Ilonka dziś nie odzyskała świadomości.
Jej brat przywiózł z Warszawy lek o nazwie Selol, nie jest jeszcze dopuszczony do obrotu, nie przeszedł nawet badań klinicznych, jego skład został wynaleziony przez lekarzy z Wojskowej Akademii Medycznej, ma w sobie potężną dawkę selenu, podobno w chorobach nowotworowych potrafi zdziałać cuda. Dostać go można za darmo na Akademii, lekarze chętnie go udzielają ciekawi efektów…
Jak słusznie zauważyli lekarze Ilonki, na pewno jej nie zaszkodzi, a może pomóc.
Podaje się go dwa razy dziennie, jest w formie oleistej zawiesiny.
…
Wtorek-potworek znowu nie zawiódł.
Pozłościł mnie, pokonfliktował z czasem, wysłał na drugą w tym tygodniu wywiadówkę, a kto by tam lubił chodzić na wywiadówki dzieci, skoro jeszcze tak niedawno człowiek z drżeniem serca czekał na powroty z wywiadówek własnej matki, która niestety z reguły musiała sporo nasłuchać się na temat takiego „zdolnego lenia” jak ja. No i potem wyciągała bolesne konsekwencje…
Na razie mam do rozwiązania problem z gwałtownie ujawniającą się co rano nagłą niechęcią Młodszej do szkoły. Dziecko zaczyna boleć brzuch, nie chce jeść śniadania i idzie do szkoly wyjątkowo nieszczęśliwa. Podpytana na tę okoliczność zeznała, że bardzo się boi, postraszona przez nauczycieli, że „czwarta klasa to wielki przełom, że już nie będzie im tak łatwo jak w trzeciej, że są większe wymagania, że jak ktoś nie da rady, to będzie powtarzał klasę”… itd., o rety, moje biedne, przerażone dziecko przez trzy lata z rzędu wpisywane do złotej księgi uczniów ma nagle wizję szkoły jako miejsca kaźni.
Poszłam więc na wywiadówkę wyjaśnić sytuację, bo przecież nie ścieżką strachu ma prowadzić droga do wiedzy oświetlana przez kaganek oświaty.
Niestety nowa wychowawczyni mojej córki to klasyczny nauczycielski beton, jaka szkoda! Poprzednia była cudowną, ciepłą i bardzo inteligentną kobietą.
W charakterze terapii zapowiedziałam więc Młodszej, że życzę sobie, aby dostała pałę z każdego przedmiotu. Nadmierne ambicje posiadania samych piątek i szóstek należy tępić w zarodku, od czasów szkolnych nie cierpię prymusów.
Ale ten niedobry wtorek-potworek przyniósł mi dziś też radość z łażenia pod własnym dachem, są już zamontowane wszystkie krokwie i są jaskółki!
Olbrzymie! I mają swój własny przepiękny widok!
Górują nad okolicą, czy nie pisałam niedawno, że będzie to najładniejsza kamienica na ulicy? Teraz jestem absolutnie przekonana, że w całej okolicy!
Dach robią prawdziwi cieśle, górale z poczuciem humoru.
Ta bardzo lubię snuć się po budowie podpatrując i podsłuchując, śmiejąc się z ich świńskich dowcipów, smakując zapach ciętego drzewa, brodząc w trocinach, ech… wybuduję sobie dom i będę go mieć. Lubię mieć dom.
Dom dodaje pewności siebie.
Wiem to tak dokładnie, bo odkąd sprzedałam mieszkanie, to straciłam grunt pod nogami i teraz ciągle muszę brnąć do brzegu.
Ale jest już niedaleko.
Li.

Wybuduję Renia i może uwierzysz, że warto walczyć o samą siebie!I pamiętaj, dziś o 14 idziemy na obiad :)
wybudujesz sobie dom, wybudujesz ściany bezpieczeństwa i miłości …wybudujesz , budujesz, przebudujesz życie .Jestem z Ciebie dumna , bardzo !dziękuję … za namacalne świadectwo- Możności W Niemożliwości … dziękuję….maczka