Przypadek?

Nie sądzę:) Bo co mam myśleć o tym, że będę w Kalabrii już piąty raz od października 2025 roku, gdy poleciałam pierwszy raz i po raz kolejny będzie kiepska pogoda. Pięknie było tylko za pierwszym razem, gdy Kalabria zwabiła mnie w swoje macki, omamiła ciepłem, słońcem, gorącym piaskiem, oślepiającym błękitem nieba, przepięknym turkusem wody, a gdy już zdecydowałam o kupnie domu, to się zaczęło- cyklon Harry i jego następstwa. Podobno wiosna tego roku jest niezwykle mokra, najstarsi Kalabryjczycy takiej nie pamiętają. Mam nadzieję, że nikt nie powiąże tego z moją obecnością. Pada i padać będzie, dom dalej będzie przemakać, a dopóki pada, to Antonio nie zacznie robót i koło się zamyka. Gusia twierdzi, że to wina moich nieprzemyślanych decyzji, bo kto kupuje dom po jednym wyjeździe, nie widząc go w środku, kto daje się omamić sole, mare, arte i przepysznej oliwie, no kto? No ja. Ale nie żałuję ani przez sekundę, jeszcze będzie tak pięknie, dom będzie taki cudny i przytulny, kolejny dom w drodze, jak zwykle postawię siebie przed trudnym wyborem, który dom ma być tym ostatecznym… Kocham już dwa! A że po drodze muszę pokonać wiele przeszkód, podjąć wiele decyzji i podjąć tę najważniejszą decyzję, że decyzje mają być ostateczne, to będzie najtrudniejsze. No nic, pakuję się i lecę. Kontrolę osobista mam gwarantowaną, bo w bagażu podręcznym mam pochłaniacz wilgoci w kryształkach, próbki farb na ścianę (szukam idealnej zieleni do kalabryjskiego światła), siemię lniane i ciasta.

A na ścianę do kuchni marzy mi się taki miks kolorów, zdjęcie jak zwykle wyjątkowej jakości.

Li

Dodaj komentarz