Myślałam, że jak nie przyznam się I. do pisania tego bloga, utrzymując ją w przekonaniu, że skończyłam pisanie na Licencji, to będzie mi tu łatwiej i swobodniej pisać o tym wszystkim co dzieje się wokół nas, o jej chorobie, o emocjach, o diagnozach…
Że moja terapia literkami przyniesie mi ulgę…
Ech, a jednak nie potrafię, jest cienka czerwona linia niedowierzania i nadziei, której przekroczyć nie umiem. Jest źle, jest bardzo źle, ale nawet jak to piszę to nie wierzę, nie chcę wierzyć, mam w głowie kompletny chaos wywołany walką faktów z nadzieją.
Co było wczoraj?
Mój brat nie mógł z nami iść na wizytę do profesora, bo w wielkim stresie rano pojechał do Gliwic, po płytkę z zapisem rezonansu, by dać ją do odczytu specjaliście w Krakowie.
Odczyt badania zrobiony w Gliwicach wykazał nowego 12-centymetrowego guza na dwóch kręgach i to w dwa tygodnie po operacji. Wydawało się nam to nieprawdopodobne i zakładamy możliwość pomyłki.
Poprosiłam mojego tatę, by poszedł z nami, jest lekarzem, a ja przecież tylko bratową.
Profesor zgodnie z moim pierwszym wrażeniem okazał się cudownym człowiekiem.
Poświęcił nam trzy godziny, I. od dziś do soboty będzie u niego na oddziale leczenia bólu, ustawią jej dawki leków, zrobią oprócz tego jedno bardzo ważne badanie (scyntygrafia kości), bo jest pewne podejrzenie, że jej bóle mogą być wywołane czymś niepokojącym w kościach, ale najważniejsze że pomogą jej przed kolejną chemią, którą zaczyna w poniedziałek.
To była bardzo trudna rozmowa, I. wpadła w rozpacz i histerię, że „nie jest gotowa na kolejny szpital”, miała nadzieję na weekend w domu, ale razem z tatą opanowaliśmy sytuację, trochę może brutalnie, ale skutecznie- powiedziałam jej, że robimy wszystko by jej pomóc i teraz musi bezwzględnie się podporządkować, nawet na nią pokrzyczałam, źle mi z tego powodu, długo ją potem tuliłam do siebie… Nie nadaję się na psychologa, umiem tylko przytulić i współczuć…
I tak bardzo współczuję mojemu bratu, mnie te wczorajszych sześć godzin z I. kompletnie wyczerpało, a on ma to na co dzień.
Ciągle marnotrawię swoje myśli na zastanawianie się, dlaczego?
Skąd u młodej, trzydziestoletniej, wysportowanej, zgrabnej, niepalącej i niepijącej dziewczyny taka straszna choroba?
Obcy nie wybiera, łowi swoje ofiary w sieć, atakuje podstępnie, tak trudno się przed nim bronić, zaczynam sama mieć obsesję, że zagnieździł się i we mnie, obsesyjnie badam swoje piersi, oglądam ciało, postanowiłam znowu zrobić sobie wszystkie badania krwi, cytologię, mammografię i USG brzucha, bo gdyby mnie zabrakło, co stałoby się z moimi dziećmi?
Gdy widzę jak kruche jest zdrowie, jak nagle może zmienić się zycie, to zaczynam się bać.
Tak, czuję strach, wielki strach.
Nigdy przedtem nie bałam się tak jak teraz.
Li.

No wlasnie ja tez tak mam . Czlowiek zyl sobie szczesliwie, robil kariere zapatrzony w czubek nosa.. az przyszla choroba dziecka i wtedy wszystko runelo. Bo nic nie jest wazne w obliczu takiego nieszczescia. Chorobe ujarzmilismy, ale ten strach bedzie z nami chyba zawsze. Staramy sie z nim zyc- jedyna zaleta jest to ze nie pedzimy tak jak dawniej, wyciszylismy sie ,wiemy co jest najwazniejsze w zyciu – Wam zyczymy duzo sil, pozytywnych mysli i sil do walki.Cieplutko pozdrawiam – Jasia
Li myslami jestem z Toba i Cie wspieram, temat jest mi bardzo bliski, walczylam tak o brata, taraz tylko tluka mi sie mysli w glowie co moglam jeszcze…albo inaczej…nigdy mnie te pytania nie opuszczaja…Trzymajcie sie ..pozdrawiam
Mam ogromną nadzieję, że gdy przestanie cierpieć z bólu znowu znajdzie w sobie siły do walki. To silna kobieta, tylko i najsilniejszych da się złamać bólem. Jest już na klinice, za kilka godzin pójdę ją odwiedzić i jestem pewna, że dziś będzie lepiej :) Dzięki Wam za dobre słowa!
Li, współczuję Twojej całej rodzinie a najbardziej I. Musi być gdzieś….jakiś złoty środek by pomógł I, tylko gdzie go szukać…cholera gdzie??? Idę szukać….
To u Twojej bratowej może być uwarunkowane genetycznie, choć w formie tzw.poronnej.Nigdy nie dowiemy sie dlaczego akurat padło na daną osobę. Li, trzymaj się. Zamień się w brzozę- uginaj sie pod naprem, ale nie daj sie złamać.Wiem, kochana, to wszystko jest straszne i brak nawet słów na to.Ale zobacz, ile osób jest myślami z Wami i ile dobrych myśli przekazują.Przytulam Was obie,
Rozumiem. Co tu więcej pisać? – Marzenna
Bez komentarza.Trzymaj sie dzielnie-Dana