„Jeśli chcesz doświadczyć dobra, to zamiast skupiać się na problemach i przeszkodach, możesz skupić się na rozwiązaniach i docenić dobro, które jest ci już dane. Oddech. Sprawne ręce i nogi. Wygodne łóżko. Dach nad głową” . To cytat z Agnieszki Maciąg, żal tak pięknego człowieka, żal.
W dniu gdy zrozumiałam, że życie jest tu i teraz i że nie ma sensu gromadzenie, odkładanie i długofalowe planowanie poczułam wolność.
Nie interesuje mnie już nic innego poza życiem mojego życia.
Dbam, by było dobre, ciekawe, intensywne i kolorowe.
Tego chcę całą sobą.
Emocji, ciepła, ludzkiej życzliwości, wiatru od morza, dobrej oliwy, przyjaciół i radości. Mam w swoim kręgu wspaniałych, twórczych, ciekawych ludzi.
Inspirujemy się wzajemnie, dajemy sobie wsparcie i śmiechem zabijamy zło.
Dlatego problemy rozwiązuję, złości nie kumuluję, wybaczyłam każdą krzywdę, szybko się wściekam, otwieram wentyle, krótko wybucham i dobrze śpię (mimo wszystko jestem Skorpionem, haha).
Moim jedynym życiowym celem jest być sprawną, sprawczą, dobrą i pogodną.
Nigdy, nigdy nie dopuszczę do zgorzknienia, nigdy!
Nie będę sobie niszczyć reszty mojego życia konsumpcją, myślami o lepszym aucie, czy kredytem na mieszkanie dla dzieci.
To moje życie i będę je przeżywać tak jak ja chcę. Na moich zasadach.
Kocham moje córki nad życie, ale doszłam do granicy opiekuńczego macierzyństwa, teraz jestem pierwsza dla siebie.
I nic i nikt tego nie zmieni, bo mam 58 lat i bardzo chcę żyć.

Buongiorno… Ti stanno aspettando*, napisała mi moja włoska sąsiadka Elia.
Li.
*Czekają na Ciebie.

Doceniam! ( a szczególnie teraz, gdy minął miesiąc od katastrofy na pasach, a ja znowu chodzę! Co z tego, że narazie o kulach, ale chodzę!).I nie żałuję sobie przyjemności, prezencików, czułości i uwagi! Twoi włoscy stęsknieni – cudnej urody! Basia
Basiu, zdrowia!!!
Piszę jeszcze raz, bo mi zjada komentarze.
Madre, piękne słowa. Czuję klimat, zwłaszcza odkąd kupiłam moją wleńską ruderkę. Było mi to potrzebne. Ale z tym wybaczaniem- no kiepsko mi coś idzie🤷♀️.
buziaki
Puść, Kaśka, puść. Odkąd odpuściłam, to Nemo i kobieta-koń żyją tylko na stronach tego bloga. Wybaczyłam i podziękowałam, bo nigdy nie byłabym w tym cudownym miejscu życia, gdyby nie ta końska historia. A wiesz jak zadziałał los i jak tragikomicznie skończyła się ich wspólna droga, jednak nigdy nie zbudujesz szczęścia na cudzym nieszczęściu. Odpuść, bo masz tak wiele! No i będę wypatrywać Was w Kalabrii:)
Kocham Cię. Jesteś absolutnie wyjątkowa. Nic nie dzieje się przez przypadek. I chyba coś w tym jest, bo to, że kiedyś, dawno dawno temu trafiłam na Twojego bloga, nie było przypadkowym zdarzeniem, ale drobiazgowym planem rozpisanym przez Los. Tym razem nie był ślepy:)
Tak, tak, pisz mi tak Kaśka, jeszcze trolle się nie obudziły, ale takie wyznanie na pewno zwęszą:)) No i widzisz, idę Twoim śladem, choć może rozmach mam trochę większy, ale to z powodu mojego ego, haha bo Ty Wleń, no to ja musiałam Kalabrię:))
Zgadzam sie w 100%. Jak to w jednej z moich ulubionych piosenek: Nobody’s promised tomorrow 🤷♀️ tu i teraz.
Tak! Posłuchajmy razem:)