Dostałam pod poprzednim

postem, taki komentarz:

„Dzień dobry Pani, od wielu lat zaglądam na Pani bloga, a tylko raz skomentowałam przekazując wyrazy współczucia po śmierci Osoby dla Pani bliskiej. Może to górnolotne co napiszę, ale to jak Pani pisze o życiu jest dla mnie bardzo ważne. Wnosi Pani w moje myślenie o tym szalonym świecie tak wiele dobrego, że choć raz chcę za to podziękować! Życzę również udanego wyjazdu! Bożena”

Wzruszyłam się, naprawdę się wzruszyłam. Mam mocne poczucie solidarności kobiecej, jestem kobietą i nie waham się tego używać. Nie chodzi mi o płytką (acz potrzebną) wartwę kobiecości-trzepot rzęsami i kołysanie biodrami. Chodzi o siłę, którą każda z nas ma w sobie, ten szczególny rodzaj siły, jakiej nie mają mężczyźni. Teraz, na dwa lata przed sześćdziesiątką (co????) mam poczucie swojej siły i życiowej sprawczości, ale dobrze pamiętam jak sponiewierana, nic nie warta i słaba czułam się po rozstaniu z Nemo (któremu za to, że mnie porzucił jestem dozgonnie wdzięczna. Jakie nudne, rutynowe i przewidywalne byłoby moje życie u jego boku!). Nie miałam wtedy świadomości, że zupełnie nieważne jest kto będzie obok mnie, nieważne co kto będzie mówił, nieważne ile będę mieć pieniędzy, najważniejsze było dotarcie do bijącego we mnie, pierwotnego źródła siły z silnym pierwiastkiem przetrwania, ochrony dzieci, miłości do siebie i radości z życia. Gdy odwaliłam w sobie ten wielki, przygniatający wewnętrzne źródło mocy kamień smutku, poczucia straty, upokorzenia i tęsknoty za miłością mojego życia, poczułam się wolna. Było ciężko, ale nigdy nie opuściła mnie chęć i radość życia, bo życiem cudem jest i zauważenie tego nadaje mu sens. Pierwszego bloga, tego którego już nie ma w sieci, zaczęłam pisać w 2006 roku, 19 lat temu. Mam go zapisanego, czasem wracam do starych notek i śmieję się sama z siebie. Ale nie mogę nie docenić, jak bardzo mi to pisanie w sieci pomogło! Jaka to była dla mnie terapia! I może teraz, będąc mądrzejszym i chyba lepszym człowiekiem nie upokarzałabym tak kobiety-koń, ostatecznie nie była to tylko jej wina w tym nieszczęsnym romansie, ale dzięki mnie została zapamiętana – a były to czasy, gdy czytało mnie 50 tysięcy osób dziennie. Została kobietą-koń po wsze czasy, ma swój pomnik w internecie i to jest moja słodka zemsta za jej nielojalność i podłość.

W życiu zawodowym spotkałam niezliczoną już ilość mniej lub bardziej skrzywdzonych kobiet. Jedne dają sobie radę, inne się załamują, bo nie wierzą w swoją sprawczość. A siła naprawdę jest kobietą. To co nas spotyka, poza śmiertelną chorobą, jest do pokonania, do oswojenia, do przeskoczenia. Póki oddychasz, to żyjesz. Jak żyjesz, to chcesz przetrwać. Jak przetrwasz jedno, to dlaczego nie drugie? Szukanie rozwiązania, czasem wywalenie wszystkiego do góry nogami, czasem odwaga, by poprosić o pomoc… wszystkiego trzeba się złapać, by żyć, a nie wegetować sparaliżowana codziennym strachem.

I cieszyć się, cieszyć z byle czego! Śmiech, dowcip i radość, to moja najpotężniejsza broń na problemy.

Ściskam Was wszystkie (nie sądzę, by czytał mnie jakiś mężczyzna, no chyba że Nemo podgląda;)

Li

One Response to Dostałam pod poprzednim

  1. optimistic0265fef163's awatar optimistic0265fef163 pisze:

    🥰🥰🥰

Dodaj komentarz