Amor fati,

tak-pokochaj swój los. W gruncie rzeczy płynę przez życie niesiona przez sprawy i sprawki. Nie czynię wielkich planów na przyszłość, poza najbliższym miesiącem. Kiedy to się zmieniło? Nie pamiętam, ale żyje mi się lżej. Przyjmuję życiowe szanse z wdzięcznością, z pokorą znoszę porażki, choć uczciwie powiem, że ostatnio jest ich niewiele. Może dlatego, że nie porywam się na rzeczy wielkie, nie grozi mi upadek z wysoka, najwyżej potknięcie. Cieszę się z życia, mimo że czasem cholernie mnie boli. Wtedy jednak włączam samoratunek- komorę hiperbaryczną, masaż, kąpiel w magnezie, a czasem tylko przeglądam zdjęcia mojego włoskiego domu i już mi jest lepiej. Nie chcę innego życia, kocham swoje, bo jest moje. Tak się cieszę na to co będzie od poniedziałku, a może lepiej nic nie pisać, bo fati jest blisko fatum… a ze mną to wiadomo- jak coś ma się nie wydarzyć, to na pewno się wydarzy. I trzeba będzie mimo wszystko kochać… ech:)

A na zdjęciach nasza Klusia. Zanim do nas przyszła miała straszne życie. U nas królowa!

Li.

8 Responses to Amor fati,

  1. 137's awatar 137 pisze:

    O! Moja siostra miała podobnego kota (filipka)

    Ja ogólnie mam wiecznie zaplanowane „co jutro”. Rzadko myślę dalej, chociaż czasem się pojawiają różne sprawy i czekam na nie. Dobre i złe rzeczy.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

  2. Nieznane's awatar Rybeńka pisze:

    spieszmy się kochać życie, tak prędko ucieka

  3. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Cześć Li! Czy Klusia to jest ta koteczka od Małgosi z ZMD?

  4. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Spojrzenie Klusi jak prawdziwej władczyni
    Powodzenia, Li

    Red Mercedes

Dodaj komentarz