Wypiłam sobie kawę z wykonawcą, stojąc na podwórku w hałasie i pyle.
Robota oglądana moim oczami laika z szaleńczą prędkością posuwa się do przodu.
Z liceum obok przyszła zestresowana pani z prośbą o „uciszenie się”, bo trwają matury
i uczniowie nie mogą się skupić. Trudno ciszej stukać młotkiem, ale wykonawca do czternastej wstrzymał wszystkie prace z piłą, a między 11.00 a 11.30 ma zapaść zupełna cisza- uczniowie będą wtedy słuchać tekstu z płyty. Rany boskie! Nasza budowa może mieć wpływ na oceny maturalne… Krzykiem rozhisteryzowanej sąsiadki w kamienicy vis-a-vis nie nikt się nie przejął, wiadomo że budowa jest procesem niezwykle uciążliwym zwłaszcza dla otoczenia, ale straszenie doniesieniem do Nadzoru Budowlanego jest żałosne. Aczkolwiek rozumiem ludzką złość, sama tkwię po uszy w tym hałasie, choć dla mnie on brzmi jak muzyka, lalala…:)
W domu mam bałagan straszliwy, Pani Jadzia będzie zdruzgotana- zadeptana podłoga, rozwalona ściana przy wejściu, elektryk podłączał sublicznik, a tego nie da się tego zrobić subtelnie, wszędzie zalega już wścibski pył.
Pies wrócił ze zrujnowanego podwórka z ubłoconym brzuchem i zanim się zorientowałam, malowniczo ubrudził wszystko to, co tylko był w stanie ubrudzić.
A to dopiero drugi dzień, rany boskie!
Z trudem dochodzi do mnie świadomość, że powiedziałam „A” i nie mogę nie powiedzieć „B”. Kamienica musi mieć dach, więc nie mogę z tego szaleństwa zrezygnować.
Ha, a jak ja nie chcę rezygnować! Wstąpiły we mnie nowe siły, czuję niesamowity przypływ energii, bo coś nareszcie zaczęło się dziać, po pięciu latach od kupna strychu, po przejściu Golgoty przeszkód urzędniczych, zaczął się proces właściwy i mam nadzieję, że bez zbędnej przewłoki się zakończy!
Pięć lat starań o pozwolenie na budowę, pięć lat marzeń i zmiany projektów!
Tyle się w tym czasie wydarzyło- rozpadło się moje małżeństwo, rozwiodłam się, straciłam najbliższą przyjaciółkę, sprzedałam mieszkanie, odbyłam cudowne podróże, a i tak teraz dzieje się coś, czemu nadaję numer jeden w hierarchii ważności.
Bo tamto wszystko jest już za mną, a mój dom będzie moją przyszłością.
Piękna mi się jawi ta przyszłość, piękna!
Miłego dla Was!
Li.

Spoko, spoko, jeszcze nadejdą na mnie chwile zwątpienia, zniechęcenia, podłamania i absolutego braku energii :)
no nieeee… ja chyba do tego podwórkowego pier…lnika podjadę, żeby mi się ogólny zapał udzielił:) Trzymam kciuki, Droga, jakby to był mój dom i moje życie!
super :)
Ależ Ci zazdroszczę! Tej pary, tych perspektyw. Niech Ci się wszystko uda!!! Panistarsza
Per aspera ad astra. ;)
a mnie zachwyca ten zapał małej dziewczynki połączony z dojrzałością kobiety .a więc buduj Li, a ja będę z daleka dopingować i czasem tu wpadnę sprawdzić jak posuwają się roboty ;)
Li, tak pięknie to opisujesz,że nagle poczułam sie tak, jakbym stała z Toba na tym podwórku. I choć jestem daleko, trzymam kciuki
Okna sąsiada są ciągle ciemne , Moon:-(Di: Ekscytuje mnie to tak bardzo, że wszelkie inne sprawy mnie dotyczące odłożyłam „na potem” :) Klaudia: mam dobrą koleżankę, moją L., która buduje wraz ze mną, ona na prawo, ja na lewo. Razem trzymamy tego byka za rogi, z tym że ona jakby spokojniej;-) Ale z nią mi jakby bezpieczniej…
To, że piszesz w tak zniewalający sposób przepisy kulinarne to się już przekonałam, ale żeby ciekawie opisywać budowę domu to już mistrzostwo. Czytam i czekam na ciąg dalszy. Droga Li jednym słowem – złapałaś tego byka za rogi i na pewno wyjdziesz z tego zwycięsko. Walcz i buduj! Trzymam kciuki!
A czy sąsiad zza drzew też jest zaiteresowany tym co dziej się na podwórku i w komienicy vis-a-vis? Moon
Zobacz, cały świat dookoła żyje Twoją budową, maturzyści, zabłocony pies, zadeptane podłogi! Ciesz się tym, bo w końcu się zaczęło, nie ma prawa stanąć i musi się skończyć. I niech Ci nawet cały świąt w tym sekunduje :)