Ech…

Od niedzieli nie mogłam porozmawiać z I.
Nowa chemia na Obcego wyssała z niej wszelkie siły, dając jej w zamian tylko torsje i potworny ból całego ciała. Dziś nareszcie jest lepiej, ból zelżał, torsje ustąpiły, po raz pierwszy od niedzieli mogła cokolwiek zjeść, wypić bez kroplówki i powiedzieć parę słów.
To co się z nią dzieje przygnębia mnie tak bardzo, że uśmiechając się czuję ból.
Nie mogę pogodzić się z jej cierpieniem. Nie potrafię pomóc w jej strachu.
Wzrusza mnie jej tata, który godzinami siedzi przy niej i głaszcze ją po ręce.
Dziś płakałyśmy sobie obie, czasem taki wspólny płacz przynosi ulgę, choć ja płakałam tylko ze współczucia, a ona z bólu, wyczerpania i strachu przed kolejną chemią.
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się zaledwie dziesięć miesięcy temu, przed ślubem I. i mojego brata, gdy pochyliła się by pomalować sobie lakierem w kolorze czerwonego wina paznokcie u stóp…
O tym, jakie jest Twoje życie wiesz na pewno tylko teraz, w tej chwili, bo co do jutra nie możesz mieć żadnej pewności.
Li.

One Response to Ech…

  1. Nieznane's awatar anabell pisze:

    To prawda Li, każde jutro stanowi dla nas zagadkę. Jest mi tak bardzo żal I. i Was wszystkich, bo Jej cierpenie jest równiez Waszym cierpieniem.Wiem, to niewiele dla Niej znaczy, ale powiedz,że cały czas życzę Jej poprawy zdrowia i siły do walki z chorobą.