przechodzę przez przejście dla pieszych na Basztowej i spotykam Joanne, mamę Coral, przyjaciółki mojej Karolci z czasów jej studiów w Manchestrze. Takie spotkania dają mi zawsze mnóstwo radości, lubię te igraszki prawdopodobieństwa z nieprawdopodobieństwem, statystyczne żarciki, no bo wiecie-Joanne przez 11 lat widziałam 4 razy w życiu, a to był jej drugi raz w Krakowie, nie wiedziałam że tu jest. Żeby było śmieszniej- szła po kwiaty dla mnie, bo chciała zrobić mi niespodziankę i wpaść do mnie do domu.
Takie igraszki losu dają mi do ręki kolejny argument za małym światem, może nie góry z górą, ale człowieka z człowiekiem, zawsze można znaleźć swoją gromadę, bandę, paczkę, nikt nie jest samotną wyspą, trzeba tylko rozglądać się wokół (no i mieć pamięć do twarzy).
A bukiet róż dostałam wieczorem, choć nie wiem czym sobie zasłużyłam. To ja jej jestem wdzięczna na wieki za opiekę nad Karoliną, gdy z zapaleniem płuc trafiła do angielskiego szpitala.
Matki całego świata, łączmy się!
Li.

Uściski 😘😘😘
oby wiecej i czesciej takich milych chwil !!
Super historia:) 😀)( ale pamięć do twarzy to w warunek:) Basia