Deszcz resztkami sił trzyma się krawędzi szarych chmur,
napinając do granic wytrzymałości próg bólowy w mojej głowie.
Powietrze lepkie i gęste od oczekiwania na ulgę,
plącze moje palce w bezproduktywnym stukaniu w klawiaturę.
Siedzę w pracy przy oknie z widokiem na szarość
i marzę o zapachu mokrych liści.
Odrętwiały umysł zdolny jest
li i jedynie do czynności ratunkowych,
piję więc kolejną kawę
i czekam.
Li.

Na szczęście już środa, a jak pamiętam-„Środa urody doda”. Biegnę do lustra:) ( a u mnie ani kropli deszczu od tygodni, o ile nie miesięcy).
Wpadłam się uśmiechnąć:)
:) To śmiejmy się! Cześć Rybciu, fajnie Cię widzieć!