Całkiem (nie)spokojnie wypijam pierwszą kawę.
Za oknem zapowiedź kolejnego trudnego dnia bez powiewu wiatru, powietrze leży i przygięte smogiem do ziemi czeka na posiekanie go przez deszcz.
Jadę odwiedzić Starszą, ale nie będę dziś wracać.
Nie mam siły na 900 kilometrów w ciągu jednego dnia.
Przenocuję gdzieś w hotelu, jestem taka zmęczona że nie ufam sobie, a co będę przysparzać rodzinie kłopotów w postaci mojego trupa.
A Starsza będzie mnie mieć dłużej… i jakie to stwarza jej nowe możliwości w naciągnięciu mnie na „niezbędne rzeczy”! Na razie wczoraj realizowałam listę przysłaną trzema sms-ami, bo w jednym się nie zmieściła… Wszystko rzecz jasna może sobie kupić sama, ale najwidoczniej jest znacząca różnica, gdy wydaje się „własną” kasę i tak daną przez matkę, czy za wszystko płaci matka…
„Kochana mamusiu, bardzo za Tobą tęsknię, więc przywieź mi: …”
Wczoraj zuchwale i kusząc los zarezerwowałam sobie SPA na całe dwadzieścia dni w sierpniu.
Znalazłam coś fajnego i spokojnego w promieniu dwóch godzin jazdy od Krakowa, zapłaciłam sporą zaliczkę, by upewnić samą siebie, że „już na pewno”, zabieram dzieci, wsadzę je do basenu i oddam się pod kojące ręce mam nadzieję, że przystojnego masażysty.
Wyjazd gdzieś dalej na razie jest niemożliwy, muszę być blisko na każde zawołanie.
Smutek wdziera się w szczeliny mojej duszy, gdy jestem zmęczona to pękam.
Ech…
A co na to Lec?
Czasem ma człowiek uczucie, że pęta się na scenie nie będąc nawet statystą.
Li.

Li !! Ja nie wiem co napisać… smutno mi…