Obudził mnie w nocy.
Delikatnie…
Nie pozwolił mi już zasnąć do rana, absorbując sobą całą moją uwagę.
Zmysły miałam napięte jak struny fortepianu, ale…
… Ale nie było mi dobrze, bo to tylko ten cholerny deszcz!
…
Spędziłam dziś z L. i jej facetem kilka (nie)upojnych godzin na walce z żywiołem.
Przyjechał Wykonawca z robotnikiem i walczyliśmy z wodą na miotły, wiadra i folie.
Spływała wszędzie, stała na stropie, kapała nieubłaganie, lała się strumyczkami po ścianie sąsiadów poniżej, spływała sobie po schodach, lekceważyła plandeki, folie, szalunek, kpiła sobie z nas w żywe oczy, ale i tak udało nam się sporo jej wlać do kanalizacji, o tyle jej mniej zaleje sąsiadów.
A wszystko to przez próżność i okresowe umiłowanie porządku.
Po jaką jasną cholerę prałam tapicerkę w aucie? Mogła sobie dalej być pełna psiej sierści.
Po co był mi ten wosk na karoserii? Brudne auto jeździ tak samo…
No to mam za swoje, nie należy lekceważyć tradycji, zaprawdę powiadam Wam.
Uroczyście obiecuję sobie nie myć auta do samego końca dachu!
A jutro będą nowe zdjęcia. Jak tylko znajdę pewien kabelek.
Li.

Aga:) Ciekawe, bo im dalej, tym problem coraz większy i coraz bardziej cieszy :)
Nie miała baba problemu, więc zaczęła budować dom! Jak już skończy się budowanie, to będziesz miała z tego wszystkiego wielki ubaw ;-)