Nihil novi, tylko gorzej.
5 września, 2009Egoistycznie, bo prawie tylko o mnie.
3 września, 2009Memento mori…
2 września, 2009Ilona umiera i nic już nie możemy zrobić. Zaskakujące nas nagłe pogorszenie się Jej stanu okazało się podstępnym atakiem Obcego.
Nie jest już w stanie walczyć, nie wie co się z nią dzieje, jest nieprzytomna i otumaniona od pompowanych w nią leków, a jej ciało bardzo mizerne i wychudzone, gubiące się w plątaninie żyłek i kabli w niczym nie przypomina dawnej, pięknej, pogodnej I.
Pożegnałam się z nią, ucałowałam, potrzymałam za rękę.
Jestem pewna, że mimo zasłony nieprzytomności czuje, że jesteśmy razem z nią.
Nie wiem, ile potrwa Jej agonia, lekarze nie dają wiele czasu.
Oby tylko nie cierpiała, oby nie cierpiała, dość już tego niepotrzebnego nikomu cierpienia.
Są przy niej Rodzice, brat i mąż.
Tak trudno zrozumieć i tak trudno uwierzyć.
Li.
Informacja
2 września, 2009Czasem słońce, a czasem porażka.
1 września, 2009Poranne i bolesne uświadomienie sobie żałosnej, życiowej sytuacji.
1 września, 2009Sprawozdanie z weekendu bez happy endu.
30 sierpnia, 2009

Takie tam… z wyrzutami i oknami.
28 sierpnia, 2009Czasem słońce, czasem deszcz…
27 sierpnia, 2009Dla Psiarzy ta notka.
25 sierpnia, 2009
przez Panią Ewę i jej chłopaka Pana Wacława, gościnnie mama Pani Ewy, gdy Pani Ewa albo jej chłopak Pan Wacław nie będą mieć czasu.
Vouloir, c’est pouvoir.
25 sierpnia, 2009Lepiej uwięzić myśli w głowie.
24 sierpnia, 2009Samobiczowanie
21 sierpnia, 2009Pierwszy buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, a trzeci dla siebie!
20 sierpnia, 2009A nic ważnego, tak tylko sobie piszę- o życiu…
18 sierpnia, 2009Uprawianie kociarstwa w Spa.
17 sierpnia, 2009Szary nie opuszcza mnie na krok, Masza i Sasza przechadzają się z pionowo postawionymi zadowolonymi ogonkami i mruczą, och jak one mruczą… Pani Ewa przychodziła do nich codziennie, ale widocznie pieszczot było za mało.
A na zdjęcia poniżej jest niesamowita kocia gromadka, karmiłyśmy to towarzystwo z moją Starszą nie mogąc nie ulec urokowi kotów kubek w kubek białych.
Ten maluch poniżej ma jedno oko niebieskie a drugie brązowe, tak jak jego matka.
Na zdjęciach nie ma wszystkich kotów, w sumie jest siedem białych egzemplarzy, coś niesamowitego, babcia, matka, brat matki (tu strzelam, to tylko moje podejrzenie) i cztery małe kociaki.
Mieszkają na działce obok hotelu, przełaziły przez żywopłot i organizowały sobie żarcie :)
A plan jest taki, że pięknooczasty maluch będzie mój.
Wracam po niego w weekend i ani słowa na ten temat.
Mam trzy koty, mogę mieć i cztery, zamiast męża :)
Jak jednym pytaniem zrobić z siebie idiotkę?
15 sierpnia, 2009Zaraz wracam do Spa, może na chwilę zapomnę.
13 sierpnia, 2009Jestem, bo gdzie mam być jak nie tu?
11 sierpnia, 2009Co robię w ciągu dnia?
7 sierpnia, 2009Prasówka.
6 sierpnia, 2009SPAnie w SPA
5 sierpnia, 2009Hej ho, hej ho po stropie dziś się szło!
3 sierpnia, 2009Zamknęłam oczy i weszłam po drabinie. Efekt zapiera dech w piersiach!
Przed godziną zero.
31 lipca, 2009Zdjęcia na czwartym piętrze zrobił mi majster Jacek. Dla mnie to teraz teren niedostępny jak kosmos, ciągle nie opanowałam lęku przed wejściem na rusztowanie, a niech to! Ale mam obiecane prowizoryczne schody, realizacji tej obietnicy będę zajadle pilnować!
Tu początki zbrojenia stropu:

Taką śliczną, regularną krateczkę można tylko pokochać, a już conajmniej podziwiać!
Ten strop ma trzymać w ryzach cała nadbudowę, samego betonu będzie ponad pięćdziesiąt ton, trudno mi to sobie wyobrazić… Tam gdzie stoją robotnicy, będzie mój taras- na drugim planie widać lipę, której zapach będę sobie wdychać w długie, letnie wieczory, takie jak dziś :)
Jak tak patrzę na tę wielką ilość stali, czuję niezwykłą wdzięczność do losu za nadzwyczajny spadek jej ceny.
Zrobiłam zakupy na jutrzejsza imprezę. Na podwórku stoi już stół pięknie zbity z desek ze stylowym blatem z płyty OSB.
Piątkowy poranek bez mleka, to poranek w złym humorze.
31 lipca, 2009Foto-raport.
30 lipca, 2009Never Say Never Again- kabelek miał być bezpowrotnie zgubiony, a jednak się znalazł.
Mogę więc z dumą pokazać postępy robót, niezmiennie oczywiście trwając w zachwycie ;-)

Tu, gdy już widać było zarys okien poczułam się jak w domu. Moim ulubionym miejscem na picie kawy jest to okno po prawej stronie, stamtąd mam piękny widok na Lasek Wolski i Kopiec Piłsudskiego. To widok z mojej sypialni na salon.

Ściany ścianami, ale sufit musi być- przygotowania do wylewania belek stropowych (czy jakoś tak).

Konstruowanie szalunku pod wylanie stropu nad trzecim piętrem, tu widok na salon L.
Posadzony las stempli (albo sztycy?)

Tu też rośnie.
A tu zdjęcia z akcji ratunkowej po zalaniu, nogi należą do L. i K. Godzinami zbieraliśmy wodę miotłami do kanalizacji.
Obrazy z zalania. Czyż nie wygląda to prawie jak w Wenecji?
Zebraliśmy całą tę wodę. O tyle mniej wpadło do sąsiadów.

A tu niestety miejsce dla mnie już niedostępne- czwarte piętro, można się tam dostać tylko po rusztowaniu, a na samą tylko myśl, że mogłabym tam wejść mam atak paniki ;-)
Zdjęcie zrobił robotnik, ale to było tydzień temu. Idę dziś po nowe! Na pewno są już zbrojenia (czy jakoś tak), w sobotę będzie wylany strop. A jak wyschnie, to mają być zrobione prowizoryczne schody, by takie pańcie jak ja mogły się na nie wdrapać.
Rety, patrzę na to i nie mogę ciągle uwierzyć, że to moje!
Li.
Wanny, kabiny, armatura, płytki, kuchnie, podłoga…
29 lipca, 2009Wtorek-potworek, jak co tydzień.
28 lipca, 2009Raz w miesiącu jak pokuta.
27 lipca, 2009A momenty były?
25 lipca, 2009Takie tam…moje…
24 lipca, 2009Smutne buty
22 lipca, 2009Czasem słońce, czasem deszcz, ale ostatnio ciągle deszcz.
21 lipca, 2009Inspekcja za inspekcją
17 lipca, 2009Chce mi się nic.
16 lipca, 2009I jak zwykle -gdy temperatura przekracza 30 stopni- czuję przemożne pragnienie przytulenia się do jakiegoś zimnego drania.
Li.
Powtórka z rozrywki, dla odegnania złych wciórności.
14 lipca, 2009Ludzie donosy piszą…
13 lipca, 2009Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba.
13 lipca, 2009Dom Li i L.
9 lipca, 2009Na początku był chaos i tony zasiedziałej polepy. Gdy ją ruszono, to w akcie zemsty unosiła się natrętnie w powietrzu, wciskała do gardła i o-tuman-iała powietrze.
Tu widok na moją sypialnię i łazienkę.
Potem, po zapyleniu całej okolicy drobinkami polepy, pokazały się nagie belki, nadspodziewanie krzepkie staruszki bez korników i próchna.
Wełna mineralna jest miła w dotyku, lubię taką szorstką miękkość…
Na niej jest jeszcze kilka innych warstw innych dóbr, podobno niezbędnych, ale już
nie tak przytulnych…
A na etapie ubierania belek w wełnę, dach od środka ciągle wyglądał tak:
Potem nagle postanowił się rozebrać, tu już zostały mu tylko stringi.
Przy okazji widok na moje niebo:)
Ale zanim się rozebrał, podłoga zyskała piękną, równą, lśniącą wylewkę.
To widok na mój salon. Tam w kącie będzie wygodny fotel ;-)
Widok z salonu L. na jej kuchnię.
Chłopaki trochę bałaganią, ale Pani Jadzia odmówiła wdrapania się po drabinie.
Jak padał deszcz (a kiedy on nie padał!) to prace przenosiły się do piwnicy.
Podobno na tych fundamentach można postawić wieżowiec, ale na wszelki
wypadek dostały betonowe koszulki.
Wnętrzności w postaci starych rur rozrzutnie wymieniłyśmy na nowe.
Dach powoli kończył swój żywot, odzierany z desek poczucia godności.
Kończył śmiercią tragiczną, zrzucany z trzeciego piętra na podwórko.
Okazało się, jak bardzo był nietwarzowy, gdy już go nie było.
Tu kuchnia rzuca spojrzenie na schody, których jeszcze nie ma.
Widok z salonu L. przez moją kuchnię na salon:)
To widok z dzisiejszego popołudnia, wprost cu-dow-ny!!!
Li.
A Krzysiowi- mojemu ulubionemu kumplowi- dziękuję za zamieszczenie tych zdjęć.
Rzecz jasna- mnie by się to nie udało:)
Dla niewtajemniczonych-L. to moja koleżanka. Budujemy razem, choć mieszkać będziemy osobno:)
Opublikował/a leelilee 



















