A jednak stało się to, co się stać musiało, bo przecież jak coś może się stać, to wiadomo że mnie na pewno się przydarzy. Zgodnie więc z tą zasadą, ulewny deszcz w nocy z soboty na niedzielę przeciekł przez mury, szczeliny dylatacyjne i inne mikrootwory zalewając sąsiadów na drugim piętrze.
Nie miałam o tym jednak pojęcia, beztrosko pławiłam się z dziećmi w cudownym basenie w Ciechocinku, podczas gdy L. z Wykonawcą walczyła z żywiołem. Nie odbierałam telefonu tułającego się gdzieś po dnie torebki i szczęśliwie wiadomość ta dopadła mnie dopiero późnym popołudniem, gdy stojąc w korku pod Łodzią zainteresowałam się nieodebranymi połączeniami.
Zrelasowana, wymoczona i wymasowana przyjęłam cios jakby łagodniej.
Och, żeby tak zawsze można było przed ciosami losu najpierw się relaksować! O ileż życie byłoby łatwiejsze…
Skutek zalania jest taki, że Wykonawca w stanie przedzawałowym skierował na budowę jeszcze kilku ludzi i teraz szalowanie górnej płyty pędzi jak szalone. Ma być wylana w przyszłą sobotę i wtedy nareszcie niestraszne nam będą deszcze i burze, co niewątpliwie wpłynie też na poprawienie stosunków sąsiedzkich.
Wszyscy mieszkańcy kamienicy mają już dość tej budowy, nie ma się co oszukiwać. Mieszkających tu starszych ludzi niewiele obchodzi to, że kamienica zyska na wyglądzie. Oni pragną spokoju i ciszy, a od dwóch miesięcy mają nieustanny hałas. Nie wzrusza ich ani wymiana starych rur na nowe, ani perspektywa nowego dachu, ani projekt ładnej elewacji, bo jak powiedział mi sąsiad: Ponad pięćdziesiąt lat tu mieszka i było dobrze, a teraz jest źle.
Ciekawa jestem, czy w wieku siedemdziesięciu lat też będę taka obojętna.
Na razie uwielbiam zmiany, są one motorem mojego życia, cieszy mnie budowanie czegoś nowego, daje mi satysfakcję, uskrzydla, wzbogaca każdy dzień.
Marazm i stagnacja, czasem mylona z poczuciem bezpieczeństwa nadaje codzienności czarno-białe kolory, a taki zestaw dobrze wychodzi tylko na fotografii.
Starość nie musi być taka zwykła i nudna, jestem niej coraz bardziej bliska, choć trudno się z tym pogodzić i nie widzę siebie zamkniętej w domu, z obowiązkowym wyjściem tylko na zakupy i do kościoła.
Ale są i inne zmiany, te niechciane, niepożądane, wręcz odpychające.
I. po trzech tygodniach wyszła ze szpitala.
Nie jest lepiej, chyba nawet jest gorzej.
Szpikowana wszystkim co ma jej pomóc jest słaba, wycieńczona i smutna.
Nie mam pojęcia co będzie dalej.
Ten Obcy spowszedniał, wżarł się w nasze życie, ale nie da się go oswoić.
Li.

Ufff, jak dobrze, że mój Wykonawca nie jest jednocześnie Twoim Wykonawcą:DFlamenco, spróbuj czekolady Lindt z solą morską albo papryczką chili. Rozkosz dla podniebienia:)
Strasznie mnie martwi stan I.Temat jest mi "bliski", ponieważ mój najlepszy przyjaciel ( a mówią, że nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną-co za bzdury)walczy z nowotworem szpiku kostnego. To już trwa rok i końca nie widać……Człowiek chce pomóc i jest bezsilny.Życzę nam siły i optymizmu. Dana
Flam…, co za daleko idące skojarzenia :DMiło mi Cię widzieć :)
Zrobiłyście mi apetyta na czekoladę, szlag! :/
Ja też będę mieć czekoladową blachodachówkę, jak w domu z piernika. Fajnie będzie wyglądać z kolorem elewacji, jestem absolutnie i zarozumiale przekonana, że z tego brzydkiego kaczątka wyrośnie najpiękniejsza kamienica na całej ulicy! A co do deszczu, to powiem Ci, że bardzo lubię taki deszczowy hałas, ale na wszelki wypadek mój Wykonawca, który obecnie jest mężczyzną mojego życia ;-) obiecał mi baaardzo grubą izolację z wełny mineralnej. Budowa to fajna rzecz, co nie? :D
Mój dach ma piękną, czekoladową blachodachówkę właśnie:) tez marzyła mi się dachówka ceramiczna… ale niestety, musiałabym wzmacniać konstrukcję. Wybór pomiędzy blachodachówką a gontem bitumicznym był dla mnie prosty. Gont odpadł w przedbiegach:) Martwił mnie tylko hałas powodowany deszczem, ale mój Wykonawca uspokoił mnie mówiąc, że dobrze zrobiona izolacja akustyczna całej połaci zminimalizuje uciążliwość dzwięków. Póki co mój Wykonawca jest najbliższym memu sercu mężczyzną:) wiec ufam, ze wie co mówi:)
Jasne, że się podzielę :)Blachodachówki też mogę kawałek odstąpić;-) Najbardziej chciałabym tradycyjną czerwoną dachówkę, ale niestety jest za ciężka. Co dajesz na swój dach?
Czy może być? oczywiście, że może:)Pierniki? mniam… nie ma jak solidna dawka kalorii o świcie, co mi tam, najwyżej na basenie posiedzę godzinę dłużej:)Jak już wybierzesz, to się podziel, decyzją oczywiście, nie blachodachówką:)
Pół na pół z mlekiem może być? Mam też pyszne pierniki przywiezione z Torunia :)No i właśnie wybieram blachodachówkę i okna, co za przyjemne zajęcie z samego rana :)
Zrób mi kawę,Kochana:) Posiedzę sobie z Tobą…
A sama sobie napiszę komentarz, co tu będę tak sama siedzieć…;-)