Pobudki o szóstej rano przemeblowały moje noce.
Zasypiam przed północą, po drodze zapominam śnić, wstaję półprzytomna, ale za to piję pierwszą kawę w tumanach pyłu jak w confetti spadającym mi na głowę na balu.
Ten bal coraz bardziej mnie cieszy, choć nieodstępujący mnie na krok stres nie daje o sobie zapomnieć, coraz mocniej ściskając mi gardło- boję się, ciągle się boję, właściwie to coraz bardziej się boję, idę w ogień, a jestem przecież taka łatwopalna.
Nie mam z kim pogadać o moich lękach, dla większości są irracjonalne, dla innych histeryczne, jeszcze inni mają poważniejsze problemy, ludzkie problemy zawsze przecież cechuje daleko posunięty egoizm.
A co na to Lec?
Ile piruetów musi człowiek wykonać, by ludzie kręcili się wokół niego!
Kiedyś wydawało mi się, że mnie nic złego spotkać nie może, że szczęście mam wpisane w życiorys jak dzień urodzenia.
Kiedyś byłam obrażona na los za każdą drzazgę rzuconą pod nogi.
Teraz z trudem pokonując wielkie kłody doceniam to, co kiedyś było oczywiste i przez to niezauważalne.
Nabrałam pokory, zajęła ona miejsce ufności i beztroski.
Nie była to wymiana barterowa, czuję że straciłam więcej, że dopłaciłam do tej zamiany swoimi emocjami. Ech… a może to gorzknienie?
A może nareszcie dorosłam?
Bo jeżeli dorosłość to brak zaufania do ludzi, rozczarowania, liczenie tylko na siebie, smutek
i rzadkie chwile radości, to owszem- nareszcie dorosłam.
A co na to Lec?
Na drodze do szczęścia widzimy po obu stronach piękne wille, z ich okien przypatrują się spokojnie lokatorzy bezdomnym, idącym bez przerwy ku szczęściu.
Li, ciągle idąca Li.

Anabell, pewnie że będzie dobrze. Bo dlaczego ma być źle? Ale strach, czy sobie poradzę, będzie mi towarzyszył do końca budowy. Walka z nim daje mi napęd do działania:)
Baju, no masz rację kobieto:) Święty spokój by mnie zabił;-))
Dobrze określiłaś dorosłość- taka właśnie jest dorosłość.I może nie powinno mnie dziwić,że multum facetów chce pozostać do końca życianieodorosłymi chłopcami, w krótkich spodenkach.Będzie dobrze Li , bo musi być dobrze.Trzymaj się, masz mnóstwo naprawdę życzliwych osób wokół sie.bie
BTW a propos willowych okien i to w Krakowie przypomniała mi się historyjka sprzed 23 lat… Byłam na letnim obozie OHP w Krakowie, z pętli tramwajowej do „naszego” akademika szło się przez takie willowe osiedle. W biały dzień, lipcowe wczesne popołudnie, moją koleżankę usiłował napaść gwałciciel. Zatkał jej usta i wciągnął w krzewy na czyjejś posesji. Upał, wszystkie okna otwarte i na krzyk napadniętej, ani też jej nadbiegającej koleżanki, NIKT nie wyjrzał przez okno! Podejrzewam, że do przegonienia grzebiącego w śmietnikach znalazłby się niezły tłumek…Sorki, że nie na temat, ale tak mię jakoś przypomniało przez tego Leca :)
Ale tych lokatorów z willowych okien raczej nie czeka już nic ekscytującego :( Coś mi się wydaje Li, że Ty się po prostu na taką nie nadajesz, uschłabyś do szczętu, gdyby Cię dopadł święty spokój ;-) Jeszcze będzie obłędnie fajnie, to pewne!!!!