja :D