Wstałam z wielkim trudem.
Z jeszcze większym ustaliłam, że dziś jest już czwartek, dzień powrotu Młodszej do domu.
Znowu w lodówce będzie musiało być jakieś jedzenie, coś tam trzeba będzie zrobić, by podłączyć tv, odłączoną przy stawianiu rusztowania, ech… nic mi się nie chce, upał mnie wykańcza i mogę się założyć, że nie jestem w tym stanie odosobniona.
I jak zwykle -gdy temperatura przekracza 30 stopni- czuję przemożne pragnienie przytulenia się do jakiegoś zimnego drania.
I jak zwykle -gdy temperatura przekracza 30 stopni- czuję przemożne pragnienie przytulenia się do jakiegoś zimnego drania.
Może być taki zimny jak lód!
Li.
Li.

O, Proces? Właściwie to było do przewidzenia, że jak tylko wspomnę o jakimś zimnym draniu to się ujawnisz ;-) W sumie to czuję ulgę, jakoś przerażały mnie te powodzie w Twoich okolicach, nawet trochę myślałam co tam u Ciebie, ocierało się to nawet o martwienie się, a tu proszę- co ma wisieć, nie utonie…
Ale który facet lubi spocone baby? Zresztą Ty jesteś taka gorąca, że ten zimny by się roztopił, niczym góra lodowa w letnią, białą noc. I to trzaskanie pękającego lodowca.
She :D Cha, cha na samą myśl powiało mrozem;-)
Zawsze mozesz przytulic sie do bylego…..on na upaly w sam raz…