Dziś spadł mi na głowę świat, ale bez utraty przytomności.
Ciągle zapominam, by nie ufać i nie wierzyć nikomu, poza rodzicami i bratem.
Będę mieć sporo problemów, bo widocznie Los uznał, że mam ich za mało.
Jasne, że sobie poradzę, zawsze sobie radzę, teraz tylko jestem trochę bardziej mięciutka, bo mój pancerzyk Skorpiona mam ponadgryzany przez emocje, przez dziury świecę gołym, nadwrażliwym ciałem.
Przyszłam wieczorem do domu, popłakałam sobie trochę, to mi zawsze pomaga, łzy myją zakurzone zwoje, są paliwem dla myśli i wyostrzają spojrzenie.
I od razu urodziła mi się zuchwała myśl-a może rewolucyjna zmiana jest mi potrzebna?
Może wyzwoli nowe moce i nowe pomysły? Ostatnio czułam jak energia we mnie zaledwie się tli…
Stłumiam w zarodku tę rewolucję, bo nie ufam już swojej Przyszłości, kto wie co przyjdzie jej do głowy, kto wie, czy nie obdarzy mnie Obcym, jakie przyniesie mi cierpienia…
Ech, spadł mi na głowę mój bezpieczny świat, w sumie szkoda, że bez utraty przytomności, mogłabym przez chwilę nie myśleć.
Tak cholernie nie chce mi się znowu walczyć.
A jutro napiszę o decyzji Francuzów.
Dziś nie mam już siły, dziś mam tylko swoje zmartwienie, przytulę się do dzieci i poudaję, że jest wczoraj.
Li.

Li, może to banalne, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ściskam ciepło, będzie dobrze, zobaczysz!Marta
Wzruszam się, gdy Was czytam, dzięki…
Li kochana, tak mi przykro, ze ktos tak bardzo Cie zranil i podwazyl wiare w ludzi, ktora to Ty zawsze mi przywracasz. Nie daj sie kochana, bo absolutnie na to nie zaslugujesz. :-*****
Droga Li, tak nam przyblizylas tym swoim pisaniem wlasne problemy…ze dzis chyba wszyscy, ktorzy Cie czytamy stoimy przy Tobie murem milczaco, lub mniej milczaco….
jestem milcząco dziś..
Moja Li jedyna i kochana,eh, nie mam nic madrego do powiedzenia ale mysle sobie o Tobie i wysylam jakies tam pozytywne wibracje. trzymaj sie,Basia