Wieczorem byłam u Ilonki i wylałam rzekę łez. Jest bardzo źle, bardzo.
Dostała wieczorem ogromną dawkę morfiny, bo cierpi strasznie, na noc została sama, jest nieświadoma, otumaniona narkotykami, niestety nie można z Nią być na Oddziale Intensywnej Terapii na noc, i tak dzięki naszemu koledze rodzina może być przy niej przez większość doby.
A dziś rano, gdy mój brat z rodzicami I. przyjechał do szpitala, okazało się, że szpital otoczony jest przez Policję, bo podobno podłożono w nim bombę. Nikt nie może wejść, Mama Ilony płaczem i łzami ubłagała, by jej wejść pozwolono i szczęśliwie trafiła na wrażliwego człowieka.
Tacie I. i mężowi wejść już się nie udało.
Stoją bezsilnie pod szpitalem, gdzie trwa akcja poszukiwania bomby, której na pewno nie ma, ale przecież sprawdzić to trzeba.
Nawet to nie zostało im oszczędzone w ostatnich godzinach życia Ilonki, rzucam klątwę na tego „dowcipnisia”, niech go piekło pochłonie!
Li.

Przeżywam Wasze i Ilony cierpienie.Czekam na tę moją operację i jednocześnie cierpię z powodu obojętności niby najbliższej mi osoby z którą jestem ponad 20 lat, więc teoretyczniepowinnam się przyzwyczaić, ale nie potrafę.Wy nie miejcie sobie nic do zarzucenia, bo nie jesteście wobec Niej obojętni i Ona – nawet teraz to wie.A Los ukarze tego człowieczka.(B.)
Uważam, że jednostki robiące takie "żarty" powinno eliminować się ze społeczeństwa. Na zawsze.
Po przeczytaniu notki (jeszcze przed uzupełnieniem), od razu złapałam za telefon. Serce mi zamarło. Moja Siostra też jest w szpitalu. Szczęście w nieszczęściu na Skarbowej. Głupich nie sieją…