Czasy się zmieniają, córki dorastają i zaczynają dawać matce kieszonkowe:
Wczoraj Starsza z ważną miną wręczyła mi kopertę z napisem”” Mama -na Lwów”, a w środku było 150 euro i 280 hrywien. Naprawdę byłam pod wrażeniem, bo dziecko z chęci pozbycia się mnie na weekend posunęło się nawet do wizyty w kantorze i wymiany drobnych euro na hrywny, hehe… O wzmiance na kopercie napisanej drukowanymi literami „Hrywny- waluta na Ukrainie” nawet nie wspomnę…
150 Euro to miła niespodzianka pozostałości po wyjazdach, Starsza jako rodzinny, wyjazdowy bankier skrzętnie je chowała i oto są! Na drobne przyjemności!
Za hotel i utrzymanie nie płacę, mogę szastać forsą do pustki w porfelu.
Rany boskie malarstwo włoskie, jak to możliwe że mam już taką dużą córkę?
I jednak nieśmiało, trochę z nieuzasadnionym poczuciem winy, a jednak, jednak cieszę się na ten Lwów!
Li.

Odpocznij w tym Lwowie…zapomnij na chwilę i ciesz się jesiennym słońcem…Klaudia
Eee, czasy się aż tak bardzo nie zmieniły. Tylko my chyba czasem nie doceniamy nasze dzieciaki ;)Szalej do woli, pozdrawiam :D
Jedz Li …
Kiedyś widziałam film, nie pamiętam tytułu. w każdym razie była tam grecka rodzina. Ojciec – sędzia i jego trzech dorosłych synów. Mieszkali razem. W przedpokoju mieli wazę, w której trzymali pieniądze na codzienne wydatki. Idea była taka, że każdy z nich wkładał do niej tyle pieniędzy ile mógł i brał tyle ile potrzebował. ;)
No to jedź:)Wyciśnij z tej wycieczki maksimum przyjemności… I spróbuj zrobić sobie zdjęcie z Lwowskim "Adasiem":), mówią, ze ładniejszy niż nasz z Rynku Głównego, choć ja wolę naszego, nie tylko dlatego, że niższy i łatwiejszy do uchwycenia w kadrze.Ściskam.