„To koniec pewnej epoki” powiedziała melancholijnie moja Starsza sprzątając ze mną bagażnik auta z butów narciarskich, parasola plażowego, raclette, karimat, książek i starych gazet.
Został tam tylko parawan plażowy, ostatecznie już w sierpniu wybieram się nad morze.
Jutro zawożę starsze dziecko na wakacje, we wtorek wyjeżdża Młodsza, nareszcie będę wolna!
A tu pada i pada, cegły smętnie mokną na podwórku, przez te łzy z nieba dach ciągle jeszcze zachowuje życie, będzie żył tak długo jak długo będzie padać. Chyba go osobiście zamorduję, bo ileż można żyć! Ma już 112 lat!
I przez niego wszystko stanie. Rury dały się wypatroszyć i wymienić na nowe, fundamenty są już otulone nowym zbrojeniem, wylewka na strychu jest śliczna i gładziutka, podwórko zawalone materiałami nie może oddychać, czas na kolejny krok, a tu pogoda nie sprzyja. Złości mnie to, bo nic nie mogę zrobić.
Z tego zmartwienia kupiłam sobie mnóstwo książek i trzy pary butów.
Dla odczynienia uroku, bo żadne nie nadają się na deszcz, czary-mary!
Miłego dla Was!
Li.

Omijam myjnię szerokim łukiem, ale to nic nie pomaga:-( Leje i leje, robota powoli staje…
Kiedyś przestanie padać. Auta faktycznie nie myj, bo to wróży deszcz. W sierpniu będzie ładna pogoda. Musi być, bo ja też chcę mieć coś z wakacji.
Do bagażnika oprócz gumowców dorzuciłabym przeciwdeszczowy parasol rodzinny oraz sztormiak albo co najmniej ortalion. Nie musi być twarzowy;-)
Koniecznie kalosze. I bron boze nie myj samochodu.