Przelotem

No i zdumiał mnie ten Lwów!
Pękam od wrażeń, muszę dać im ochłonąć, bo jednak emocje wzięły górę- nie da się nie myśleć, że to przepiękne, pełne rozmachu i uroku miasto było kiedyś polskie. Ta polskość wyłazi każdym kątem spod starych tynków polskimi napisami i zaczepianiem w tramwajach przez staruszki Polki słyszące rozmowę po polsku.
Czy Kraków piękniejszy? Na pewno jest inny, dużo niestety skromniejszy, budowany bez tego zachwycającego w architekturze kamienic przepychu.
Hotel George w którym często zatrzymywał się Wańkowicz rozczulił mnie do łez, znowu sobie sięgnę po „Tędy i Owędy”.
Cmentarz Łyczakowski poruszył i zasmucił, zachwyciły uliczki, zaułki, kościoły, jedzenie w knajpkach, zakupiona na pchlim targu figurka kota.
A największa niespodzianka, to buty na nogach lwowianek- chodzą w niebotycznie wysokich szpilkach, nie straszny im przedwojenny lwowski bruk, patrzyłam na to z największym podziwem.
We Lwowie są piękne buty, proszę drogich Pań, zakupiłam dwie pary, nie sposób było się oprzeć, cóż począć. :)
Zdjęcia i reszta wrażeń potem, może nawet dziś wieczorem, teraz już biegnę na budowę, umieram z ciekawości co tam się podczas mojej nieobecności zmieniło.
Potem wypada zająć się trochę pracą, niestety…
Miłego dnia!
Li.

2 Responses to Przelotem

  1. W znanych mi blisko okolicach, mieszkają potomkowie szefa kuchni przedwojennego hotelu George. Są oni w posiadaniu wszystkich przepisów kulinarnych pradziadka. Wobec czego nie mam powodu, by wyjeżdżać za granicę:)

  2. Nieznane's awatar Julianna pisze:

    No to jesteśmy w domu :))) Z Ukrainy też przywiozłam buty i zaraz we Lwowie uderzyło mnie to Ciebie :))) a Lwów dużo by mówić, dużo pisać. Trzeba zobaczyć, trzeba dotknąć i powąchać …. w końcu to stolica Galicji i Krakowowi trudno się mierzyć …