zmieniłam tło nagłówka. Drażniła mnie ta butelka wina. Jestem bowiem zajadłym wrogiem alkoholu. Komplikuje mi to życie towarzyskie, bo nie jestem w stanie akceptować pijanych osobników w mojej obecności i daję temu wyraz, w związku z czym zaczęłam uchodzić za wariatkę, ale dobrze mi z tym. Jestem absolutnie przerażona ilością otaczających mnie alkoholików. Widzę codziennie niszczone związki, dzieci, całe rodziny, bo ktoś przepija swoje życie. Oglądam koleżanki maskujące opuchliznę i papierową cerę. Pytam, dlaczego piją? Każdy odpowiada, że lubi, że się luzuje. Że pije dobre wina, nie pije syfu, że pije tylko w weekendy, że robi sobie Dry January i wtedy wytrzymuje bez alko, czyli nie jest uzależniony. Nikt mi nie odpowie, że już musi pić, bo bez alkoholu nie jest w stanie żyć. A przecież dla organizmu nie ma znaczenia, czy wlewa się w niego wódkę, czy wino, etanol to etanol. Mąż mojej bliskiej przyjaciółki umiera na raka, jest najlepszym dowodem na to, że nie da się bezkarnie pić i palić, że prędzej czy później organizm złoży broń. Tak, znam opowieści o długowiecznych alkoholikach, wyjątek tworzy regułę, osobiście takich znam, wegetują pomiędzy jedną butelką a drugą, tworząc pozory, bo nikt tak jak inteligentny alkoholik nie potrafi kreować rzeczywistości i tworzyć pozorów. Ale co to za życie?
W Kalabrii mam problem, bo jestem ciągle zapraszana na obiady, na kolacje, zawsze jest podane wino, moczę w nim usta, bo jeszcze nie potrafię powiedzieć po włosku, jakie są moje przekonania, a Achillus powiedział, że mnie koniecznych do tego słówek nie nauczy, bo nie przetrwam tam bez wina. Nauczę się sama.
I dość mam odpowiadania na pytanie, czy mam problem z alkoholem. Nie mam problemu, bo nie piję, problem ma ten kto pije i mnie o to pyta. Słucham podcastów z Robertem Rutkowskim, jest cholernie radykalny, ale ja się z nim zgadzam. Mój radykalizm rośnie z wiekiem, bo chcę być długo sprawna i zdrowa. Nigdy nie byłam w stanie wypić dużo, byłam tania w utrzymaniu, padałam po dwóch lampkach wina, miałam w dodatku słowotok, co w przypadku tak dużo gadającej osoby jak ja, musiało być nieznośne dla otoczenia. Teraz już nie jestem w stanie wypić kilku łyków, czuję się po nich pijana, zatruwam się, wizualizuję mój walczący z alko organizm, moje umierające komórki mózgowe, moje kochane ciało od środka i… nie piję.
Dlatego od długiego czasu drażniła mnie butelka w nagłówku bloga, teraz jest widok z mojego włoskiego tarasu.
Życzę Wam spokoju, miłego błogostanu, czasu dla siebie, nie popadania w świąteczne szaleństwo, spacerów, słońca, zapachu wiosny, zrobienia czegoś miłego dla siebie (maseczka na twarz i świat jest nasz!)
Li
Piękny ten nowy nagłówek. Nawet nie w odniesieniu do poprzedniego – sam w sobie jest piękny.
Przyznam, że zawsze nieco mnie zastanawiało dalczego była tam akurat butelka wina (pamiętam, że byłaś, jesteś, świetną gospodynią, były, są (?) wystawne kolacje, ale dlaczego ze wszystkich możliwych obrazków akurat butelka wina)
Red Mercedes
Tylko i wyłącznie z tego powodu, że był to gotowy szablon, jedyny wtedy w kolorze wina, a ja miałam fazę na ten odcień czerwieni:) A moje wystawne kolacje zamieniły się w kolacje z prostym menu, gdzie królują moje szybkie hity, to temat na osobną notkę. A poza tym gmerając w ustawieniach zgubiłam sobie stary licznik gości na blogu. Oczywiście nie potrafię go zainstalować na nowo, ech…
Widok sliczny. Co do picia alkoholu – kazdy podejmuje wlasne decyzje, naduzywanie i jego skutki to osobna historia…. konsekwencje sa zerowe czy w przemocy domowej czy jezdzie pod wplywem i tak alkohol sie leje. Nie pamietam ile razy tu w UK slyszalam ze jak z Polski to pewnie pije wodke 🤷♀️ Wloskie wino to killer, za studenckich czasow na wyjezdzie wszyscy umierali bo kaca mieli, ja z kol pilysmy Grappe i z samego rana na basen plywac latalysmy kiedy inni do poludnia w lozkach. Ech… to byly szalone czasy, nawet wloskiego chlopca mialam przez trzy lata- tyle ze byl blondyn i mial niebieskie oczy😂 potem mnie rzucil dla innej Polki … ale wspomnienia sa. I tak w zyciu raz na wozie raz pod byle do przodu. Jak to w piosence”A po nocy przychodzi dzien a po burzy spokoj” Snieg u Ciebie stopnieje i znowu zaswieci slonce, i wtedy wloskie espresso bedziesz mogla pic na tarasie swojego domu w przez sidbie wybranym towarzystwie 👍 Justi
Edukacja na temat szkodliwości alkoholu powinna być priorytetem w tym kraju.Ludzie nadal powielają mity o „bezpiecznej dawce” i o korzyściach wynikających z „umiarkowanego” picia.Dla mnie chore jest tłumaczenie się z abstynencji,powinno być na odwrót. Niektorzy ludzie są przekonani o wyjatkowosci swojego picia – tylko markowe wina czy inne „luksusowe”trunki.. i oczywiscie anegdotyczne „wino do obiadu”:)))
Dobrego czasu Ci zyczę !
Zabawne,ale jeszcze kilka lat temu kardiolodzy zachwalali wpływ alko/czerwone wino/na uklad sercowo-naczyniowy.Obecnie cisza na ten temat,natomiast podkreślane jest pozytywne działanie kawy.Trochę się boję,bo od kawy to jestem uzależniona:)
Pozdrawiam serdecznie
Joanna
Jak dobrze przeczytać, że nie jestem sama wrogiem jakiegokolwiek alkoholu. Zgadzam się z Rutkowskim, ten problem można ogarnąć tylko radykalnie. Nie da się nie być alkoholikiem tylko czasami. Brakuje edukacji, a tradycje picia przy każdej okazji są u nas mocno zakorzenione.
Życzę Ci spokoju i pięknej pogody!
Mam tak samo z alkoholem, z faktami Rutkowskiego nie da się dyskutować i również wizja zatruwania się w imię nie wiadomo nawet czego, skutecznie zniechęca do procentów. Dziękuję i dla Ciebie odpoczynku moja droga!