No i przychodzi

taki wtorek, gdy słońce grzeje, ptaki śpiewają, trawa rośnie i od razu łatwiej wydostać się z zadupia Smutów i Rozterek. Kiedyś wszystko przychodziło mi łatwiej, teraz o wszystko muszę walczyć, nawet o swój dobry nastrój. Ale walczę, i póki żyję, to żyć będę pełnią tego mojego jedynego życia. Cieszę się na piątkowy wylot do Kalabrii, lecimy w miłą czwórkę, będzie wesoło! Znowu zapakuję w walizkę polskie ciasta, bo i Elia i Rina są ich wielkimi wielbicielkami, pierwszy raz w życiu jadły makowiec! Makowcowa poprzeczka została ustawiona wysoko, sprostał jej już orzechowiec i rogale marcińskie, teraz zabieram sernik i zestaw herbatek z Herbapolu, taka borówkowa z chabrem nie ma sobie równych, a rumianek z brzoskwinią, to już w ogóle poza konkurencją. Mój włoski jest już coraz lepszy, Achillus bardzo mnie motywuje, czuję ten język, kocham jego melodię, słucham piosenek, wyłapuję znajome słowa, ważne by rozumieć kontekst, by za wszelką cenę się porozumieć, za rok będę mówić płynnie, jestem tego pewna. I tak się cieszę na mój włoski domek, myślę o nim, jak czeka, jak tęskni, jak czekają miejscowe koty na obfitość jedzenia, może zaplanuję co zrobię tym razem, może będę malować barierki, a może tylko pójdę na daleki spacer plażą, bez planów, bez zakupów, z czystą, pierwotną przyjemnością bycia w tak pięknym miejscu, pełna zachwytu nad kolorami morza. Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba. Co nie zmienia faktu, że moje plany zakupowe kolejnych domów są już mocno skrystalizowane i ostateczne, bo musi być równowaga między romantyzmem a kapitalizmem, ot co!

Mam również nadzieję, że to będzie spokojny weekend jeżeli chodzi o moją mamę, bo mój brat też wyjeżdża na urodzinowy wyjazd do Hiszpanii i na posterunku zostanie tylko Gusia, a może aż Gusia- ciągle zapominam, jakie jest rozważne i zorganizowane to moje dorosłe dziecko.

Ciągle trudno mi uwierzyć, że realizacja życiowego marzenia o domu na południu Europy była taka prosta. I że tak płynnie weszłam w sąsiedztwo, tak miło zostałam zaakceptowana, taka zaopiekowana chęcią pomocy, przydatnymi informacjami, kontaktami z miejscowymi, poleconymi fachowcami. „Wprowadziłaś element sensacji w życie miejscowych” powiedziała mi Rina, „jest o kim rozmawiać, bo wszyscy tu o wszystkich wszystko wiedzą”. Rozśmieszyło mnie to, bo kocham małomiasteczkowe klimaty. Czuję się bezpiecznie.

Li

One Response to No i przychodzi

  1. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Moni,

    wypoczywaj, ładuj słońcem Italii baterie i po prostu ciesz się całą sobą nowym wyzwaniem , przygodą… być może życiową ?

    pozdrawiam Cię bardzo serdecznie JK

Dodaj komentarz